Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 270 126 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Podróż o długości tysiąca mil rozpoczyna się od jednego kroku

Jest taka wioska – Jemiołów się nazywa. Z czym kojarzy się najczęściej?

poniedziałek, 28 lutego 2011 22:08

Lubuszaninowi z radiowo-telewizyjną stacją przekaźnikową. Reszcie kraju pewnie z jemiołą lub jemiołuszką. Kolorowy ptaszek i wiecznie zielona gałązka znajdują się w herbie miejscowości, a widoczny z odległości kilkunastu kilometrów maszt (numer 15 pod względem wysokości w kraju) to zaledwie „kropka na i” tego, co w Jemiołowie zobaczyć można.

wieza przekaznikowa

Wioska – położona na wzniesieniu, na granicy wędrzyńskiego poligonu z jednej strony i na granicy Łagowskiego Parku Krajobrazowego z drugiej – sama w sobie ma wiele uroku. Ten, kto zdecyduje się tu dojechać, nie będzie żałował straconego czasu (chociaż ogólnie dostępna droga kończy się właśnie tutaj i dalej poruszać się można tylko za okazaniem specjalnej przepustki)


Czym Jemiołów może się pochwalić?

-  ciekawym układem przestrzennym. Okazałe domy rozłożyły się szeroko po obu stronach ciągu stawów i oczek wodnych

wiejski staw kolejny staw wiejski staw

- XVIII w. klasycystycznym kościółkiem, położonym w centralnym punkcie wsi (dokładnie na wprost drogi dojazdowej).Ołtarz z 1730 r.

kosciol w Jemiolowie wnetrze kosciola fragment oltarza

- niedużym, ale bardzo ciekawym skansenem maszyn rolniczych

fragment skansenu w skansenie halooo... czy to skansen?

- bardzo urozmaiconą dekoracją zewnętrzną. Właściwe można by ją porównać do pleneru rzeźbiarskiego. Jeden z mieszkańców wioski, nie dość, że  odkrył w sobie artystyczny talent, to jeszcze postanowił podzielić się z innym jego „wytworami”. Na każdym kroku spotkamy tu dziwne  stwory i  drewniane postacie. Są stoliki, ławki, grzyby (niemal pod każdym drzewem), ozdobnie rzeźbione domki dla kaczek (na każdym oczku), bajkowe długonose stwory, dziad i baba (a właściwie kilka takich par w różnych częściach wioski), jest nawet… kryjówka prze żonami (gdyby ktoś szukał, to jest już gotowa)

byl sobie dziad i baba jedna z chatek dla kaczek wiejska wieza cisnien woznica jemiolowski azylludzik drewniany

 

po prostu... zapraszam do Jemiołowa :-]


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

a po ulicach chadzają białe misie :)

niedziela, 27 lutego 2011 17:17

Biorąc pod uwagę świętowanie (lub poszukiwanie powodu do czynności świętujących), to podaję właśnie informacje znacznie spóźnione. Nie moja wina. Szczere chęcie miałam od samego rana, tylko... tylko WP nałożyła embargo na wpisy (nie wiem, czy wyłącznie  moje, bo dopiero przed chwilą udało mi się wejść na bloga), ale niech tam...


Kiedyś reszta świata myślała, że po naszych ulicach białe misie chadzają. Patrząc na to, co za oknem (zwłaszcza w nocy) można wysnuć przypuszczenie, że takie czasy jednak nadejdą… prędzej czy później. Warto więc przymierzyć się do gremialnych obchodów dzisiejszego święta, bo dzisiaj Dzień Niedźwiedzia Polarnego. Polarne misie – jak wiadomo – białe są, to może wspólnie dla nich pośpiewamy? Białego misia na przykład…



A skoro niedźwiadkowo, to i o uściskach poopowiadam może… niedźwiedzich. Specjalizuje się w nich mój ulubiony wędkarz – Pan B. Znaczy, specjalizował się. Do czasu.


Kiedyś z racji niewydarzonej siły kafarem go nazywali. Tzn. siła nie była niewydarzona, tylko on był nią ponad miarę obdarzony i chyba nie zawsze nad swym darem tak do końca panował. Zdaję sobie sprawę, że w tzw. szczere przytulenie wkładamy zawsze całe swoje uczucie, jednak w przypadku Pana B. taki gest mógł być niebezpieczny. Bardzo się starał być delikatny i w końcu wyćwiczył odpowiednie stopniowanie uczuć. Kiedy już wydawało się, że w ćwiczeniu do perfekcji doszedł, nadszedł spędzany w gronie przyjaciół Sylwester. O północy – wiadomo – bez życzeń się nie obejdzie. Jak życzenia, to i tulenia można się spodziewać. Panowie wymienili się „niedźwiadkami”, panie całusami, zabawa trwała do białego rana. Wszyscy rozeszli się do domów w szampańskich nastrojach. Po kilku miesiącach od tego wydarzenia Pan B. spotkał w przychodni Pana M. (jednego z uczestników noworocznego party), który bez urazy, choć z miną nieco zbolałą wypalił

– A wiesz byku krasy, żeś mi żebra połamał?

- Ja??? – zdziwienie było niebotyczne – Zwariowałeś? Kiedy????

- No wtedy… na Sylwestra. Jak życzenia sobie składaliśmy.

Któż by pomyślał, że Pan M. taki kruchy…

Żebra – jak się okazało przy bliższym dochodzeniu – połamane bynajmniej nie były. Zaledwie nadpękły, ale Pan M. na L-4 i tak przez czas jakiś przebywał.

Do pana B. o odszkodowanie się nie zwrócił, bo obaj „niedźwiadkowali” sobie serdecznie, a któż w sądzie widział skargę na nadmiar pozytywnych uczuć?

Obaj panowie lubią się do dziś, chociaż do uścisków raczej się nie posuwają.


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

rekonesans

sobota, 26 lutego 2011 22:03

Odbyliśmy dzisiaj rekonesans przed planowaną na 19 marca wycieczką. Tym razem wspólnie z Bodzantym mamy pełnić rolę przewodników (wiłam się jak piskorz, ale nic to nie dało). Trzeba było poodwiedzać planowane miejsca postoju, obgadać warunki zwiedzania. Zapowiada się ciekawie (chociaż zostało nam kilka telefonów do wykonania). Wszystko niemal dopięte. Jeszcze tylko materiały dla uczestników wyprawy trzeba dopracować.

Żeby nie psuć niektórym niespodzianki, dokładna relacja będzie pod koniec marca. Dzisiaj tylko pokażę wam maleńką ciekawostkę – pierwszy na świecie pomnik postawiony w III Tysiącleciu :-D Odsłonięto go w pierwszych minutach 1 stycznia 2001 r. w Łężeczkach nad cudnym jeziorem Chrzypsko.


pomnik w Łężeczkach Łężeczki


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

dziwny stan ducha :(

piątek, 25 lutego 2011 21:03

Dziś premiera „Czarnego czwartku”.

Właśnie wróciliśmy z kina.

Nawet gadać się nie chce.

Kiedy już oswoję się z emocjami – może coś o nich napiszę.

Ostatni raz opuszczałam kinową salę w tak kompletnej ciszy po projekcji filmu o Popiełuszce.

 

22.30

Emocje trochę ugładzone.

Co tu dużo mówić. Ten film po prostu trzeba zobaczyć.

Grudzień 1970. Tak naprawdę, to ludzie nie mają świadomości, co się NAPRAWDĘ wtedy działo.

 

Byłam w ostatniej klasie podstawówki. Coś mi się o uszy obiło o rozruchach na Wybrzeżu, coś tam o niezadowoleniu z podwyżek cen żywności, ale u nas, w moim mieście, nie zanotowano jakichś spektakularnych działań. Wtedy wieści nie rozchodziły się tak szybko, jak dziś. Media oczywiście dęły we własne trąby. Próbowaliśmy wyłowić coś z Wolnej Europy, ale zwyczajowe bumbumbumbum było zdecydowanie głośniejsze. Zagłuszanie wychodziło najlepiej.

Z czasem wszystko przycichło.

 

Od kiedy wiele spraw odtajniono (czy do końca?) można się „oczytać”… ale czytać, to nie to samo, co zobaczyć.

Film doskonale łączy w sobie stare, dokumentalne kadry z dokręconymi współcześnie scenami. Ręce same zaciskają się w pięści.

 

Spokojne życie Drywów całkiem niechcący wplątanych w Historię – to autentyczny dramat zwykłej robotniczej rodziny. Sfabularyzowany, świetnie zagrany, chwytający za serce.

 

Niesiony na drzwiach Zbyszek Godlewski – symbol tamtych wydarzeń (nawiasem mówiąc Zbyszek Godlewski, bohater „Ballady o Janku Wiśniewskim” to Lubuszanin z urodzenia; urodził się w Zielonej Górze) – obraz wielokrotnie przywoływany w różnych współczesnych mediach, nagle staje się rzeczywisty.

 

Świetna jest kreacja Fronczewskiego (w roli Zenona Kliszki), mocno zagrani inni aparatczycy, ale Gomułka w wykonaniu Pszoniaka chyba trochę przerysowany. Wydaje się groteskowy.

 

„Czarnego czwartku” nie da się oglądać obojętnie. Po prostu chwyta za gardło.

 


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

bez pośpiechu dzisiaj :)

piątek, 25 lutego 2011 5:38

Świętujemy dziś dość oryginalnie:

- po pierwsze – Światowy Dzień Powolności

-  po drugie –wynikający poniekąd ze święta pierwszego Dzień Spania w Miejscach Publicznych.


 Światowy Dzień Powolności cztery lata temu wymyślili Włosi jako protest przeciwko zawrotnemu tempu życia. Wiem, że to trudne i – na zasadzie „przyganiał kocioł garnkowi” - sama także żyję w galopie.  Człowiek jednak uczy się przez całe życie… i właśnie mamy okazję nauczyć się czegoś nowego. Umiejętność znalezienia wśród rozlicznych zajęć czasu na relaks nie jest ani prosta, ani powszechna. Może ten jeden dzień, propagujący powolność spowoduje, że nauczymy się (z czasem) żyć bez pośpiechu. Małymi kroczkami, ale zawsze do przodu.


 Proponuję zacząć od śniadania. Zjadamy je dzisiaj z namaszczeniem, pomaleńku… obiadem delektujemy  się, a kolację celebrujemy… może nawet przy świecach…


Jeżeli zdarzy nam się konieczność stania w ogonku do jakiegoś okienka – nie denerwujemy się stratą czasu, tylko spędzamy go na miłej rozmowie z towarzyszami w nieszczęściu.

Nigdzie się nie śpieszymy.  Zamiast wysyłać sms-a, znajdujemy czas na spotkanie lub chociaż telefon (list) do przyjaciela. Umawiamy się do kina, na kawę, na wystawę… co tam komu do głowy przyjdzie. Jedna tylko zasada – pomalutku, pomaleńku, pomaluteńku…


I pamiętamy: małymi kroczkami do przodu. Kropla nawet skałę wydrąży.

 

Dzień Spania w Miejscach Publicznych może być trochę niekomfortowy i niebezpieczny (zwłaszcza dla zdrowia, bo nieco zimno jeszcze). Chętnie pospałabym za służbowym biurkiem, ale obawiam się, że szefostwo może nie być zadowolone. Świętowanie odkładam więc na popołudnie. Jak się uda – podrzemię w aucie.


 W niektórych kalendarzach Dzień Spania w Miejscach Publicznych odnotowano wprawdzie w innym terminie, ale wydaje mi się, że to żaden błąd – dla tzw. wewnętrznej równowagi powinno się go świętować przynajmniej raz w miesiącu (a latem nawet częściej)

:-D


Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

wtorek, 24 października 2017

Licznik odwiedzin:  214 153  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28      

O mnie

... i tak zaglądałam tu codziennie, przeniosłam się więc z innego miejsca... tu bardziej przyjaźnie...
Zakręcona. Programowa optymistka.Owsik (znaczy - trudno mi usiedzieć na miejscu). Urodzona włoczykijka. Domorosły genealog. Maniaczka- fotopstrykaczka (jak coś mi się jeszcze przypomni - dopiszę).
Jako, że pamięć moja zaczyna szwankować - zamierzam spisywać swoje eskapady. czasem trochę pofilozofuję, albo wygrzebię kartkę ze szkolnego pamiętnika :))

O moim bloogu

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszc...

więcej...

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszcze do Mistrza, co to po Niebiańskich Polanach oprowadza już wycieczki.

schowaj...

czas swój oddaję

wędrówki duńskie

wędrówki kresowe

wędrówki po Niemczech

wędrówki po Polsce

wędrówki skandynawskie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 214153
Wpisy
  • liczba: 412
  • komentarze: 5149
Bloog istnieje od: 2532 dni

Lubię to