Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 571 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Podróż o długości tysiąca mil rozpoczyna się od jednego kroku

10 przykazań

niedziela, 31 lipca 2011 22:28

 

Przyszły do mnie same. Pocztą. Spodobały mi się na tyle, że postanowiłam je upowszechnić (niewiele tylko modyfikując)

Warto nauczyć się na pamięć i ....stosować

 

1. Nie myję okien, ponieważ...

....kocham ptaki i nie chcę, żeby jakiś uderzył w czystą szybę i zrobił sobie krzywdę.

 2. Nie pastuję podłóg, ponieważ...

....boję się, że któryś gości poślizgnie się i coś sobie złamie, a ja będę mieć wyrzuty sumienia. No a poza tym, taki połamany gość mógłby mnie zaskarżyć.

 3. Koty-baboły z kurzu są całkiem w porządku, ponieważ...

....dotrzymują mi towarzystwa. Mogę nawet nadać im imiona. No i one z pewnością zgodzą się ze wszystkim, co do nich powiem, a poza tym nie trzeba ich na spacer wyprowadzać.

 4. Pajęczyny zostawiam w spokoju, ponieważ...

....wierzę, że każde stworzonko powinno mieć swój dom. Zaprzyjaźnione polsko-holenderskie małżeństwo, które dysponowało kiedyś własnym mikro-ośrodkiem wypoczynkowym, z prawdziwą atencją traktowało ogromne pająki zamieszkujące sufit ich reprezentacyjnego, gościnnego pomieszczenia. Pajęczyny były bardzo dekoracyjne, a ich mieszkańcy mieli własne imiona.

 5. Porządki wiosenne odpuszczam, ponieważ...

....lubię wszystkie pory roku jednakowo i nie chcę, żeby reszta była zazdrosna. Wyjątki robię tylko dla porządków świątecznych.

 6. Nie wyrywam chwastów w ogrodzie, ponieważ...

....nie będę się przecież wtrącać w boskie sprawy. Bóg to projektant doskonały.

 7. Nie chowam porozkładanych rzeczy, ponieważ...

....nikt ich potem nigdy w życiu nie znajdzie (ze szczególnym wskazaniem na moją skromną osobę)

 8.Kiedy robię imprezę, nie szykuję niczego wykwintnego, ponieważ...

....nie chcę, żeby się goście stresowali, co mają mi podać, gdy udam się do nich z rewizytą.

 9. Nie prasuję, ponieważ...

....wierzę etykietkom, na których napisano "nie wymaga prasowania".

 10. Niczym zupełnie się nie przejmuję, ponieważ...

....nerwusy umierają młodo, a ja mam zamiar jeszcze się tu pokręcić i zostać pomarszczoną, zrzędliwą, stetryczałą prukwą.

:-D:-D:-D

Ot, co...


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

Wycieczka trochę makabryczna, niemniej bardzo ciekawa. Zachęcam :)

piątek, 29 lipca 2011 19:08

 

Dania jest bardzo ciekawym krajem, ale strasznie trudno dogrzebać się do jakichś dokładniejszych informacji. Kiedy jest się „inwalidą językowym” i zna się tylko własny język ojczysty – to już w ogóle bardzo, bardzo trudny orzech do zgryzienia


  Przez wszystkie lata łazikowania wypracowaliśmy sobie dziwny schemat – wszędzie szukamy miejsc, które trudno znaleźć w popularnych przewodnikach. Kiedyś zastanawiałam się, dlaczego tak właśnie się dzieje? Może brało się to z tego, że chciałam zaskoczyć Tatę jakąś nowinką? To była wielka frajda: najpierw zareklamować mu jakieś ciekawe miejsce i potem pojechać tam wspólnie. Szkoda, że duńskich peregrynacji nie odbędziemy już razem… powzięłam jednak mocne postanowienie, że przyłożę się do wyspiarskich opowieści tak, jakbyśmy mieli szykować się na wspólną wyprawę.

 

W duńskich bedekerach klasztorne ruiny w Æbelholt zajmują pewnie trwałe miejsce, ale nasze milczą o nich  jak – nomen omen – grób.

Miejsce specjalnie nie rzuca się w oczy. Tuż przy szosie z Kopenhagi do Hillerod (raptem kilka kilometrów od tego ostatniego) zauważyliśmy dużą tablicę z informacją Æbelholt Klosterruin.

 

Photobucket

 

Przy niej niewielki, biały budynek. Okazuje się, że to mikroskopijne, ale jakże wymowne muzeum. Nieco dalej - w polu – skromne resztki średniowiecznego klasztoru augustianów. Zerkając przez szyby jadącego samochodu, można ich nawet nie zauważyć. Znam to z autopsji, ponieważ tą właśnie drogą jeździliśmy wielokrotnie już w poprzednim  roku, a mnie w oko wpadła tylko tablica kierująca na „jakieś” ruiny.

 

Photobucket Photobucket Photobucket

 

Minął prawie rok od naszej wizyty, a wrażenia wcale się nie zacierają . Pewnie nie każdemu się spodoba, bo wrażenie robi nie da się ukryć, niesamowite. Niemal 100% eksponatów stanowią… ludzkie kości.

 

Ale zacznę od początku.

Trzy kolumny wyrastające –jak się wydaje – prosto ze ścierniska, to pozostałości dawnego refektarza z największego augustiańskiego konwentu w Skandynawii. Dumnie dziś strzelają w niebo, nie przejmując się wcale, że większość otaczających je murów została cegła po cegle wbudowana w ściany hillerodzkiego zamku Frederiksborg oraz w okoliczne zabudowania gospodarcze. Wielgachne opactwo posłużyło jako zwyczajny kamieniołom. Ot, chichot historii jakich wiele…

 

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

 

Budowę rozpoczął w 1175 r. normański biskup Wilhelm (1125-1203), przenosząc tutaj (za zgodą Absalona) klasztor, powstały 10 lat wcześniej na nieodległej wysepce Eskildsø. Dość niezwykłe to było opactwo – bracia zakonni prowadzili tutaj coś w rodzaju schroniska dla ubogich - nie tylko tych noszących habity, ale też dla osób świeckich. Chętnie przyjmowali w swoje progi strudzonych pielgrzymów. Słabującym i chorym starali się pomagać. W krótkim czasie stworzyli spore ambulatorium, a w końcu najprawdziwszy (i nowoczesny – jak na średniowiecze) szpital, w którym pomagali chorym z całej okolicy. Ich zielnik, a właściwie ogród pełen leczniczych roślin, stał się sławny.

 

Photobucket Photobucket (w tym miejscu był klasztorny kościół)

 

Po 350 latach świetności, klasztor wraz z lecznicą przestały istnieć (1541 r.), a jak ważną pełniły ongiś rolę świadczy olbrzymie przyszpitalne cmentarzysko. W trakcie wykopalisk przeprowadzanych w latach 1930-50 wydobyto z ziemi ponad 800 ukrytych wśród ruin szkieletów. Znaczna ich część, razem z unikatowymi narzędziami medycznymi znajduje się dziś w kopenhaskim Muzeum Medycyny. Ponoć ekspozycja wrażenie robi niesamowite. Wprawdzie jeszcze tam nie byliśmy, ale oglądałam zdjęcia zrobione przez nasze Dzieci. Mroczne i … niesamowicie ciekawe!

 

Tu, w Abelholt, milczące ludzkie kości opowiedziały naukowcom historię chorób i opisały metody ich leczenia.

 

Utworzone w 1958 r. muzeum ilustruje na przykładzie 300 ludzkich szkieletów osiągnięcia średniowiecznej medycyny. Na podstawie badań tych szczątków napisano całą masę prac naukowych i to nie tylko w Danii – o chorobach zwyrodnieniowych stawów, o schorzeniach dentystycznych, wadach zgryzu i deformacjach szczęk, o chorobach zakaźnych, jakie wówczas występowały i sposobach ich leczenia. Bardzo żałowałam, że moje braki językowe nie pozwoliły doczytać się większej ilości informacji (oczywiście z opisów, jakich całe mnóstwo w muzealnych gablotach).

 

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

 

Niezwykle sympatyczny i ciepły kustosz tego muzeum próbował nam coś wyjaśnić, ale zrozumiałam tylko, że w piątki można tu wejść za darmo (nic nie poradzę na to, że język duński jest dla mnie dziwnie gulgoczący i z niczym znanym kompletnie się nie kojarzy).

 

Z pewnością nie jest to ekspozycja urocza i odprężająca, ale naprawdę robi wrażenie. Trudno mi określić uczucie, z jakim oglądałam szkielet matki z dzieckiem w łonie. Oboje zmarli podczas porodu? poronienia?... Wstrząsający widok...

 

Photobucket Photobucket

 

Pierwszy ebelholdzki opat urodził się w Paryżu, ale zmarł właśnie tutaj i pochowany został w klasztornej kaplicy w Æbelholt. Kanonizowany, szczególnie czczony w Danii, w panteonie świętych znany jest jako Wilhelm z Æbelholt. Co roku, w dniu jego święta (16 czerwca) odbywają się klasztorne festyny.


Muzeum jest czynne od 1 maja do 31 października ( oprócz poniedziałków) w godzinach od 11 do 16. Za wstęp płaci się 15 koron (do lat 16 – wstęp wolny). Piątek to dzień bez opłat. Pomiędzy muzealnym budynkiem a ruinami odtworzono część klasztornego ogrodu. Rośnie w nim ponad 100 roślin posiadających lecznicze właściwości. Wszystkie pięknie opisane. Jest też ławeczka i stolik, przy którym można spożyć własne wiktuały

 

Photobucket Photobucket Photobucket

 

Polecam to miejsce każdemu, kto wybiera się na duńską Zelandię.


Podziel się

komentarze (25) | dodaj komentarz

Dzień Śpiocha :))

środa, 27 lipca 2011 5:51

 

Heeeeej

Śpiochy, Nocne Marki i inne Istoty, którym z rana trudno opuszczać ciepłe łóżeczka!

Dzisiaj wasze święto! Hehe

Dzień Śpiocha!!!

To co, że w Finlandii obchodzony. Można go przenieść na nasz grunt. Prawda?

Mało to innych świąt sobie przysposobiliśmy?

Choćby Walentynki czy Halloween.

 

 Fiński Dzień Śpiocha ewoluował ze święta Syvsover, a jego tradycja sięga właściwie Średniowiecza i podania o Siedmiu Świętych Młodziankach z Efezu, którzy obudzili się po 200 latach pobytu w jaskini właśnie 27 lipca.

 

O Świętych Młodziankach w wydaniu niemieckim i irlandzkim pisałam dokładnie miesiąc temu, ale przecież Dzień Siedmiu Braci Śpiących obchodzony jest dziś niemal w całej Europie, tyle, że w różnych terminach, bo i zgodności nie ma, co do dokładnej daty pobudki.

Jedynie w miarę upływu lat, legenda w niektórych krajach dość daleko odbiegła od pierwotnego przekazu, a Młodzianków zastąpiło towarzystwo szemrane, które obudziwszy się ze snu sprawia wrażenie, jakby przybyło z innej planety.

 

Obecna forma świętowania w Finlandii liczy sobie około 50 lat. W Naantali (niewielkim, fińskim miasteczku portowym) wybiera się Śpiocha Roku – bardzo leniwego i kochającego sen obywatela, którego – dla pełnego rozbudzenia – wrzuca się do wody. Do ostatniej chwili nie wiadmo, kto będzie tym „szczęśliwcem”. Raniutko (o 7.00) delikwent (a może szczęśliwiec?) zostaje pochwycony, zakryty kocem i przeniesiony nad brzeg Zatoki Fińskiej. Dopiero w momencie „wyhuśtania go” do wody – zgromadzony tłum może ujrzeć jego twarz. Po porannej ceremonii, świętowanie przenosi się na centralny plac miasta i do Muumimaailma – miasteczka Muminków znajdującego się w pobliżu.

 

Noo – kto się zgłasza?

Pierwszy chętny świętowanie rozpoczął już wczoraj. Nie Młodzianek to wprawdzie, a Bodzianek. Podobnie zresztą brzmi. Urządził sobie poranną kąpiel w pełniuchnej wannie (Gordyjko, wybacz). Nie doczytał niestety, że właśnie od wczoraj nasz PEC rozpoczął doroczną konserwację czegośtam i wody ciepłej nie będzie do czwartku. Jak już się zanurzył, to mu pewnie cała Zatoka Fińska przed oczami stanęła :-D
W ogóle suuper święto.  

 Ciekawe, kto u nas uzyskałby zaszczytny tytuł Śpiocha Roku ?;-)


Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

nie tylko Mazury

wtorek, 26 lipca 2011 15:49

 

Moje miasto w morzu zieleni tonie. Mało tego – otaczają je lasy i jeziora w ilości, można powiedzieć, słusznej. Puszcza Barlinecko-Gorzowska puka niemal do naszych drzwi. Kiedy nie ma czasu albo ochoty, by wybrać się gdzieś dalej, wystarczy odwiedzić podgorzowskie Zdroisko.

 

Photobucket

 

To dzisiaj spokojna wieś letniskowo-sypialniana, w której niemal nie widać domów. Nie widać ich dlatego, że doskonale komponują się z zielonością.

 

Photobucket

 

Każdy, kto wybierze się do mojego miasta drogą 22 z kierunku Gdańska, zabudowania zdroiskie zaobserwuje głównie po prawej stronie drogi, a ja chciałabym zaprosić was na stronę lewą. Skręcić w nią trzeba pomiędzy dwoma sporymi głazami, warto jednak najpierw zatrzymać się przy nich.

 

 

Photobucket 

 

Tabliczka na jednym informuje o wielkoprzemysłowej (dawno minionej) historii tego miejsca. W 1770 r., na bazie tutejszego młyna zbudowano hutę żelaza. Produkowano w niej gwoździe, igły, drut oraz żelazne sztaby i blachę.  W czasie wojen napoleońskich uruchomiono produkcję kartaczy (pociski rozpryskowe) dla pruskiej armii, a później przerobiono zakład na fabrykę narzędzi, w końcu na tartak. W okresie międzywojennym za to była tu potężna plantacja borówki amerykańskiej (patrzcie tylko – już wtedy była znana, a my musieliśmy odkrywać ją ponownie w latach 70.)

 

Jeszcze kilka lat temu tabliczkę ozdabiała figurka hutnika, niestety zaadoptowali ją chyba złomiarze. Pozostały śruby mocujące i tekst ze śmiesznym (historycznym już) błędem „amonicja altyreryjska” .

 

 

Photobucket Photobucket

 

 Jedziemy dalej tą drogą, mijając odchodzące na boki ulice o sympatycznych nazwach. Możemy zatrzymać się przy niewielkim lapidarium i oryginalnym w formie pomnikiem pierwszowojennym. Na niewielkim wzniesieniu uśmiecha się do nas nowy, niedawno zbudowany kościółek.


Photobucket

 

Za nim – w obniżeniu terenu nad Santoczną – spotykają się mieszkańcy wsi na hucznie świętowanych Wakacyjnych Spotkaniach Kulturowych. Organizują je sobie raz do roku, zawsze pod innym hasłem. Raz przebierają się za Cyganów, innym razem za Rosjan, a jeszcze innym za Górali.

 

 

 

Photobucket Photobucket

 

  My jednak pojedziemy dalej i skręcimy w prawo, w ulicę Strumykową. Doprowadzi nas ona do dawnego jeziora młyńskiego i ruin samego młyna.

To niesamowicie klimatyczne miejsce. Szumiąca mocno Santoczna (prawy dopływ Noteci), morze zieloności, poskręcane korzenie drzew oplatające czule młyńskie cegły… gdyby nie wszechobecne owady, od których trzeba się oganiać, można tu o bożym świecie zapomnieć. Popatrzcie zresztą…

 

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket  Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket 

Photobucket Photobucket Photobucket

 

To jeszcze nie wszystko. Kiedy już napatrzycie się na te cuda, wróćcie ulicą Strumykową do pierwotnej drogi zdroiskiej i pojedźcie dalej, w kierunku ośrodka szkoleniowego ENEi. Tuż przed jego bramą należy skręcić w lewo i dosłownie po kilku metrach dojeżdża się do rezerwatu Zdroiskie Buki.

Autko wypada opuścić (dalsza droga rozjeżdżona potwornie przez ciężki sprzęt), ale warto to zrobić. Potężna buczyna pomorska miesza się tu z grabami i sosnami. Santoczna szumi pięknie. Wystarczy kilka kroków i… na niziznnym bez wątpienia terenie otwierają się przed nami dość górzyste widoki. Santoczna wije się w krętym jarze. Miejscami jego brzegi wynosza się nawet na kilkadziesiąt metrów. Pięknie jest.

 

 

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

 

I jeszcze jedno. W okolicach Zdroiska aż cztery jeziora znaleźć można : Nierzym, Przecięte, Wełmino Duże i Wełmino Małe.

Tam ładuje się wszystkie akumulatory

:-)

 

A miejscowi podśpiewują:

„Zdroisko – stąd wszędzie mamy blisko. Tu las, jeziora, rzeka, tu spokój na ciebie czeka. Atutów mamy wiele – na co dzień i na niedzielę. Tu nigdy się nie nudzisz, wśród przyjaznych ci ludzi” :-D


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

Dzień Włóczykija

niedziela, 24 lipca 2011 9:21

Nie cieszcie się na zapas. Informacja jest niestety przeterminowana.

Dzień Włóczykija był wczoraj. Bodzianek w związku z tym przywłóczył się dopiero po południu – prościutko na obiad, a mnie WP podarowała prezent na okoliczność. Ograniczyła możliwość odwiedzania zaprzyjaźnionych blogów. Ba – nawet na własny wejść nie mogłam. W porywach udawało mi się coś-niecoś poczytać. Zostawienie komentarza było niemal niemozliwe. Co było robić – za świętowanie się wzięłam i rozpoczęłam je od… porządkowania zdjęć. Zajmie mi to pewnie całe wakacje ;-)

 

A propos Dnia Włóczykija.

Pojęcia nie mam, czy ten, kto go ustanowił, miał na myśli tylko i wyłącznie jednego z bohaterów „Muminków” (skądinąd moich ulubionych bohaterów z dzieciństwa), ale postanowiłam sobie to święto przysposobić.

Włóczykij jestem z urodzenia i z rodzinnej tradycji.

Mało tego - zamierzam włóczyć się wraz z małżonkiem jeszcze przez wiele lat i mam nadzieję, że zstępni będą to kontynuować.

 

Bardzo miło jest wiedzieć, że ktoś docenił i naszego bzika…

Skoro należycie (znaczy w terenie) świętować się nie dało – postanowiliśmy przynajmniej powałęsać się po naszym mieście.

Wieczorem prezentuje się pięęęknie…

 

Na początek powstający właśnie Park Górczyński w świetle zachodzącego słońca


paw w Parku Górczynskim paw parkowyfontanna Motylia

 

Teraz fontanna w Parku Kopernika - to dawny wielgachny cmentarz. W latach 70. przekształcono go w park. Sama przy tym pracowałam - w tzw. czynie społecznym rzecz jasna (ale zdecydowanie wolałabym, żeby nekropolia była tu nadal. Miała niesamowity klimat i piękne pomniki)

 

fontanna w Parku Kopernika

 

I już Plac Katedralny z naszą najstarszą świątynią i Fontanną Pauckscha zwaną Fontanną Marii, o którą toczyliśmy boje z prezydentem miasta. Podczas jej ostatniego remontu chciano zastąpić piaskowiec rózowym marmurem. Po protestach mieszkańców (w których sami braliśmy udział) stanęło na naszym, ale i tak prezydent pogroził nam paluszkiem i za karę zlikwidował szalety pod fontanną. Podobno inaczej nie było można...

 

ławeczka koło tedry Katedra od strony fontanny Marii Fontanna Mar

 

Jeszcze rzut oka na Katedrę - z dwóch stron. Ta budowla, która ją przesłania ochrzczona została Titanikiem.Wypisz, wymaluj Titanica przypomina.

 

katedra Titanic i Katedra

 

A teraz nasza najnowsza duma - Bulwar Nadwarciański.

 

woliera na bulwarze nadwarcianskim Bulwar Bulwar Bulwar   i Most Staromiejski z Dominantą (zwaną także Pająkiem) w tle

 

 

 

Dominanta zwana Pajakiem Most Staromiejski Most Staromiej

 

Minęła 22.00. Na Placu Grunwaldzkim pojawiły się pierwsze, niecierpliwe duchy

 

Plac Grunwaldzki Plac Grunwaldzki czas kończyć wycieczkę... 


Podziel się

komentarze (19) | dodaj komentarz

czwartek, 20 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  207 629  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O mnie

... i tak zaglądałam tu codziennie, przeniosłam się więc z innego miejsca... tu bardziej przyjaźnie...
Zakręcona. Programowa optymistka.Owsik (znaczy - trudno mi usiedzieć na miejscu). Urodzona włoczykijka. Domorosły genealog. Maniaczka- fotopstrykaczka (jak coś mi się jeszcze przypomni - dopiszę).
Jako, że pamięć moja zaczyna szwankować - zamierzam spisywać swoje eskapady. czasem trochę pofilozofuję, albo wygrzebię kartkę ze szkolnego pamiętnika :))

O moim bloogu

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszc...

więcej...

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszcze do Mistrza, co to po Niebiańskich Polanach oprowadza już wycieczki.

schowaj...

czas swój oddaję

wędrówki duńskie

wędrówki kresowe

wędrówki po Niemczech

wędrówki po Polsce

wędrówki skandynawskie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 207629
Wpisy
  • liczba: 412
  • komentarze: 5145
Bloog istnieje od: 2437 dni

Lubię to