Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 948 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Podróż o długości tysiąca mil rozpoczyna się od jednego kroku

Dzień pełen przygód

czwartek, 21 czerwca 2012 21:09
Skocz do komentarzy

Zaplanowany w każdej minucie i dopięty na ostatni guzik już w marcu. Miał być niezapomniany i… jest ;-).


Dla mnie to dzień szczególny. Dzień Wycieczki Śladami Alfreda Kielaka. Zorganizowana przez Uniwersytet Trzeciego Wieku – dla uczczenia pamięci jednego ze swych założycieli i długoletniego profesora „katedry” turystyki . Byłam tzw. „honorowym uczestnikiem” i nawet zaopatrzyłam się na tę okoliczność w jeden dzień urlopu. Miłe to bardzo. Tato już trzeci rok po Niebiańskich Błoniach oprowadza (od niedawna towarzyszy mu mama), ale śladów zostawił niemało i w kraju i poza jego granicami. Starczy na wiele, wiele podobnych eskapad...

 

Wycieczka Alfredowa rozpoczyna się zawsze od zapalenia światełka pamięci i pogłaskania po nosie jej Patrona. Ma to zagwarantować odpowiednią pogodę i pomyślny przebieg podrózy. Zawsze się sprawdza.  Dawni słuchacze praktykują ten zwyczaj przed każdym dłuższym wyjazdem.

 

Photobucket 

 

Zadziałało i tym razem. Deszcz towarzyszył nam tylko do Wolsztyna. Temperatury utrzymywały się w specjalnej skali nie-za-gorąco, nie-za-zimno. Siostrzany oddział UTW ugościł nas po królewsku, zwiedziliśmy dwa arcyciekawe muzea (o nich innym razem) i wyruszyliśmy w dalszą drogę. W Lesznie czekał obiad oraz  kolejne ciekawostki, o które zadbali tamtejsi  „trzeciowiekowi”. Humory dopisywały.

 

Świat jednak rządzi się własnymi prawami. Jedno z nich głosi, że Nic nie jest tak dobre, by nie mogło się spieprzyć. Tym razem postanowił uczynić to pięćdziesięcioosobowy, luksusowy mercedes. Wziął i stanął. Nieodwołalnie. Nie pomogły wysiłki kierowcy ani sprowadzonego przez Prezesa mechanika.

Po trzech godzinach przyjechał po nas kolejny autokar (tym razem na leszczyńskich numerach), a nasz – małymi skokami – wrócił (mam nadzieję) do stajni.

 

 

Photobucket Photobucket

 

Dalszy program stanął pod znakiem zapytania. Poddać się zwyczajnie nie wypadało, ale oczekujący na nas Leszczynianie, oprócz zajmowania się nami  mieli także inne obowiązki. Krótka narada, szybka weryfikacja pomysłów. Stanęło na tym, że wyprawę do miasta króla Stasia należy powtórzyć na spokojnie. Skoro tu jednak jesteśmy, to choć pobieżnie wypada obejrzeć podstawowe ciekawostki miejskie. Ufff… nie spodziewaliśmy się, że jest ich aż tyle! Truchtem obeszliśmy Rynek i najbliższe okolice (pod super-przewodnictwem słuchaczki tamtejszego UTW), po czym udaliśmy się do Pawłowic.

 

Photobucket Photobucket Photobucket 

 

A w Pawłowicach…

Pojęcia nie miałam, że stoi tam „najpyszniejszy pałac Wielkopolski” zwany Małym Rogalinem. Najautentyczniejszy pod słońcem przykład królewskiej architektury z czasów stanisławowskich. Zadziwia już jego bryła, niemieszcząca się w kadrze aparatu. Jest jaki jest dzięki staraniom rodu Mielżyńskich.

 

Photobucket 

 

Wnętrza?

Może oddam głos znanemu architektowi Tadeuszowi Stryjeńskiemu:

„We wszystkich apartamentach, zarówno parterowych, jak i piętrowych znajduje się wielka ilość cennych mebli (głównie Ludwik XVI i Empire), niektóre garnitury są złocone, inne wykonane z mahoniu i palisandru. Na ścianach wiszą liczne portrety rodzinne oraz dużo obrazów starych szkół, głównie włoskich i francuskich. Nadto wnętrza wyposażone są w wielką ilość pierwszorzędnych okazów przemysłu artystycznego (porcelana głównie saska, wielkie wazony chińskie, kandelabry, zegary z bronzu)” (1929., T.Stryjeński)

 

 

Photobucket Photobucket 

 

Czegóż tam nie było?

- 137 obrazów (głównie włoskie i francuskie z XVII i XVII w., Kossak, Barbier, Chabas i in.),

- 100 sztychów francuskich,

- rzeźby dłuta Władysława Marcinkowskiego (dwie stoją do dziś – wiejska dziewczyna i chłopak, podobno mają rysy rodzeństwa  Mielżyńskich – Krzysztofa i Heleny),

- sporo rzeźb marmurowych, z brązu a nawet z terakoty, alabastrowe wazy

- niezliczona ilość porcelany i fajansu z uznanych europejskich manufaktur;

- herbowe serwisy obiadowe (co najmniej na 120 osób każdy),

- herbowe szkło, kryształy, porcelanowe figurki,

- srebra (sztućce, kandelabry, lichtarze, „garnitury toaletowe”),

- pałacowe meble ( w stylu obu Ludwików, Empire, Biedermajer), oznakowane wymalowanymi na olejno literami MP (Majątek Pawłowice),

- kosztowności...

Słynna na całą Wielkopolskę (i nie tylko) biblioteka  w 1929 r. liczyła 10 tys. oprawnych w czerwony safian woluminów (okładki wyciskane złotem, wewnątrz herbowy exlibris).

Jako ciekawostkę dodam, że ten zbudowany w latach 1779-1783 zespół pałacowy był już w XVIII w. ogrzewany ciepłym powietrzem (płaskie kanały w ścianach) – jako jeden z pierwszych w całej Rzeczpospolitej.

 

 

Photobucket Photobucket 

 

Cóż pozostało?

Nic, oprócz stojących w holu rzeźb chłopaka i dziewczyny (dłuta Marcinkowskiego) oraz przebogatej sztukaterii. O taki stan rzeczy zatroszczyli się Niemcy. W 1941 r. ruchomościami zajął się główny konserwator Kraju Warty. „Zabezpieczono” je na tyle dokładnie, że dziś – oprócz wyżej wymienionych rzeźb – podziwiać możemy jedynie kryształowe zwierciadła, wspaniałe żyrandole i bajeczne stiuki. Te z owalnej Sali Balowej (na piętrze pałacu) zrobiły na mnie kolosalne wrażenie. Nawet mi się śniły. Spójrzcie zresztą sami.

 

 

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket 

 

Do domu wróciliśmy późno. Odwiózł nas leszczyński autokar, a przemiły kierowca raczył po drodze lokalnymi ciekawostkami. Dowiedziałam się na przykład, że największym jajcarzem w Europie jest niejaki Woźniak. Należące do niego fermy produkują 3,5 mln sztuk dziennie! To się nazywa „facet z jajami”:-D

 

 

Każdy, kto choć trochę znał mego tatę wie, że nigdy nie przepadał za pompą i zadęciem. Nie lubił, gdy oficjalnie doceniano jego osiągnięcia, co skutkowało wszelakiej maści uroczystościami. Najchętniej nie przyznałby się wówczas do własnej osoby (choć do wstydliwych przecież nie należał). Może to i on zadbał o wycieczkowe atrakcje? Jego doświadczeń i tak nie pobiliśmy. Podczas jednej z ostatnich organizowanych przez niego wypraw, autokary zmieniano trzykrotnie. I to na Ukrainie :-]

 

Photobucket 

...kwiatki otrzymałam od swoich studentów.

Nie mogłam być osobiście na zakończeniu roku,więc zabrali je na wycieczkę:-)

Kochani są serce

Podziel się




Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  214 010  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

... i tak zaglądałam tu codziennie, przeniosłam się więc z innego miejsca... tu bardziej przyjaźnie...
Zakręcona. Programowa optymistka.Owsik (znaczy - trudno mi usiedzieć na miejscu). Urodzona włoczykijka. Domorosły genealog. Maniaczka- fotopstrykaczka (jak coś mi się jeszcze przypomni - dopiszę).
Jako, że pamięć moja zaczyna szwankować - zamierzam spisywać swoje eskapady. czasem trochę pofilozofuję, albo wygrzebię kartkę ze szkolnego pamiętnika :))

O moim bloogu

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszc...

więcej...

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszcze do Mistrza, co to po Niebiańskich Polanach oprowadza już wycieczki.

schowaj...

czas swój oddaję

wędrówki duńskie

wędrówki kresowe

wędrówki po Niemczech

wędrówki po Polsce

wędrówki skandynawskie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 214010
Wpisy
  • liczba: 412
  • komentarze: 5149
Bloog istnieje od: 2530 dni

Lubię to