Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 572 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Podróż o długości tysiąca mil rozpoczyna się od jednego kroku

Opactwo w Kołbaczu

niedziela, 12 grudnia 2010 10:15
Skocz do komentarzy

Pierwsza fundacja cysterska na Pomorzu była właściwie … ceną za ocalenie Szczecina przed duńskim najazdem. Ale może po kolei…

 

     Był taki czas, kiedy Wikingowie nie bali się nikogo i niczego… oprócz pomorskich Słowian. Nie raz, nie dwa nasi etniczni przodkowie dokładnie przetrzepali skandynawskie skóry. Raz jedni byli górą, raz drudzy, ale łupieżcze wyprawy pogańskich Słowian na Skandynawię, siały wśród tamtejszej ludności prawdziwy postrach. Saxo Grammaticus (duński Gall Anonim), kiedy spisywał w 16 tomach Gesta Danorum (Czyny Duńczyków), wyraźnie wskazywał, że to właśnie Słowianie winni są temu, iż „ Zelandię od wschodu do południa  zaległa pustka”, a „ na Fionii nic nie zostało prócz paru mieszkańców”. Okręty pogańskich chąśników, udające się w kierunku Roskilde czy Konungaheli wypływały ni mniej, ni więcej, tylko z portu w Szczecinie

     W Roskilde oglądać dziś można wydobyte wraki wikińskich łodzi, zatopionych przez Słowian w tamtejszym porcie. Konungahela  natomiast (obecnie Kungälv na granicy szwedzko-norweskiej) bezpowrotnie straciła na znaczeniu. „Król Racibor i jego zwycięskie wojska ustąpiły i powróciły do Slavii, a wielka liczba ludu, który wzięty był w Konungaheli, potem długo żyła u Słowian w niewoli. Wielki port Konungahela nigdy nie wrócił do tego samego stanu co przedtem”.

Czy można się dziwić, że średniowieczne kółko historii zakręciło się wreszcie w odwrotną stronę?

 

     Zchrystianizowana już Dania postanowiła wziąć odwet za swe straty. Pod pretekstem nawracania pogan, wojska króla Waldemara i biskupa Absalona stanęły pod koniec XII w. u bram „matki miast pomorskich”. Gród długo się nie poddawał. Saxo Grammaticus wspominał, że ogrom duńskich strzał, jakie utkwiły w szczecińskich wałach obronnych, przypominał potężny łan trzciny.

     Aby skłonić najeźdźców do odwrotu i nie stracić przy tym twarzy, Warcisław Świętoborzyc zobowiązał się hojnie uposażyć cysterski konwent. Odstąpił braciszkom sporą część własnej ziemi. Zakonnicy z Esrum przybyli więc w bagniste okolice jeziora Miedwie i rzeki Płoni w celach pokojowych i jak najbardziej legalnie.

 

     Powstanie nowej filii klasztoru obwarowane było u cystersów ścisłymi przepisami – konwent macierzysty musiał być na tyle bogaty, by mógł na nowe miejsce wysłać przynajmniej 12 mnichów plus opata. Taka sama ilość zakonników (i drugi opat) musiała pozostać na miejscu. Esrum należało wówczas do największych opactw w Skandynawii. Wysłano więc w te pędy do Kołbacza najpierw grupę konwersów, czyli brodatych budowlańców w szarych habitach.  Mieli za zadanie postawić kaplicę, miejsca do spania (dormitorium), miejsca do składowania ksiąg (skryptorium) i pomieszczenia dla furtiana. Dopiero wtedy mógł przybyć konwent założycielski.

 

     Pierwsze kołbackie budowle zapewne były drewniane, ponieważ opat Reinhold wraz z 12 białymi braćmi i 12 konwersami zjawił się tu, zanim jeszcze minął rok od przyjazdu ekipy budowniczych. Cały olbrzymi kompleks wznoszono przez ponad 100 lat, ale klasztor powstał imponujący.

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

     Stojący w centrum wsi kościół  był kiedyś znacznie większy.  Widać to zresztą i dziś, mimo, że boczne nawy zostały rozebrane już dawno. Monumentalna wciąż bryła to ledwie transept (poprzeczne ramię kościoła) i prezbiterium. Nawę główną zaadaptowano na magazyny jeszcze w XVI w.

Photobucket Photobucket Photobucket

     Kościół jest unikatowy, ponieważ to pierwsza świątynia na Pomorzu wybudowana całkowicie z cegły. Po raz pierwszy zastosowano tu też ceglane sklepienie krzyżowo-żebrowe. Dzisiejsze wnętrze jest raczej puste, bardzo jasne, z barokową amboną, płytami nagrobnymi z XVII-XVIII w. i współczesnym, drewnianym ołtarzem. Cały kompleks nosi w sobie cechy budownictwa duńskiego i niemieckiego (druga faza budowy wzorowana była na niemieckim Chorin).

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

 

 

PhotobucketPhotobucket

     Symbolem kołbackiego ceglanego gotyku jest zachwycająca rozeta umieszczona na szczycie kościelnej fasady. Jej misterne piękno zachwyci każdego, kto zdecyduje się odbić te parę kilometrów od głównej trasy na Szczecin. Wielu turystów przyjeżdża tu właśnie dla niej. Znawcy uważają, że jest podobna do francuskiego arcydzieła w Chartres. Tam nas jeszcze nie zaniosło, ale bez specjalnego problemu wyguglałam ją z Wikipedii. Możecie je sobie teraz porównać. Francuska jest (jeśli można ją tak nazwać) – zwiewna i delikatna… w końcu to witraż. Naszą, podszczecińską zawdzięczamy ponoć niezwykle uzdolnionemu rzezimieszkowi. Jak chce legenda, oczekiwanie na wykonanie wyroku umilał sobie artystycznym układaniem cegieł. To ślepe okno wyszło mu tak pięknie, że ocalił własną skórę. Kołbacka rozeta ma lekkość witraża, mimo, że jest tylko (aż) ozdobnym blendowaniem ceglanej ściany. Proszę, oto oba cudeńka…     Photobucket


     Oprócz fragmentu dawnej bazyliki zachował się w Kołbaczu dom konwersów (pamiętajmy, że nie wolno im było stykać się z braciszkami – mieszkali w osobnym skrzydle). Jedna ze ścian budynku, nie wiadomo dlaczego jest zawsze wilgotna. Mówi się, że to kamienie płaczą nad niespełnioną miłością rybarczyka i młynarzówny. Osierocony Jarowit, którego przygarnęli kołbaccy mnisi, zakochał się z wzajemnością w Marcie, córce bogatego młynarza. Ojcu nie w smak był chudopachołek za zięcia - zamknął więc córkę w piwnicznej izbie, a młodzieńcowi sprawił potężne manto. Odratowali go konwersi. Cóż z tego… nie mogąc być z ukochaną zapragnął, by pochłonęła go ściana, ta sama, o którą wsparł skołatane czoło. Tak też się stało – głazy zmiękły, wtopiły w siebie nieszczęśnika, a jego łzy zraszają ich powierzchnię po dziś dzień.

 

     Zachował się też przebudowywany wielokrotnie pałac opata (jest w nim biblioteka gminna) i jeden z budynków gospodarskich (stodoła, albo owczarnia).

     To najstarszy klasztor cysterski na Pomorzu. O jego bogactwie świadczyć może fakt, że to stąd braciszkowie wyruszyli zakładać nowe filie - do Oliwy, Bierzwnika i Mironic, ale to już tematy na kolejne gawędy.

 

     Aha – przez sklerozę zapomniałabym przytoczyć jeszcze jedną kołbacką legendę.

     Bogactwem pobliskiego jeziora Miedwie jest marena – sieja miedwiańska (warto zapamiętać, bo to popularne hasło krzyżówkowe). Jak chce wspomniana przez mnie legenda – ta smaczna rybka trafiła do jeziora za sprawą cysterskiego opata i jego niezgodnego z regułami klasztornymi łakomstwa. Opat przybył tu ponoć z południowej krainy, gdzie nawet posty nie były tak uciążliwe, ponieważ w cieplejszych wodach bogactwo było ryb wszelakich (nie wspominając, że i wino było słodsze). Tak zatęsknił do wybornego smaku tamtejszej siei, że niebacznie na układ z diabłem poszedł i za dostarczenie mu jeszcze przed świtem smakołyku, własną duszę zastawił.


     Diabeł, jak to diabeł – podstępnie go podszedł i opat niemal natychmiast zaczął żałować własnej lekkomyślności. Krzyżem padł przed ołtarzem, mając nadzieję, że wybłaga u Najwyższego odrobinę litości. I chyba mu się udało, bo znalazł go tam przypadkiem kucharczyk - chłopaczyna pomagający konwersom w kuchni. Wbrew cysterskiej regule odważył się podejść do opata i zapytać o powody jego zgryzoty. Jak to we wszystkich bajkach bywa – mądrość ludu jest nieoceniona.


     Czas na podjęcie antydiabelskich kroków był już ostateczny. Na horyzoncie noc zaczęła blednąć, a nad klasztornymi zabudowaniami pojawił się olbrzymi cień, objuczony potężnym ładunkiem. Kucharczyk niewiele myśląc wybiegł przed kościół i rozkrzyczał się donośnie, naśladując głos jastrzębia.

     Charakterystyczny dźwięk obudził wszystkie koguty w okolicy. Koguciska rozwrzeszczały się okrutnie w obronie lokatorek swoich kurników, a diabeł… diabeł – wściekły na siebie, że nie zdążył dostarczyć przesyłki – cisnął workiem w wody pobliskiego jeziora i uciekł, gdzie pieprz rośnie.

     Tak więc, dzięki przebiegłości zwykłego wiejskiego chłopaka – opat ocalił swą duszę, a alpejskiej siei przypadły do gustu wody jeziora Miedwie. Dostosowała się do tutejszych warunków i z dumą przyjęła miano deliciae Pomerania.


(Całą masę pomorskich legend spisał pan Wrzesław Mechło; są długie i barwne – te, które przytoczyłam są zaledwie ich mizernymi skrótami. Trudno mi też podać bibliografię do wszystkich wyszperanych informacji – trochę pochodzi z notatek mego Taty, trochę z broszur i tablic informacyjnych (które skrzętnie obfotografowuję), trochę z książki p.Jurkiewicza „Pomorski szlak cystersów”, trochę z lokalnych materiałów konserwatorskich, itd.)

 

Podziel się




Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 15 sierpnia 2016 0:09

    Super strona

    autor Dominika17

    blog: http://wino.girl.free.fr/index.php?file=Members&op=detail&autor=akatekak

  • dodano: 06 czerwca 2016 19:57

    OK WPIS

    autor dorcia4521

    blog: http://unacconference2015.org/bbpress/profile/ivabyko

  • dodano: 15 maja 2016 3:17

    Dobry wpis

    autor szymonek57

    blog: http://www.kreisjugendring-alzey-worms.de/modules.php?name=Forums&file=viewtopic&p=708#708

  • dodano: 10 lutego 2016 18:15

    dobry wpis

    autor zuzkazpoznania51

    blog: http://www.seacoastshoulder.com/itemlist/user/598

  • dodano: 03 stycznia 2012 20:56

    Ogromną przyjemnością zaczytałam się u Ciebie.
    Interesuję się opactwami w tym i cysterskimi.
    Serdecznie pozdrawiam.

    autor sara-maria

    blog: sara-maria.bloog.pl

  • dodano: 13 grudnia 2010 9:16

    Pani ma dar do przekazywania wiedzy w sposób jaki czytaelnik(ja) najbardziej lubi.Dzięki!

    autor aldfur

  • dodano: 12 grudnia 2010 20:49

    ...i choć znałam, z przyjemnością przeczytałam:) A klasztor w Kołbaczu rzeczywiście piękny, zachęcam czytelników do odwiedzenia:)

    autor rodorek

    blog: rodorek.bloog.pl

  • dodano: 12 grudnia 2010 20:21

    Nie możesz Marysiu pisać zwięźlej!Piszesz tak ciekawie,że z przyjemnością czytam:)

    autor syljun

    blog: sunniva.bloog.pl

  • dodano: 12 grudnia 2010 19:19

    Z niezwykłą ciekawością przeczytalam o Wikingach . Może dlatego , że moi Dziadkowie przyjechali z Danii i Mama urodziła się już na Pomorzu w miejscowości o śmiesznej nazwie Złe Mięso .
    A legendy to uroczy sposób przekazywania wiedzy . Świetnie się czyta i to znaczy , że jesteś pozytywnie zakręcona .
    Chyba się nie obraziłaś ? Pozdrawiam i dzięki , że do mnie "wpadłaś".

    autor henwgl

    blog: aromat.bloog.pl

  • dodano: 12 grudnia 2010 19:18

    Z niezwykłą ciekawością przeczytalam o Wikingach . Może dlatego , że moi Dziadkowie przyjechali z Danii i Mama urodziła się już na Pomorzu w miejscowości o śmiesznej nazwie Złe Mięso .
    A legendy to uroczy sposób przekazywania wiedzy . Świetnie się czyta i to znaczy , że jesteś pozytywnie zakręcona .
    Chyba się nie obraziłaś ? Pozdrawiam i dzięki , że do mnie "wpadłaś".

    autor henwgl

    blog: aromat.bloog.pl

  • dodano: 12 grudnia 2010 12:10

    Dziękuję za uznanie.Cała przyjemność po mojej stronie, Tereso. Lubię wędrówki (kiedyś piesze, teraz automobilowe) i lubię o nich opowiadać. Muszę się tylko nauczyć zwięźlej pisać

    autor Maria

    blog: bakhitaa.bloog.pl/

  • dodano: 12 grudnia 2010 11:24

    Pięknie opisałaś historię opactwa. Zaczytałam się w legendzie.
    Dziękuję za fotografie i obszerne objaśnienia. Na Pomorzu bywałam rzadko, tym bardziej interesuje mnie przeszłość.
    Bakhito, serdeczne dzięki

    autor TERESA

    blog: ZANAAR.BLOOG.PL

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

czwartek, 20 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  207 667  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

... i tak zaglądałam tu codziennie, przeniosłam się więc z innego miejsca... tu bardziej przyjaźnie...
Zakręcona. Programowa optymistka.Owsik (znaczy - trudno mi usiedzieć na miejscu). Urodzona włoczykijka. Domorosły genealog. Maniaczka- fotopstrykaczka (jak coś mi się jeszcze przypomni - dopiszę).
Jako, że pamięć moja zaczyna szwankować - zamierzam spisywać swoje eskapady. czasem trochę pofilozofuję, albo wygrzebię kartkę ze szkolnego pamiętnika :))

O moim bloogu

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszc...

więcej...

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszcze do Mistrza, co to po Niebiańskich Polanach oprowadza już wycieczki.

schowaj...

czas swój oddaję

wędrówki duńskie

wędrówki kresowe

wędrówki po Niemczech

wędrówki po Polsce

wędrówki skandynawskie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 207667
Wpisy
  • liczba: 412
  • komentarze: 5145
Bloog istnieje od: 2437 dni

Lubię to