Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 963 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Podróż o długości tysiąca mil rozpoczyna się od jednego kroku

eksponaty muzealne...

sobota, 28 maja 2011 22:27
Skocz do komentarzy

 

Są takie eksponaty, które potrafią zachwycić, takie, które potrafią zadziwić i takie, które potrafią zawstydzić. Są drogocenne i są nie posiadające na pierwszy rzut oka żadnej - poza sentymentalną - wartości. Jedne dostojne – budzące respekt z racji wieku lub kunsztowności, inne zabawne – pewnie dlatego, że dawno już wyszły z użycia, a jeszcze inne zwyczajnie rozczulające. Te ostatnie najłatwiej znaleźć w izbach pamiątek regionalnych.

 

Odbyłam dziś bardzo pouczającą wycieczkę śladami templariuszowo-joanickimi (mnóstwo ich w okolicznych wioskach i miasteczkach). Wydawało mi się, że dobrze już te miejsca znam i oto moja pycha została ukarana. Po raz kolejny przekonałam się, że człowiek zdobywa wiedzę przez całe życie. Im więcej pochłania informacji, tym bardziej niedoinformowanym się okazuje.

 

Poopowiadam o tych ciekawostkach troszkę później i pewnie w wielu odcinkach. Dziś króciutko i o zwykłych, ludzkich radościach. Takich, co to do aż do muzeum zawędrowały…

 

Historia pierwsza.

Dawno się działa i na drogiej sercu memu zabużańskiej ziemi. Działa się naprawdę. To historia miłości szczęśliwej. Nie znałam ludzi, o których opowiadam. Do dzisiaj nie wiedziałam nawet o ich istnieniu.

Młoda dziewczyna i młody chłopak. Poznali się gdzieś w poleskiej ziemi, pokochali… postanowili resztę życia spędzić razem. Okazało się jednak, że ślub, to wcale nie taka prosta sprawa. Od marzeń, do realizacji droga daleka.

 

Chłopak nalegał, dziewczyna zwlekała… chłopak naciskał, dziewczyna wiła się jak piskorz… Nie, żeby go nie miłowała… przecież, kiedy nie było go w pobliżu, czuła się, jak ryba bez wody, ale… ale jak tu boso przysięgać dozgonność? Panny naprawdę nie było stać na obuwie.

 

Jak to się mówi - prawdziwa miłość zawsze znajdzie rozwiązanie: chłopak uplótł dla swej miłej łapcie z łyka lipowego. Przeszkoda została pokonana, a najszczęśliwsza pod słońcem dziewczyna, traktowała je od tej pory jak relikwię. Ślubne łapcie miała na nogach jeden, jedyny raz. Później leżały w domu na honorowym miejscu. Kiedy działo się coś złego, dziewczyna wyciągała swoje łapcie i – ściskając je kurczowo – modliła się. Kiedy rodziły się dzieci – z łapciami w ręku wypraszała dla nich u Pana Boga łaskawą przyszłość.

 

Zabrała je ze sobą na podróż w nieznane… hen, na ziemie, o których wtedy mówiono „odzyskane”. Szczęśliwe łapcie były z nią do końca jej ziemskiej drogi, a potem… potem prawnuk dziewczyny przyniósł je do muzeum… małej izby pamiątek regionalnych. Leżą w gablocie i uśmiechają się. Nie wierzycie? Popatrzcie….

szczęśliwe łapcie

 

Historia druga - równie prawdziwa.

Działa się mniej więcej w tym samym czasie… młody człowiek za szczęściem do Hameryki popłynął. Narodowości pewnie nie był naszej, bo z ziemi nowomarchijskiej pochodził, ale przecież nie o narodowość tutaj chodzi. W świat wielki popłynął z nadzieją na lepsze jutro i z jedną, jedyną walizką… Układając sobie życie za wielką wodą, traktował swoją walizkę ze szczególną estymą, prawie tak samo, jak poleska dziewczyna swoje łapcie. Kiedy kres jego ziemskiej drogi nadszedł, walizki nie wyrzucono. Prawnuki chłopaka przywiozły ją do miasta, gdzie się urodził. Takie było jego pragnienie. Walizka stoi dziś w małym muzeum regionalnym (kilkanaście kilometrów od miejscowości, w której oglądałam łapcie szczęścia)

 

szczęśliwa walizka

 

Historia trzecia.

Trochę zaskakująca (w każdym razie dla mnie). W tej pierwszej muzealnej sali, niedaleko szczęśliwonośnych łapci znalazłam… coś.

 

Sandow’s Symmetrion

 

Pojęcia nie miałam, co to jest. Dziwny jakiś przyrząd, który z pewnością widziałam po raz pierwszy raz w życiu. Próbowałam wydedukować, do czego mógł służyć… hm… na podstawie załączonej instrukcji sprzed co najmniej 100 lat (z elegancką damą w roli głównej) mogło to służyć na przykład do… wiązania gorsetu (tu się chyba trochę zagalopowałam, ale to wszystko przez Krysin kręgosłup i niedawną dyskusję o gorsetach i taliach osy.;-)

Poddałam przyrząd wnikliwym oględzinom. Nazywa się Sandow’s Symmetrion – cóż to takiego? Rzeczywistość okazała się prozaiczna

sposób ćwiczenia z Sandow’s Symmetrion

 

Sandow’s Symmetrion to po prostu specjalny przyrząd dla pań „spełniający wszystkie wymogi kształtowania idealnej sylwetki. Gwarantujący doskonałe zdrowie oraz wypracowanie harmonijnych kształtów i symetrycznej figury ”.

 Czegóż chcieć więcej?

Postępowe damy z końca XIX i początku XX wieku dbały – jak widać – o swoją tężyznę fizyczną. Przyrząd służył do ćwiczenia bioderek.

Sandow’s Symmetrion

 

A wszystko za sprawą człowieka uważanego za ojca nowoczesnej kulturystyki. Jego nazwisko – Sandow – stało się marką samą w sobie.

 

Powtórzę za Wikipedią:

Eugen Sandow, właśc. Friederich Wilhelm Müller (ur. 2 kwietnia 1867 w Königsbergu, zm. 14 października 1925 w Londynie) – siłacz ery wiktoriańskiej, uznawany za pioniera nowoczesnej kulturystyki. Od jego nazwiska jest nazywana „sztanga Sandowa”. Statuetka z jego sylwetką i sztangą Sandowa jest od 1965 roku wręczana zwycięzcy najbardziej prestiżowych zawodów kulturystycznych na świecie - Mr. Olympia

 

Trochę więcej informacji można znaleźć tutaj: http://artec.lap.pl/sandow/Eugeniusz%20Sandow.htm

 

 

Dla mnie to absolutne nowości. I pomyśleć, że do wyszperania ich skłonił mnie dziwaczny i intrygujący eksponat muzealny.

 

Swoją drogą – kto by pomyślał, że na początku ubiegłego wieku panowie tak śmiało odkrywali swoje ciało…:-D

Podziel się




Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  214 042  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

... i tak zaglądałam tu codziennie, przeniosłam się więc z innego miejsca... tu bardziej przyjaźnie...
Zakręcona. Programowa optymistka.Owsik (znaczy - trudno mi usiedzieć na miejscu). Urodzona włoczykijka. Domorosły genealog. Maniaczka- fotopstrykaczka (jak coś mi się jeszcze przypomni - dopiszę).
Jako, że pamięć moja zaczyna szwankować - zamierzam spisywać swoje eskapady. czasem trochę pofilozofuję, albo wygrzebię kartkę ze szkolnego pamiętnika :))

O moim bloogu

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszc...

więcej...

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszcze do Mistrza, co to po Niebiańskich Polanach oprowadza już wycieczki.

schowaj...

czas swój oddaję

wędrówki duńskie

wędrówki kresowe

wędrówki po Niemczech

wędrówki po Polsce

wędrówki skandynawskie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 214042
Wpisy
  • liczba: 412
  • komentarze: 5149
Bloog istnieje od: 2530 dni

Lubię to