Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 270 126 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Podróż o długości tysiąca mil rozpoczyna się od jednego kroku

motyle jak marzenie

środa, 31 sierpnia 2011 9:14

 

Planowałam tę wycieczkę od zeszłego roku.

W ubiegłym – jakoś się nie składało, w tym – o mały włos byłoby podobnie.

Miejsce, które chciałam odwiedzić czynne jest jedynie w miesiącach letnich, od maja do sierpnia (w tym roku do 4 września). Istnieje już parę latek, bo od 2000 r., ale w natłoku  informacji zewnętrznych, zwyczajnie mi umknęło. W niedzielę poprzedzającą moje szpitalne (i nie tylko) leżakowanie zrobiliśmy sobie wyprawę pod przewodnictwem Latorośli Starszej. Zajrzeliśmy także TAM

 

 

Motylarnia Motylarnia Moty

 

To miejsce nosi nazwę Motylarnia – ponoć najpierwsza i największa w kraju. Mieści się w poznańskim Nowym ZOO, w pawilonie nad stawami (odległym od wejścia o jakiś kilometr). Przekroczenie zasłoniętych zieloną kotarą drzwi przenosi nas w tropiki. Roślinność tamtejsza jest darem poznaniaków i to najzupełniej prywatnych osób. Natomiast niezwykle przyjazne i wszędobylskie motyle nie pochodzą z natury, tylko ze specjalnych (prowadzonych w tropikalnych krajach) hodowli.

 

Motylar Motylarnia Moty Motylarnia Moty Motylarnia Motylarnia Motylarnia Motylar

 

Przez cały ten czas, co dwa tygodnie przysyłana jest nowa dostawa poczwarek. Tu, w Motylarni, przeobrażają się w dorosłe postacie. Przy odrobinie szczęścia można to obejrzeć na własne oczy

 

 

Motylarnia Motylarnia Motylarnia

 

Są to mieszkańcy równikowych lasów Afryki, Ameryki, Indonezji i Malezji. Jak na nasze wyobrażenie  - wielgachne i bardzo towarzyskie. Z upodobaniem siadają na głowie, twarzy, ubraniu. Wystarczy tylko wyciągnąć rękę…

 

Motylar Moty Motylar Motylarnia Motylarnia Motylarnia Motylarnia Moty Motylarnia

 

Jeżeli jednak ktoś z was wybierze się tam w przyszłym roku, proponuję zwykły dzień tygodnia. Na pewno nie niedzielę, bo wtedy są tam takie tłumy, że oszołomione owady nie wiedzą gdzie usiąść. Ludzie machają rękami, wszyscy nagle chcą być motylim lądowiskiem. Nie każdy ma takie szczęście jak Bodzianek, który ledwie próg Motylarni przekroczył, a już usiadła na jego włosach cudowna spinka :-D

 

Motylarnia Motylarnia Motylar

 

Owadami opiekuje się Jacek Pałasiewicz ( www.ministerstwo-motyli.pl ), który – jak wyczytałam na jego stronie – dostarcza te bajecznie kolorowe owady także na różne uroczystości ( z rodzinnymi włącznie). Trzeba jedynie posiadać odpowiednią ilość biletów NBP i zgłosić swój zamiar trzy tygodnie wcześniej. Pięknoty muszą zdążyć się wykluć.

Aż żal, że żyją tak krótko…


Podziel się

komentarze (18) | dodaj komentarz

Cudowna maszyna

wtorek, 30 sierpnia 2011 18:39

Chwalę się0:-)

Dziś minął tydzień od wszczepienia w moje kolano nowego zawiasu (już nie powinien skrzypieć :-D). Po kilka godzin dziennie trenuję go na artromocie i są efekty. To dopiero tydzień, a ja już uzyskuję bez wysiłku (wprawdzie tylko na maszynie) 88 stopni zgięcia. W ubiegłym roku do takiego wyniku doszłam dopiero po niemal dwóch miesiącach!


Mogę już spać z nieco podkurczoną nogą. Analogicznie – poprzednie kolano skutecznie usztywniło mnie w pozycji na wznak na parę długich miesięcy. Wtedy jednak artromot wspomagał mnie tylko przez kilka szpitalnych dni i później dopiero po upływie 1,5 miesiąca, kiedy wreszcie trafiłam na oddział rehabilitacyjny. Po jednokrotnym uzyskaniu zgięcia 90 stopni, ćwiczenia zaniechano. Nie ma się co dziwić - kolejka delikwentów chcących skorzystać z dobrodziejstwa aparatu była całkiem nielicha. Teraz mam ten komfort, że codziennie zaczynam od nowa i smaruję swoje stawy, smaruję, smaruję…


W ogóle udało mi się – jak mawiał mój tata – jak świni siodło. Na wypożyczonym sprzęcie ćwiczyć będę do piątku – 9 września, a od poniedziałku 12 września rozpoczynam trzytygodniową rehabilitację na oddziale w Sulęcinie. W moim mieście kolejki są znacznie dłuższe.


Na razie ciągną jeszcze szwy pooperacyjne (w następny czwartek się ich pozbędę), ale poza tym jest lux. Nawet środków przeciwbólowych nie muszę zażywać.


Ćwiczenie czyni cuda. A mawiało się, że mistrza czyni…


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

niespodziewana wizyta u Arkadego Fiedlera

poniedziałek, 29 sierpnia 2011 22:39

 

Puszczykowo znam głównie z okien szpitala. Oddział ortopedyczno-urazowy ulokowano na VI piętrze, więc widok stamtąd niezgorszy, tyle, że to peryferie miejscowości i widać stamtąd głównie morze otaczającej ją zieleni.

 

Photobucket Photobucket Photobucket

 

Pierwotnie niewielka wieś przekształciła się w modne letnisko już w końcu XIX w. Poznaniacy tak tłumnie lubili tu jeździć, że na poznańskim dworcu wybudowano wtedy osobny peron, specjalnie dla letników udających się do Puszczykowa. Na początku XX w. wysyłano stamtąd kilkanaście pociągów dziennie, a jeszcze paręnaście lat wstecz, przez „zapadłą wieś przy drodze do Wrocławia” kursował raptem jeden skład.

 

Dziś jest to po prostu rezydencjonalne, podpoznańskie osiedle. Taka ekskluzywna, nieco droższa dzielnica willowa posiadająca własny, odrębny status i – od 1962 r. – prawa miejskie. W plątaninie urokliwych uliczek znaleźć można oryginalne budynki posanatoryjne. Te, które zachowały się do naszych czasów, przekształcono początkowo w domy wypoczynkowe, a później w bloki mieszkalne.

 

Tak, tak – powietrze w okolicznych sosnowych lasach do dziś jest iście balsamiczne. Nic dziwnego, że mieszczuchów przysyłano do tutejszych leśnych uzdrawialni. W 1903 r. poznańskie Towarzystwo Opieki nad Chorymi Robotnikami uruchomiło tu pierwszy punkt dla „niezamożnej ludności i środowisk robotniczych”. 20 lat później powstawały już imponujące gmachy Domów Sanatoryjnych. Niektóre nadal stoją. Oglądałam je tylko na zdjęciach. Jakoś nigdy czasu na dokładne zwiedzanie Puszczykowa nie było i wydaje się, że to duży błąd.

 

Można tu znaleźć sporo przepięknych willi, wybudowanych na początku XX wieku w modnym wówczas stylu szwajcarsko-tyrolskim. Mają dekoracyjne, szachulcowe elementy i wbrew pozorom, doskonale komponują się z okoliczną nizinną zielenią. Te, które zbudowano w latach międzywojennych, różnią się od swoich poprzedniczek- wtedy królował w architekturze styl modernistyczny lub tzw. polski dworkowy.

 

W jednym z takich dworków polskich zamieszkał w końcu lat 40. Arkady Fiedler – znany polski podróżnik i autor książek, którymi zaczytywałam się w dzieciństwie. „Ryby śpiewają nad Ukajali” i „Madagaskar – okrutny czarodziej” były moją sztandarową lekturą.

 

Photobucket Photobucket Photobucket

 

Jeszcze za życia Fiedlera, w części pomieszczeń jego domu powstało muzeum gromadzące pamiątki z podróży. Byłam w nim jako podlotek. Bodzianek, który przyjechał odebrać mnie ze szpitala, zabrał ze sobą także wózek inwalidzki i zrobił mi prawdziwą niespodziankę… zawiózł do muzeum.

 

Photobucket Photobucket Photobucket

 

Być w Puszczykowie i nie widzieć Muzeum Arkadego Fiedlera, to jak być w Rzymie i papieża nie widzieć. Zmieniło się tam od czasu mojej poprzedniej wizyty, oj zmieniło… Placówką opiekują się synowie pisarza wraz  z rodzinami (także podróżnicy).

 

Oprócz ekspozycji na parterze fiedlerowskiej willi, zwiedza się tzw. Ogród Kultur i Tolerancji. Czego tam nie ma… podobizny sławnych indiańskich wodzów Szalonego Konia i Siedzącego Byka, odtworzony w oryginalnym rozmiarze posąg z Wyspy Wielkanocnej (z olbrzymim nochalem), kamienny wojownik Tolteków w skali 1:1.

 

Photobucket Photobucket Photobucket

 

Zniszczony w 2001 r. przez Talibów posąg Buddy jest tu dziewięciokrotnie mniejszy, a i tak robi niesamowite wrażenie.

 

Photobucket

 

W 23-krotnie pomniejszonej Piramidzie Cheopsa można napić się herbaty, a później przysiąść na łapach zminiaturyzowanego Sfinksa lub nawet zajrzeć mu w oczy.

 

Photobucket Photobucket

 

Można także wejść na pokład zrekonstruowanej „Santa Marii”, na której Krzysztof Kolumb dopłynął w 1492 r. do brzegów Ameryki. W 2008 r. „wodował” go tutaj potomek (i imiennik) wielkiego żeglarza Krzysztof Kolumb, książę de Veragua.

 

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

 

Świetne miejsce, świetne muzeum. Warto je odwiedzić. Na początek parę fotek – Puszczykowo - muzeum Fiedleratak na zachętę

 


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

Wakacje dla lewej nogi

niedziela, 28 sierpnia 2011 11:52

Photobucket

 

Taki billboard powitał mnie na dojeździe do Puszczykowa :-]

Jak znalazł – pomyślałam – skąd Oni wiedzieli?

Dziś, po tygodniu, stwierdzam, że dla mojej lewej nogi nastał czas dokładnie odwrotny – wytężonej pracy i żmudnego treningu. Zanim nauczę ją funkcjonować prawidłowo, trochę wody w Warcie upłynie.

 

Pierwsza noc w domowych pieleszach już za mną. Szczerze przyznaję – bez serwowanej przed snem kroplówki zwanej bombą – trochę trudna. Okłady z lodu na łupanie w powierconych kościach to tylko półśrodki, ale dobre i to.

Półtora roku temu, remontując prawe kolano, spędziłam w szpitalu trzy dni więcej; po powrocie do domu łupało tylko ociupinkę.

 

No, dość narzekań. Czas wyciągnąć artromot . Ćwiczenie uszlachetnia.

Artromot to szyna do ciągłej, biernej rehabilitacji uszkodzonych stawów. Pomaga wymusić zgięcie i wyprost. Bez niej utrwalają się przykurcze. Bardzo ważne jest używanie jej możliwie wcześnie po zabiegu. W Poznaniu jest wypożyczalnia takiego sprzętu. Latorośl Starsza, jak tylko się o tym dowiedziała, stanęła na uszach i do domu wróciłam już z ważącą 14 kg cudowną machiną. Rozpierała się dumnie na siedzeniu obok kierowcy (o_o)

 

Najbardziej mnie cieszy, że moje żyły wreszcie odpoczną. Nie wiem, co im się ostatnio porobiło, ale każda próba wypełnienie probówki, to przynajmniej dwa wkłucia.

Pobierano wam kiedyś krew ze stopy?

 

Anestezjolożka usiłująca umiejscowić gdzieś wenflon, co chwilę stwierdzała: Oooo, ktoś już tu przede mną był… Kiedy po kilku dniach zaczopował się i konieczne stało się znalezienie dla niego innego miejsca, trwało to godzinę. Pomogło dopiero, kiedy szalenie miła Siostrzyczka przyniosła wenflon niemowlęcy i, klękając przy moim łóżku, kilkakrotnie szczerze się przeżegnała.

 

Ma to jednak swoje dobre strony. Wybarwione wszystkimi kolorami tęczy siniole powodują, że wyglądam jak Paź Królowej :-D

 

Photobucket

 

Sam zabieg naprawy bądź wymiany stawu kolanowego, z pozycji leżącego na kozetce wygląda cokolwiek zabawnie.

W wigilię tegoż, odpowiednią nogę ozdobiono oryginalnymi hieroglifami.

 

Photobucket

 

Ranek pokazał, że hieroglify w cudowny sposób przekalkowały się na drugą kończynę. Niełatwo było zszorować tusz :-).

 

Znieczulenie w kręgosłup perfekcyjnie odcina czucie w jednej tylko nodze. Ta wydaje się rosnąć i puchnąć do słoniowych rozmiarów. Śmieszne uczucie, bo faktycznie niczym nie różni się od drugiej.

Panowie operatorzy wywijają nią zgrabnie. Gdybym tak umiała na co dzień, szpagat byłby pestką :-D

 

Zadzierają kończynę do góry i ściśle owijają jakąś ciemną, wyglądającą na gumową taśmą (minus 5 dioptrii i brak okularów trochę przeszkadzają w ostrym widzeniu).

- Wulkanizujecie mnie?

- Nie, krew z nóżki wyciskamy.


Odwiniętą po chwili taśmę zastępuje obręcz na udzie. Kątem oka rejestruję wysoko nad głową jakiś hak. I tyle. Pole operacji zasłaniają parawanem. Dźwięki trochę, jak w stolarni, ale mnie to nie dotyczy. Luz całkowity. Anestezjolożka zagaduje. Rozmawiamy o dietach i odchudzaniu. Chyba w końcu zasypiam, bo spory fragment poranka umyka z pamięci. Półtora godzinki mija jak z bicza strzelił.

 

Ląduję na całą dobę w sali pooperacyjnej. Noga ciasno zabandażowana, aparatura pika sobie usypiająco. Co jakiś czas z drzemki wyrywa samopompujący się rękaw do mierzenia ciśnienia. Później i do tego się przyzwyczajam. Zaglądam telefonem komórkowym w twarz monitora.

 

Photobucket

 

Łaaał. Gdzie się podziało moje nadciśnienie?

Chleb z masłem podany na kolację smakuje jak ambrozja.

 

Od następnego dnia rozpoczyna się rehabilitacja. Najpierw pierwszy spacer. Potem na łóżku pojawia się artromot.

 

Photobucket

 

Później spacer na schody (naprawdę to wyczyn nie lada).

Sen. Dużo snu.

Za oknem różne odcienie zieleni przecięte od czasu do czasu żółtą sylwetą helikoptera.

 

PhotobucketPhotobucketPhotobucketPhotobucketPhotobucket    

 

Puszczykowo to ładne miejsce.

 

Photobucket

 

Ps. Dziękuję pięknie za wszystkie słowa otuchy. Docierały do mnie za pomocą internetu w komórce, ale odpisywać tam trochę trudno. Ciągle coś mi się przestawiało, wyłączało.

Wieczorkiem rozpocznę odwiedziny u Was, a teraz… artromot czeka :-D


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

koniec laby

piątek, 26 sierpnia 2011 10:31

Do domu wracać czas. Już jutro :-)). Aaależ to zleciało! Wyglądam trochę jak Rambo-posiniaczona,poobklejana plastrami, tu i ówdzie obandażowana.Pielęgniarki podchodząc do mnie ze strzykawką żegnają się znakiem krzyża...Opowiem później :)


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

wtorek, 24 października 2017

Licznik odwiedzin:  214 137  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

... i tak zaglądałam tu codziennie, przeniosłam się więc z innego miejsca... tu bardziej przyjaźnie...
Zakręcona. Programowa optymistka.Owsik (znaczy - trudno mi usiedzieć na miejscu). Urodzona włoczykijka. Domorosły genealog. Maniaczka- fotopstrykaczka (jak coś mi się jeszcze przypomni - dopiszę).
Jako, że pamięć moja zaczyna szwankować - zamierzam spisywać swoje eskapady. czasem trochę pofilozofuję, albo wygrzebię kartkę ze szkolnego pamiętnika :))

O moim bloogu

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszc...

więcej...

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszcze do Mistrza, co to po Niebiańskich Polanach oprowadza już wycieczki.

schowaj...

czas swój oddaję

wędrówki duńskie

wędrówki kresowe

wędrówki po Niemczech

wędrówki po Polsce

wędrówki skandynawskie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 214137
Wpisy
  • liczba: 412
  • komentarze: 5149
Bloog istnieje od: 2532 dni

Lubię to