Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 963 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Podróż o długości tysiąca mil rozpoczyna się od jednego kroku

Szkoda słów…

czwartek, 27 października 2011 21:56

Z jednej strony zmęczyła mnie dzisiaj własna bezsilność, a z drugiej strony wykończyła wściekłość i - co tu ukrywać - zwykły babski płacz. Poryczałam się jak maleńkie dziecko. Teraz pęka mi głowa, ale musiałam się przecież jakoś wyładować... popełniłam więc tekst i wysłałam go na swój ulubiony portal społecznościowy.

Nie wiem, czy zostanie opublikowany, więc... więc wrzucam go także tutaj

Może wreszcie się uspokoję

 

Dwa obrazki z lecznicy w mieście wojewódzkim średniej wielkości. Który bardziej wiarygodny - pozostawiam ocenie czytelników.

Obrazek pierwszy.

Pod lecznicę podjeżdża taksówka. Wysiadają z niej trzy kobiety. Dwie młodsze – w tym jedna o kuli – prowadzą starszą, drobną kobiecinkę, która ledwie powłóczy nogami. Z pewnym wysiłkiem wdrapują się po płaskich na szczęście schodach. Drzwi otwierają się samoczynnie. Niemal natychmiast pojawia się przy nich młody mężczyzna z plakietką „Ochrona” na piersi. Podstawia najstarszej kobiecie krzesełko:

- Widzę, że ciężko pani iść. Proszę spocząć. Zaraz przyprowadzę wózek.

Po kilku minutach wraca prowadząc przed sobą wózek inwalidzki. Delikatnie i z troską pomaga usadzić w nim chorą. Kobiety oddalają się w kierunku windy

 

Obrazek drugi.

Pod lecznicę podjeżdża taksówka. Wysiadają z niej trzy kobiety. Dwie młodsze – w tym jedna o kuli – prowadzą starszą, drobną kobiecinkę, która ledwie powłóczy nogami. Z pewnym wysiłkiem wdrapują się po płaskich na szczęście schodach. Drzwi otwierają się samoczynnie. Z trudem pokonują hol, mijając ochroniarza zajętego rozmową z szatniarką. Starszej pani plączą się nogi. Jeszcze chwila i nie jest już w stanie wykonać ani jednego kroku.

 

Zatrzymują się pośrodku korytarza. Sytuacja jest patowa. Żadna z młodszych kobiet nie może odejść po pomoc w obawie, że ta druga sama nie utrzyma słabnącej. Kilkoro ludzi w białych fartuchach przechodzi obok. Z przeciwka zbliża się inna pacjentka:

- Pomóc w czymś? Może wózka poszukam?

Na dźwięk tych słów obraca się jedna z osób w białym fartuchu:

- Proszę powiedzieć ochroniarzowi. Niech zadzwoni po wózek.

 

Uprzejma pani udaje się z prośbą do ochroniarza. Splątana grupa Laookona utrzymuje się w pionie z coraz większym trudem. Kobieta z kulą podpiera się na niej z wyraźnym wysiłkiem, starsza pani zwisa coraz bardziej do przodu. Najwyraźniej niemal cały ciężar spoczywa na trzeciej kobiecie.  

Wskutek kilkakrotnej interwencji uprzejmej pani, ochroniarz podchodzi wreszcie bliżej:

- Na jaki oddział idziecie? Bo trzeba tam pójść i wziąć wózek. Ja nie jestem od tego. Mnie to nie dotyczy.

Gdyby to było możliwe, kobietom opadłyby ręce.

Znów mija je osoba w białym fartuchu:

- Panie doktorze? Mógłby pan pomóc?

- Ja nie jestem stąd. Ja z pogotowia.

 

Uprzejma pani nadal nie daje za wygraną. Zaczepia dwoje ludzi pchających przed sobą pusty wózek.

- Czy państwo oddajecie już ten pojazd? Możecie go na chwilę pożyczyć?

- To nasz prywatny, ale oczywiście – jak gdzieś blisko, to zawieziemy.

 

Było blisko. Tylko jedno piętro, ale dla starszej pani i towarzyszących jej kobiet praktycznie nieosiągalne. Gdyby nie dobra wola i zaangażowanie osób postronnych… lepiej chyba już nie kończyć…


Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

jeżeli reinkarnacja istnieje...

środa, 26 października 2011 18:23

 

Jeżeli naprawdę istnieje reinkarnacja, to nasza nieodżałowana sunia - Kama Parkowa Góra - odrodziła się po raz kolejny.

 

Photobucket Photobucket

Te same iskierki w pozornie smutnych ślepkach, ta sama minka – jednocześnie niewinna, zdziwiona i zawadiacka, ten sam „owsikowy” charakter.

 

Kręci się jak bączek, wydając przy okazji komiczne piski i mruczanki. Od czasu do czasu szczeknie i non stop wymaga skupienia uwagi. Na niej oczywiście. Któż to taki? Molka-demolka, od niedawna szczecinianka.

 

Wybraliśmy się dzisiaj do stolicy Pomorza Zachodniego na króciutko. Z powodów - nazwijmy to – medycznych, ale jakże nie zapukać przy okazji w gościnne progi szczecińskich włóczykijów?

Molly powitała nas „z pompą” (jak na rozradowanego szczeniaka przystało); nawet okulary mi zachlapała (o_o)

Nasze serca się do niej rwały, bo to richtig kamiszonowata istota.

 

Najpierw serdeczne buzi na powitanie...

Photobucket

Potem...

... a może nada się na ząb?... mniam... paaaluszki lizać... 

Photobucket

Za chwilę...

...czułe szepty na uszko ...

Photobucket

Jeszcze chwilę później...

...wiercące się boa z jamnika (byłoby super, gdyby potrafiło uleżeć spokojnie choć sekundę)

Photobucket

I wreszcie ...ufff.... krótka przerwa... pośpimy?

Photobucket

 

Jak jej nie pokochać?

 

Niestety... zdjęć Kamy z tego okresu życia nie posiadamy (minęło już dobrych 20 lat) - nie da się więc porównać szczeniaków-łobuziaków przez przystawienie fotek do siebie.

Nasza była z pewnością większa, bo klasy standard, a Molka jest miniaturką, ale charakterki... identyczne :-D



Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

a mnie jest żal…

poniedziałek, 24 października 2011 15:21

Jest takie miejsce na północno – wschodnim krańcu Zelandii (tej duńskiej oczywiście), które upodobał sobie swego czasu Knud Rasmussen. Piękne miejsce. Sama chciałabym tam zamieszkać.

 

Knud Rasmussen to wielki duński podróżnik, najsłynniejszy bodaj tutejszy badacz Arktyki i etnograf. Urodził się 7.06.1879 r. w Jakobshavn (Ilulissat) na Grenlandii, zmarł 21.12.1933 w Kopenhadze.

Knud Rasmussen

Jego ojciec był pastorem wywodzącym się z osiadłej na Grenlandii duńskiej rodziny, matka - pół krwi Eskimoską. Od najmłodszych lat uczył się języka grenlandzkiego i życia w trudnych, arktycznych warunkach. Szczególnie były to: polowanie, kierowanie psim zaprzęgiem oraz pływanie kajakiem i umiakiem. Umiakiem nazywano inuicką (czyli eskimoską) łódź wiosłową, dość sporą, wykonaną z foczych skór naciągniętych na szkielet z drewna lub… wyrzuconego przez morze kośćca wieloryba.

 

Od 12 do 19 roku życia Knud pobierał nauki w północnej Zelandii, ale wcale nie przychodziło mu to łatwo. Tęsknił za ojczystą wyspą. Z ulgą powrócił więc na ukochaną Grenlandię i w latach 1903-1904 zaciągnął się na wyprawę Haralda von Moltke do Eskimosów Polarnych.

 

pomnik Knuda Rasmussena na duńskiej Riwierze  (pomnik Knuda Rasmussena na kopenhaskiej Riverze)

 

Wkrótce sam zaczął organizować ekspedycje polarników. Dziś uznawany jest za jednego z najwybitniejszych znawców kultury eskimoskiej oraz jednego z największych i najskuteczniejszych badaczy Arktyki.

 

Napisał wiele książek poświęconych tej tematyce. Spisał znaczną ilość eskimoskich mitów, podań, pieśni. Zebrał mnóstwo materiału etnograficznego, który można oglądać w Muzeum Narodowym w Kopenhadze (wstęp bezpłatny!). Kolekcja, wyeksponowana w sali jego imienia, należy do najbogatszych na świecie.

 

Muzeum Narodowe w Kopenhadze Muzeum Narodowe w Kopenhadze Muzeum narodowe w Kopenhadze Muzeum narodowe w Kopenhadze Muzeum Narodowe w Kopenhadze Muzeum Narodowe w Kopenhadze

 

Dobra… starczy... zdaję sobie sprawę, że czytanie życiorysów bywa nudne. Jeszcze tylko kilka najważniejszych informacji podróżniczych:


1 - w 1910 r. Rasmussen założył najdalej na północ wysuniętą stację badawczo-handlowo-misyjną i nazwał ją Thule (w średniowieczu mianem Ultima Thule określano północną krainę wyznaczającą kraniec znanego świata i utożsamiano ją z Arktyką)

 

 2 - z bazy Thule wyruszyło 7 kolejnych wypraw Rasmussena (na Grenlandię, Alaskę i do Kanady). Do historii przeszły pod wspólną nazwą Ekspedycje Thule.


3 - Rasmussen zawsze poruszał się po eskimosku, czyli saniami i psimi zaprzęgami ciągnionymi przez psy grenlandzkie – specjalną, niezwykle wytrzymałą rasą hodowaną przez tamtejszych Inuitów.


4 – najsłynniejsza była V Wyprawa Thule (1921-1924). Pod kierunkiem Rasmussena przemierzyła w poprzek kontynent amerykański i dotarła do wszystkich tamtejszych plemion eskimoskich (na teren rosyjski niestety nie dostali wiz). Na pamiątkę tego, na mapach Ameryki Płn. umieszczono obszar nazwany Ziemią Rasmussena.

 

5 – Ostatniej wyprawy nie ukończył. Przerwał ją z powodu zatrucia pokarmowego i zapalenia płuc. Zmarł kilka tygodni później w Kopenhadze. Miał 54 lata.

 

6 - W 2006 r. Kanadyjczycy nakręcili film pt. Dzienniki Knuda Rasmussen - o ekspedycjach polarnych, przyjaźni z eskimoskim szamanem i o tym, jak cywilizacja zmieniła na zawsze życie Inuitów…

 

Knud Rasmussen uznawany jest za klasyka literatury polarnej. Pisywał zarówno prace naukowe jak i dzienniki podróży. Tłumaczył eskimoskie legendy, opowieści, pieśni. Najchętniej zajmował się tym  w przerwach pomiędzy kolejnymi ekspedycjami. Pisywał w swoim domu, w Hundested.

 

dom Knuda Rasmussena w Hundested dom Knuda Rasmussena w Hundested dom Knuda Rasmussena w Hundested obelisk Rasmussena w Hundested obelisk Rasmussena tablica na obelisku

 

 

Piękny, kryty strzechą budynek wybudowano w 1917 r. na wzgórzach w pobliżu maleńkiej latarni morskiej Spodsbierg. Znajduje się w nim Muzeum Knuda Rasmussena. Mało, że domek uroczy, to położony w niezwykle malowniczym miejscu. Kilka dni temu (w nocy z 20 na 21 października) wybuchł tam pożar


Photobucket Photobucket Photobucket

(fot.J.Stephan)

... no i teraz mi żal...

(Trzy ostatnie fotki są autorstwa fotografa o nazwisku Jan Stephan i pochodzą z duńskiej gazetki)


Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

Dzień Mola

niedziela, 23 października 2011 13:42

To nie jest żart. Dziś naprawdę świętują mole :-D

 

Wprawdzie nie jest to ani Adrian Mole – bohater książek Sue Townsend, ani te srebrzyście połyskujące nocne motyle, na widok których ręce same układają się do klaskania (wiecie, że w sprzyjających okolicznościach wydają z siebie aż cztery pokolenia?!), ale zawsze mole.

 

Święto dotyczy moli chemicznych, czyli maleńkich gramocząsteczek, będących jednostką liczności w układzie SI. Amerykanie i Kanadyjczycy utworzyli na tę okoliczność Narodową Fundację Dnia Mola, a idea jaka im przyświecała jest prosta i godna pochwały – chcieli zainteresować chemią młode pokolenie.

 

Mało tego – świętowanie odbywa się tylko w godzinach 6.02 rano do 6.02 wieczorem. Dlaczego to właśnie dzisiaj i dlaczego tak śmiesznie?  Hm… nie jest to łatwe do wyjaśnienia przez – jakby to nazwać – mało ścisły umysł. Spróbuję jednak…

 

Pamiętacie ze szkoły odkryte w 1881 r. Prawo Avogarda?

 

Równe objętości różnych gazów w tych samych warunkach ciśnienia i temperatury zawierają równe liczby drobin (atomów, cząsteczek).

 

Stała Avogarda określa ilość cząsteczek w jednym molu i mówi, że mol dowolnego gazu wynosi 6.02 x 10 23 atomów/ cząstek (czyli nieco ponad 602 tryliardów sztuk).

 

Dzisiejszą datę zapisać można jako 10/23. nawiązuje więc do liczby Avogarda, a godzina 6.02 – także z niej wynika …

 

Chyba rzeczywiście trzeba mieć mocno ścisły umysł, żeby tak to wszystko wymyślić.

 

Świętujmy więc jak umiemy. Najlepiej… tłukąc latające mole limo


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

model niezrównany

sobota, 22 października 2011 8:44

 

… a może modelka?

Nie umiem rozróżnić tak na pierwszy rzut oka. Faktem jest, że była ich trójka – maluch i pewnie rodzice. Jeden z dorosłych stał, drugi leżał. Żadnych dodatkowych, a utartych anegdotycznie symptomów przynależności do płci nie posiadały – fartuszka przewiązanego w pasie, ani pilota tv w… hmmm… kopytku - nie zauważyłam.

Posiadały za to wdzięk niesamowity. Emanował nim głównie osobnik znajdujący się w pozycji horyzontalnej. To ułożenie nóżek (zwłaszcza przednich), skłon głowy, spojrzenie… Niejedna rasowa modelka mogłaby się od niego uczyć :-D

 

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

 

Wpadł nam w oko, kiedy wracaliśmy wczoraj troszkę okrężną drogą od lekarza (tak piękna pogoda, że inaczej być nie mogło). Jak nic pasuje mi do niego wiersz Józefy Radzymińskiej „Konik gaucha” (pani Józefa przez jakiś czas mieszkała w Argentynie, pewnie stąd wzięły się te porównania)

 

Musiałeś być kiedyś indiańską Afrodytą,

bo skądże by się wzięły ta gracja i wdzięk,

i twe oczy przepastne jak pampy horyzont,

w których czai się smutny, urokliwy wdzięk… (…)

 

 

Rosjanie wymyślili sobie taki dzień - Święto Białych Żurawi. Poetycznie się nazywa, bo na pomysł wpadł poeta dagestański Rasuł Gazmatow. Obchodzą go właśnie dziś (choć może niezbyt hucznie i gremialnie), a jest to po prostu święto literatury ze szczególnym naciskiem na poezję.  Wspomina się poległych i zmarłych autorów. Takie rosyjskie Zaduszki Poetyckie.

No to ja – wspomnieniowo – przytoczę mistrza Ildefonsa. Jakoś tak dziwnie wydaje mi się, że do mojego modela (modelki?) pasuje ten wiersz idealnie

 

Pewien koń, kiedy mu się znudziło jeść paszę

zbiegł ze stajni na miasto i do kina zaszedł.

Kupił bilet w okienku, usiadł w pierwszym rzędzie

i chrupiąc czekoladkę, myśli, co to będzie.

Właśnie w kinie dawano film paramantyczny,

udźwiękowiony, barwny, superniebotyczny.

Najsamprzód tłusta klempa gziła się w łazience

i dyszkantem śpiewała, że umyje ręce.

Potem auta rzęziły i strzelał rewolwer,

i ktoś do klępy tłustej śpiewał „Ja cię porwę”.

W drugim akcie, jak zwykle w bostońskiej kawiarni

dwaj Murzyni płakali, że są tacy czarni,

a wreszcie, gdy szczęśliwie wszystko ukończono,

w wagonie śpiewał napis, że „Palić wzbroniono”.

Tutaj koń nie wytrzymał, krzyknął: - A, złodzieje!

Pędem uciekł do stajni i jeszcze się śmieje.

                                                                (K.I.Gałczyński – Koń w kinie)


... ja również... ;-)

Milutkiego weekendu :-)



Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  214 043  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

... i tak zaglądałam tu codziennie, przeniosłam się więc z innego miejsca... tu bardziej przyjaźnie...
Zakręcona. Programowa optymistka.Owsik (znaczy - trudno mi usiedzieć na miejscu). Urodzona włoczykijka. Domorosły genealog. Maniaczka- fotopstrykaczka (jak coś mi się jeszcze przypomni - dopiszę).
Jako, że pamięć moja zaczyna szwankować - zamierzam spisywać swoje eskapady. czasem trochę pofilozofuję, albo wygrzebię kartkę ze szkolnego pamiętnika :))

O moim bloogu

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszc...

więcej...

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszcze do Mistrza, co to po Niebiańskich Polanach oprowadza już wycieczki.

schowaj...

czas swój oddaję

wędrówki duńskie

wędrówki kresowe

wędrówki po Niemczech

wędrówki po Polsce

wędrówki skandynawskie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 214043
Wpisy
  • liczba: 412
  • komentarze: 5149
Bloog istnieje od: 2530 dni

Lubię to