Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 571 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Podróż o długości tysiąca mil rozpoczyna się od jednego kroku

Dziewczynka z książką

piątek, 05 lipca 2013 23:20

„Dziewczynka z książką” zawitała do mojego miasta. Szkoda, że tak mało osób zdecydowało się przyjść na prelekcję…wspaniale prowadzoną, w pięknym miejscu… a w dodatku okraszoną pysznym ciastem i soczystymi wiśniami. Szkoda, bo poruszana była naprawdę ciekawa tematyka… 

Od Malala

 

„Dziewczynka z książką” to jedyna w swoim rodzaju akcja charytatywna… nikt nie stoi z kapeluszem, nikt nie zbiera datków. Jednym małym gestem można za to wyrazić podziw dla odwagi Malali - pakistańskiej nastolatki otwarcie piszącej na blogu o problemach z dostępem do edukacji w jej kraju (i nie tylko o tym). Jak bardzo niebezpieczne to zajęcie, świat mógł się przekonać w październiku 2012 r.

 

Wracającą ze szkoły Malalę wyciągnęli z autobusu uzbrojeni Talibowie. Wywołali ją po nazwisku… zagrozili, że zabiją pozostałe dziewczynki, jeżeli się nie ujawni… otrzymała strzał w głowę. Przeżyła cudem. Dziś mieszka z rodziną w Wielkiej Brytanii. 
 

Od Malala

 

Chce, czy nie chce – stała się symbolem walki o prawa kobiet i dostęp do edukacji. Otrzymała już niejedno odznaczenie. Nominowano ją do wielu prestiżowych nagród, w tym – jako najmłodszą w historii – do tegorocznej Pokojowej Nagrody Nobla.

"Terroryści pokazali, czego boją się najbardziej: Dziewczynki z książką." – te słowa sekretarza generalnego ONZ  Ban Ki-moona stały się inspiracją do powstania międzynarodowego ruchu #GIRLWITHABOOK.

 

Jak się do niego przyłączyć? Bardzo prosto. Mamy własną, krajową edycję ruchu solidarności z Maalą i z tym co ona reprezentuje - http://dziewczynkazksiazka.wordpress.com/about/

 

Od Malala

 

… a w jaki sposób możemy wspomóc akcję – poczytajcie w poniższym cytacie:
 


Naszym celem, jak i celem międzynarodowego #GIRLWITHABOOK, jest podnoszenie tematów związanych z edukacją i dostępem do niej, równouprawnieniem oraz wydanie albumu ze zdjęciami kobiet z książkami, na których, poprzez przyklejoną do książki karteczkę z napisem “I stand with Malala”/”Jestem z Malala”, wyrażą swoje poparcie dla Pakistanki. Pieniądze ze sprzedaży albumu wesprą międzynarodową zbiórkę na rzecz szkół w Pakistanie.

 

Do dzieła moje Panie! Aparaty w dłoń!


Od Malala

 

Zdjęcie może wysłać każdy, adres e-mail: dziewczynkazksiazka@gmail.com

 

Pod wskazanym przez mnie linkiem znajdziecie zresztą sporo ciekawych informacji.

 

 

…i jeszcze jedno
Postanowiłam wyprowadzić się stąd na naszą rodową stronę. Brat przygotował mi ciepłe gniazdko i prawie już się tam na dobre zainstalowałam… jeszcze tylko muszę wyszperać, jak wstawić odnośniki do Waszych blogów… ale pierwsze wpisy już są.

Zapraszam :)

http://kielakowie.pl/wordpress/?p=39


Podziel się

komentarze (31) | dodaj komentarz

Inowrocław da się lubić

środa, 12 czerwca 2013 22:52

Sanatoryjne turnusy profilaktyczne to świetna sprawa, mam tylko dwa tyciutkie zastrzeżenia…
po pierwsze – są za krótkie, a po drugie – powinny kończyć się przynajmniej kilkudniowym domowym pobytem aklimatyzacyjnym.


Katowany przeróżnymi okładami, prądami tudzież masażami organizm nie bardzo rozumie, co się z nim działo i dlaczego już dziać się przestało… Siłą rozpędu potraktowany został w domu wodnym, wieczornym  aerobikiem (na basen mam rzut beretem) ale i tak zbuntowany jakiś… ziewałby tylko, głowę zmusza do „bolenia”, praca mu kompletnie nie w smak…

No to postanowiłam buntownika wspomnieniami inowrocławskimi potraktować. Może da się ugłaskać? :D


Od INOWROCŁAW

 

Lubię Inowrocław. Miasto z TAKĄ historią, ciekawymi zabytkami i prężnymi ludźmi u władzy. Mój trzeci pobyt sanatoryjny w tym miejscu wcale nie był nudny.

 

Od INOWROCŁAW

 

… że po raz kolejny oglądałam to samo? Ależ skąd! Niemal wszystkie znane mi miejsca otrzymały nowy image. Zabytki wydostojniały, Park Solankowy wypiękniał, pojawiły się całkiem nowe atrakcje.

 

Od INOWROCŁAW

 

… że kapryśna pogoda? A od czego kalosze i kurtka przeciwdeszczowa?

 

Od INOWROCŁAW

 

… że sześć zabiegów dziennie? No to co (a właściwie – to SUPER!) . Przecież to jeden z atutów profilaktyki. Na porządny masaż klasyczny w miejscu zamieszkania kolejka niebotyczna… tutaj nie … że cholernie twardy tapczan? To nic. Kręgosłup otrzymał go „w pakiecie” (żeby zbytnio się nie cieszył). Hydromasaże, okłady termożelowe i solankowe kąpiele doskonale wyrównywały niewygody. … że ciepła woda do pokoju na 9 piętrze nie zawsze docierała? Widok z balkonu wynagradzał wszelkie niedogodności! Poza tym na granicy Solanek (tuż obok mojego sanatorium) wybudowano kameralny basen termalny. Godzinne moczenie i to codziennie… jaka szkoda, że teraz już na to za daleko. Rekompensuję sobie aqua-aerobikiem.

 

Od INOWROCŁAW

 

… że lato się opóźniało i klomby różane, liliowe, ziołowe tudzież piwoniowe nie zdążyły wybuchnąć kwieciem? Co z tego?! Mnogość zabawnych wiewiórek, ptasie trele przez dzień cały (a często i przed świtem) – czy trzeba czegoś więcej?

 

Od INOWROCŁAW
Od INOWROCŁAW

 

… że aura nie ułatwiała leniuchowania na leżaku w parku zdrojowym? No cóż… całkiem niedawno otwarto nowiusieńką Pijalnię Wód Mineralnych. Doposażono ją Palmiarnią i… przesympatycznym Pomnikiem Teściowej (ze szczerzącym zębiska psiunkiem na kolanach)!

 

Od INOWROCŁAW

 

… że tężnie działały tylko półgwizdkiem? a może nawet ćwierćgwizdkiem? Rozumiem to. Zużytą tarninę trzeba kiedyś wymieniać. Poza tym sanatoryjny nebulizator z solanką pracował wytrwale, płuca więc i tak miały chwilę relaksu  Nocą za to tężnie wyglądały bajkowo…

 

Od INOWROCŁAW

 

… i jeszcze wieczorny spacer po Rynku z Jej Królewską Mością Jadwigą Andegaweńską

 

Od INOWROCŁAW

a wcześniej muzyczno-świetlny taniec z fontanną

 

 

Od INOWROCŁAW

Odwiedziny w zaaranżowanych kopalni „Solno” - trochę w domyśle, trochę w wyobraźni - pouczające, ciekawe i całkowicie bezpłatne …i dużo, dużo więcej…

Lubię Inowrocław :)


Podziel się

komentarze (40) | dodaj komentarz

leżymy tu bowiem zastrzeleni, czyli z wizytą u Kleista

sobota, 25 maja 2013 23:58

Jakiś czas temu obiecałam sobie napisać słów kilka o frankfurckim Muzeum Kleista. Pomysł - jak wiele innych - rozpłynął się, ale… no właśnie… Kleist najwyraźniej tego nie zapomniał :-D Podejrzewam nawet, że podsłuchiwał moje myśli, bo czegokolwiek w ostatnich dniach nie dotknęłam (a pakuję się na wyjazd do sanatorium, więc i lekturę przyzwoitą w walizce zamierzam umieścić), to mi Henryczek ze środka wylatywał.  


Muzealne folderki siedziały sobie gdzieniegdzie w charakterze zakładek. Dziwnym trafem właśnie te książki postanowiłam zabrać na uzdrowiskową kurację. Może i dobrze, że nie posiadam jeszcze elektronicznego czytnika – z nim Kleist nie miałby szans, bo przecież spomiędzy przesuwanych na ekranie kartek w żaden sposób wypaść się nie da ;-)

 

Od Frankfurt nad Odrą - Muzeum Kleista

 

Heinrich von Kleist - dramaturg, pisarz, poeta i publicysta niemiecki – urodził się 18 X 1777 r. we Frankfurcie nad Odrą (zmarł śmiercią samobójczą 21 XI 1811 r. w Wannsee pod Berlinem). Mimo, że jego sztuki wystawiane są częściej niż dramaty Goethego czy Schillera, ciągle jeszcze jest postacią mało znaną. Mieszkamy na polsko-niemieckim pograniczu, we Frankfurcie bywamy przynajmniej tak często, jak w Kostrzynie czy Berlinie...

 

Od Frankfurt nad Odrą - Muzeum Kleista
Od Frankfurt nad Odrą - Muzeum Kleista

 

...naturalną koleją rzeczy była więc wizyta w Muzeum Kleista. Utworzono je w stojącym niemal nad samą Odrą budynku dawnej szkoły garnizonowej, założonej w 1777 przez księcia Leopolda Brunszwickiego (swego czasu uczył się w niej i Kleist)

 

Od Frankfurt nad Odrą - Muzeum Kleista

 

Od Frankfurt nad Odrą - Muzeum Kleista


 Uznani literaturoznawcy twierdzą, że bohater mego dzisiejszego wpisu był ”największym wyjątkiem w historii niemieckiej literatury, ponieważ interesowało go, jak ludzie faktycznie się zachowują, a nie jak zachowywać się powinni”. Gdyby żył dłużej niż 34 lata i napisał więcej utworów, zakasowałby z pewnością swoich znanych kolegów. On jednak wybrał inaczej.

Wspólnie z przyjaciółką starannie przygotowali podwójne samobójstwo. Zostawili listy. Ten pisany ręką Henrietty, gdyby nie dotykał rzeczy ostatecznych, mógłby nawet brzmieć zabawnie… „bo my oboje, mianowicie znany poeta Kleist i ja, znajdujemy się tu (…) w beznadziejnej sytuacji, leżymy tu bowiem zastrzeleni…”  

 

Od Frankfurt nad Odrą - Muzeum Kleista

 

Bardzo długo nie było dla Kleista miejsca w niemieckim kanonie literackim. Pewnie przyczyniło się do tego kiepskie zdanie Goethego o jego twórczości… dziś – paradoksalnie – właśnie nasz frankfurtczyk cieszy się zdecydowanie większą popularnością. W jednym z muzealnych pomieszczeń przedstawiono obrazowo jak to na początku XIX w. z zarobkami literatów niemieckich było…

 

Od Frankfurt nad Odrą - Muzeum Kleista

Pierwszy (niezbyt pokaźny) słupek na ścianie przedstawia dochody (z pisania) Heinricha von Kleista. Dwa ostatnie należą do Schillera i Goethego. Słupek Jana Wilkołaza (Wolfganga znaczy) pociągnięty jest nawet po suficie i schodzi kilkanaście centymetrów w dół po ścianie przeciwległej. To bez wątpienia była era Goethego…

Od Frankfurt nad Odrą - Muzeum Kleista

 

Muzeum odwiedzać można we wszystkie dni tygodnia oprócz poniedziałku (w godz. 10-18). Normalny bilet wstępu kosztuje 3 €. Polacy (podobnie jak studenci i bezrobotni) - płacą 2 €. Placówka posiada najobszerniejszą w świecie dokumentację poświęconą Heinrichowi Kleistowi. W jej skład wchodzą kolekcje dzieł sztuki z pisarzem w roli głównej, teatralia z nim związane, pistolet skałkowy znaleziony przy poecie, znaczki, pocztówki, karty, porcelana, monety oraz obiekty multimedialne (nagrania dźwiękowe i filmy dokumentalne o kleistowskiej tematyce). Wszystko na tle historii Frankfurtu i okolic.

 

Od Frankfurt nad Odrą - Muzeum Kleista
Od Frankfurt nad Odrą - Muzeum Kleista
Od Frankfurt nad Odrą - Muzeum Kleista

 

…a ja kupiłam w tym muzeum pięknie wydane (w dwóch językach) poezje Papuszy. Jutro jadę do Inowrocławia, gdzie cygańska poetka została na zawsze… z pewnością ją odwiedzę. 


Podziel się

komentarze (29) | dodaj komentarz

Migawki zabużańskie

wtorek, 14 maja 2013 22:16

Napisałam ten tekst kilka lat temu… niedawno ktoś mi go przypomniał. Nie przypuszczałam, że aż tak zapoci mi okulary. Teraz pewnie ujęłabym to odrobinę inaczej, ale postanowiłam nic nie zmieniać. Jeżeli macie w sobie kresowe sentymenty… poczytajcie… zapraszam :)
…i wybaczcie fotki nie najlepszych lotów, to tylko skany starych zdjęć.


Wielu z nas odczuwa nostalgię. Dziwna to tęsknota, bo do miejsc, w których nigdy nie byliśmy. Przenoszą nas tam opowieści bliskich, brzmiące częstokroć jak bajka. Nie zastanawiamy się nawet, jak tam teraz wygląda, bo mijające lata musiały wiele pozmieniać. A może jednak nie?

 

Postanowiliśmy to sprawdzić. Ponad 10 lat temu wyruszyliśmy we czworo w sentymentalną podróż. Pod płaszczykiem Szlaku Mickiewiczowskiego postanowiliśmy uszczknąć coś dla siebie.

 

Baranowicze i Pińsk - miejsca narodzin moich rodziców. Żadne z nich nie było tam od dnia wyjazdu. Tata opuszczał Pińsk w pospiesznej ucieczce razem z matką i trzema starszymi siostrami, krótko po Bożym Narodzeniu 1939, mama – razem z rodzicami wyjechała z Baranowicz w transporcie repatriantów w 1945 r. Poznali się i pokochali już w Gorzowie

 

Od starocie

Kiedyś przez kraj Wielkiego Brata przejeżdżało się z klapkami na oczach, po wyznaczonych trasach i do konkretnego miejsca. Teraz mogliśmy sobie pozwolić na dowolne poruszanie się, gdzie tylko nas oczy poniosą. Bez dodatkowego zezwolenia.

 

Od starocie

Białoruś. Szeroko pojęty szlak mickiewiczowski. Cudnie się nim jedzie z „Balladami" w ręku w roli przewodnika:
Spojrzyj, Marylo, gdzie się kończą gaje,
W prawo łóz gęsty zarostek,
W lewo się piękna dolina podaje
Przodem rzeczułka i mostek


W Rucie naprawdę niewiele się zmieniło od czasu pobytu wieszcza:


Tuż stara cerkiew, w niej puszczyk i sowy,
Obok dzwonnicy zrąb zgniły,
A za dzwonnicą chrośniak malinowy
A w tym chrośniaku mogiły

 

Pierwsze zetknięcie z tym wszystkim było dla mnie niesamowitym przeżyciem.

 

Najpierw Twierdza Brzeska, gdzie tata wraz z siostrami i matką spędzili długie, zimowe tygodnie. Trafili tam, kiedy "przewodnik", zamiast przeprawić ich przez zamarznięty Bug, przeprowadził przez Muchawiec, prosto w ręce sowietów. Jechali pod Warszawę do ojca, któremu cudem tylko udało się uniknąć losu innych polskich policjantów, a wylądowali za murami twierdzy.

 

Od starocie

Potem Baranowicze. Mama wydaje się zagubiona. Sprzed 56 lat (kiedy stąd wyjeżdżała) pamięta tylko wielki dworzec, drewniane domy, cmentarną cerkiew (do której było najbliżej) i drzewa wokół niej. Ukrywała się pod nimi podczas nalotów. Teraz stoi w obcym, wielkim mieście, którego nie poznaje. Tylko dworzec wydaje się taki sam. Jest zdenerwowana i tak oszołomiona, że mimo trzydniowego pobytu, nic nie może sobie przypomnieć. Nie pozwala nawet robić zdjęć. Dopiero w czasie kolejnych przyjazdów (w następnych latach) z zakamarków jej pamięci powoli wyłaniają się obrazy, ale to już zupełnie inna opowieść

 

Od starocie
Od starocie

Z Baranowicz jedziemy do Pińska. Pamiętam z dzieciństwa te żartobliwe, słowne przepychanki rodziców, w których często przewijały się „pińskie błota". Teraz będę miała okazję sprawdzić, jak naprawdę wyglądają. Tata jest wyraźnie podekscytowany.To pierwsza jego wizyta po 61 latach. Trochę jest zawiedziony, że bagna jakby wyschnięte... Potem okaże się, że jednak są, tylko ich obszar znacznie się skurczył.

 

Od starocie

Dojeżdżamy do miasta. Tata jest w lepszej sytuacji niż mama, bo Pińsk w sumie niewiele się zmienił. Miasto o historii większej niż jego rozmiary i pełne historycznych pamiątek. Także tych, świadczących o polskim okresie jego dziejów. Robimy tacie pamiątkowe zdjęcie przy dworcu kolejowym, na który - jak wspomina rozbawiony – wyprawił się kiedyś samodzielnie (jako obrażony kilkulatek) uciekając z domu do babci, do Warszawy. Ciągnął wtedy za sobą samochodzik na sznurku, organizujemy mu więc zabawkę zastępczą i robimy zdjęcie. Z przyjemnością obserwuję tego szczupłego mężczyznę z przyprószoną siwizną czupryną. To mój tata? Wygląda jak rozbrykany chłopiec :-D

 

Od starocie

To był tylko rekonesans. Rodzice muszą oswoić się z własnymi odczuciami. Wrócimy tu jeszcze w kolejnych latach. Teraz jedziemy dalej, poznawać miejsca związane z naszą polską historią.

 

Z pierwszego pobytu na Białorusi utkwiły mi w pamięci trzy obrazy:

1 – starszy pan, pochylający się w zadeszczonym zagajniku nad głazem, zwanym „Kamieniem Maryli". Pan, który śpiewnie recytował swój wierszowany życiorys, okazał się być poetą, nazywanym żartobliwie „Najstarszym Kochankiem Maryli". Michał Wołosewicz (bo o nim tu mowa) znał każdy szczegół z życia Wereszczakówny, późniejszej Puttkamerowej. O sobie mówił, że nie wie już czy jest Polakiem, Litwinem, czy Białorusinem. Jest po prostu stąd. Tomik jego wierszy przyjechał z nami do domu, a ja poświęciłam panu Michałowi jeden z wcześniejszych postów. Znajdziecie go w panelu bocznym ( w „Wędrówkach kresowych”) pod nazwą „Bolcieniki”

 

2 – dwie Białorusinki z Tuchanowicz, skaczące sobie do oczu po tym, jak zapytaliśmy o drogę do „Altany Maryli". Jedna każe jechać w prawo. „Ty głupia, to zupełnie nie tam" – mówi druga i wskazuje na lewo. Dla pewności sprawdziliśmy obie wersje. Jedna droga zaprowadziła nas do owej altany, druga – do Kamienia Filaretów (kiedyś opiszę to zdarzenie dokładniej, bo jest bardzo zabawne)

 

3 – znikająca powoli z powierzchni ziemi wioska Bohatyrowicze i nasza nocna, oświetlona tylko płomieniem świecy, wyprawa na grób Jana i Cecylii. Dzięki uprzejmości Państwa Bohatyrewiczów nocowaliśmy w starej, ponadstuletniej chałupce, pamiętającej czasy Orzeszkowej. Przed wyjazdem odwiedziliśmy jeszcze Mogiłę Powstańców i obiecaliśmy powrócić za rok. (w panelu bocznym jest także link „Bohatyrowicze”)

 

Od starocie

Dopełniliśmy obietnicy.

Kilka następujących po sobie lat przeznaczyliśmy na zabużańskie wędrówki. Wszystkie były bardzo wzruszające. Odnalazłam grób babci, odszukaliśmy mamine kuzynki, poznaliśmy wiele ciekawych miejsc. Tam wykiełkowała moja genealogiczna pasja i tam ciągną mnie nie tylko miejsca znane z rodzinnych opowieści.

 

Kolejna z zaplanowanych podróży już się nie udała – tato odszedł do lepszego ze światów, później podążyła za nim mama… mimo wszystko mam nadzieję, że jeszcze tam wrócimy


Podziel się

komentarze (31) | dodaj komentarz

skok w bok czyli... karsiborskie klimaty

środa, 08 maja 2013 23:29

Karsibór  zawsześmy bokiem omijali, gnając do Wapnicy albo Lubina… i to był błąd… bo Karsibór to nie tylko nazwa promu transportującego kilometry czterokołowców do centrum Świnoujścia. Karsibór to również wyspa. Co z tego, że sztucznie utworzona w XIX w. (1875-80), czyli oderwana od Uznamu w chwili przekopania Kanału Cesarskiego, kiedy jest: po pierwsze – trzecią co do wielkości polską wyspą a po drugie – bardzo malowniczym miejscem.


Od Świnoujście - Karsibór

 

Znaleźć tu można:
- urzekający rybacki kościółek z XV w., do którego zajrzeć można bez problemu przez nisko umieszczone, wielkie okna
- drżące w powietrzu żabie serenady i ptasie trele
- plątaninę wodnych dróg i dróżek pomiędzy wysepkami wstecznej delty Świny
- niezwykłe Wzgórze Piekarzyna porośnięte kroczącymi na paluszkach dębami
-zagubiony w lesie pomnik pechowych lotników RAF-u, których Lancaster zestrzelony został dosłownie w ostatnich dniach wojny (16.04.1945)
- pełen zardzewiałego uroku nieczynny basen portowy, wojenna baza u-bootów
- stareńki cmentarzyk ewangelicki, podobno jeden z najlepiej zachowanych na Pomorzu 
- śmiesznie rozedrgane, wcinające się w Kanał Piastowski (niegdysiejszy „Cesarski”) molo – ulubione miejsce oplątanych pajęczyną żyłki wędkarzy

 

Od Świnoujście - Karsibór
Od Świnoujście - Karsibór

 

Gotycki kościół z młodszą o kilka stuleci wieżą kryje w swoim wnętrzu przewspaniały ołtarz. Podziwialiśmy go jedynie na zdjęciu. Może kiedyś uda się ujrzeć i na własne oczy. 

 

Od Świnoujście - Karsibór
Od Świnoujście - Karsibór

Ptaki najlepiej podpatrywać w spokoju i ciszy w rezerwacie Karsiborska Kępa, a w kolejnym rezerwacie – Karsiborskie Paprocie – znajdziecie dwumetrową piękność czyli „długosza królewskiego”… tego samego, który przyczynił się do powstania legendy o kwiecie paproci.

 

O „Piekarzynie” mówią, że w pewnym sensie przypomina historię Julii i Romea, tylko jej bohaterowie odrobinę inaczej się nazywali. Tytułowa Piekarzyna była… piekarzówną z Karsiboru (Karsiborza?) o imieniu Wisna a jej umiłowany Gosław – rybakiem z położonego na wysokim, wolińskim brzegu Lubina. Kochali się i zamierzali pobrać. Na przeszkodzie stanęły im nie rodzinne waśnie tylko rozszalała przyroda. Wisna utonęła w potężne fali, która zatopiła wioskę. Przybyły za późno Gosław mógł ją tylko pochować… usypał więc mogiłkę – kopiec i obsadził długowiecznymi dębami aby pilnowały ciała ukochanej przed kolejnym porwaniem przez powódź. Dziś leciwe drzewa wyglądają, jakby chciały uciec... podobno dawały niejednokrotnie schronienie przed wielką wodą więc miejscowi nazywają je Powodzianami.

 

Od Świnoujście - Karsibór
Od Świnoujście - Karsibór

 Położony w lesie i otoczony niezwykłej urody bajorkami pomnik lotników, z oddali przypomina nieco żaglówkę. (Świetna wyprawa dla rowerzystów i piechurów).

 

Od Świnoujście - Karsibór
Od Świnoujście - Karsibór

 

Ulokowany tuż przy Moście Piastowskim nieczynny port jest bardzo fotogeniczny. Jego historia sięga 1881 r. Po przekopaniu Kanału Cesarskiego powstała tu przystań promowa. W czasie II wojny przebudowano ją nieco i utworzono bazę S-bootów (kutrów torpedowych) oraz U-bootów (łodzi podwodnych) – nie licząc ścigaczy i innych, mniejszych jednostek niemieckiej marynarki wojennej a w 1945 r. nawet promów artyleryjskich z 8 AF Flotylle. Po wojnie cumowała tu przez czas jakiś biała flota, zawijały rzeczne barki transportowe i prywatne jachty.

 

Od Świnoujście - Karsibór
Od Świnoujście - Karsibór

 

W 2010 r. pojawiła się pogłoska, że prywatny właściciel basenu (posiadającego – bagatela - 30 tys. m² powierzchni) nosi się z zamiarem ulokowania w nim osiedla pływających domów… hmmm… pomysł co najmniej ciekawe… na razie jednak nic nie zapowiada  jego realizacji.

 

Od Świnoujście - Karsibór

My z całą pewnościa będziemy tu wracać a Wam - jesli jeszcze nie byliście - polecam szczerze: zróbcie mały skok w bok... odwiedźcie Karsibór


Podziel się

komentarze (43) | dodaj komentarz

czwartek, 20 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  207 624  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

... i tak zaglądałam tu codziennie, przeniosłam się więc z innego miejsca... tu bardziej przyjaźnie...
Zakręcona. Programowa optymistka.Owsik (znaczy - trudno mi usiedzieć na miejscu). Urodzona włoczykijka. Domorosły genealog. Maniaczka- fotopstrykaczka (jak coś mi się jeszcze przypomni - dopiszę).
Jako, że pamięć moja zaczyna szwankować - zamierzam spisywać swoje eskapady. czasem trochę pofilozofuję, albo wygrzebię kartkę ze szkolnego pamiętnika :))

O moim bloogu

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszc...

więcej...

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszcze do Mistrza, co to po Niebiańskich Polanach oprowadza już wycieczki.

schowaj...

czas swój oddaję

wędrówki duńskie

wędrówki kresowe

wędrówki po Niemczech

wędrówki po Polsce

wędrówki skandynawskie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 207624
Wpisy
  • liczba: 412
  • komentarze: 5145
Bloog istnieje od: 2437 dni

Lubię to