Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 963 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Podróż o długości tysiąca mil rozpoczyna się od jednego kroku

West Star i związki polsko-duńskie…

środa, 26 września 2012 20:23

 

Losy owsika dziwnie się plotą. Wędruje sobie po świecie, wędruje i ani przez myśl mu nie przejdzie, że prędzej czy później odwiedzane przez niego miejsca połączy niewidzialna nić. Widzieliście kiedyś  owsika z odwłokiem przędącym?

 

 Dlaczego mnie taka refleksja naszła? Z prostej przyczyny. Owsikami nazwał nas kiedyś Generalny Włóczykij (czyli tato). Że niby nasze wiercenie się po świecie jest bezwarunkowe i usiedzieć na miejscu – żeby nie wiadomo co – po prostu się nie da. Imperatyw i kropka. Ale zamachy na nas były, oj były… Swego czasu wydano mi w aptece zamiast medykamentu na uporczywy kaszel … tabletki na owsiki! Dobrze, że mam zwyczaj czytać ulotki przed tzw. spożyciem. Na kaszel pewnie nie miałoby to żadnego wpływu, ale owsikowanie… cóż… pewnie skończyłoby się definitywnie.

 Dzisiejszy wpis zakiełkował we mnie za sprawą dwóch fotografii  wygrzebanych podczas porządkowania dysku ze zdjęciami. Fotki zrobione parę lat temu - takie sobie, nawet byle jakie. Pewnie teraz spojrzelibyśmy na obiekt zupełnie inaczej i ze sporo większym zoomem w dodatku, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

 

Zapraszam was nad rodzimy Bałtyk, nieco na wschód od Łeby. Na plażę niedaleko Ulinii. Wybraliśmy się tam zwabieni możliwością obejrzenia wraku wynurzającego się z morskiej toni ok. 200 m od brzegu. Dojechaliśmy autkiem do parkingu i żwawym krokiem ruszyliśmy przez wydmy. Ścieżki prowadzą pomiędzy malowniczo poskręcanymi drzewami. Na plażę wcale nie jest wcale blisko, ale nie odczuwa się żadnego dyskomfortu spowodowanego wędrówką. 

 

Ulinia

 

Pięknie jest, choć bez wszechpanującego śmietnika mogłoby być jeszcze piękniej. Naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć „turystów”, którzy nagminnie pozbywają się wszelkiego balastu w drodze powrotnej do własnych pojazdów. Pusta butelka lub puszka waży z pewnością mniej od pełnej, a te taszczone z całym poświęceniem w jedną stronę – do aut wracają wyjątkowo rzadko :-(

 

Docieramy nad morski brzeg. Pobudzona wyobraźnia szuka wraku. Omiatamy spojrzeniem dość spokojną taflę wody i… nic… żadnej rufy czy komina sterczącego dramatycznie nad jej powierzchnią. Zakodowane gdzieś w podświadomości stereotypy mogą sobie iść na spacer.  Dopiero po chwili zauważamy dwa samotne, celujące w niebo maszty. To ostatnie widoczne fragmenty duńskiego drewnowca „West Star”. Dopadł go tutaj sztorm. 

 

 

Ulinia

 

Był koniec października 1970 r. Statek wyruszył z Gdańska do Anglii, z ładunkiem tarcicy. Gwałtowny przechył, woda w ładowni, awaria silnika… Nie pomogło wyrzucenie za burtę części ładunku. „West Star”  osiadł na mieliźnie. Pięć osób załogi ewakuowano, na pokładzie pozostali kapitan i mechanik.  Kiedy sztorm uderzył po raz drugi, uciekać musieli i oni. Po sześciu dniach akcję ratowniczą przerwano. Potrzaskaną jednostkę pozostawiono tam, gdzie osiadła. Do dziś stanowi lokalną atrakcję turystyczną. 

 

Photobucket 

 

Jedni obserwują ją z brzegu, inni z pokładu wycieczkowych stateczków, jeszcze inni z galeryjki widokowej na niedalekiej latarni Stilo. Najbardziej zdeterminowani zakładają sprzęt do nurkowania i… to właśnie oni widoki mają najpiękniejsze. 

 

Photobucket Photobucket

 

Ciekawostkę, zgodnie z którą okazaliśmy się wybrykiem natury (owsiki pajęcze) zostawiłam sobie na deser. Kiedy szukaliśmy wraku, wiedzieliśmy o nim tylko, że jest niemiecki. Przyjęliśmy to jako pewnik, a czkawka pojawiła się dopiero po kilku latach. Okazało się bowiem, że cała niemieckość „West Star’a” zawierała się w miejscu jego „urodzenia”. Zbudowano go w Bremie (1965) i bardzo szybko sprzedano duńskiemu armatorowi.

 

Photobucket Photobucket

 

Początkowo nosił damskie imię „Monica Munksholm”, później – trochę nieoficjalnie - „Monica Trigon”. Jako „West Star” (Weststar) zamieszkał w porcie… Hundested. Tym samym Hundested, gdzie w sierpniu podziwialiśmy bajkowe rzeźby z piasku.

 

Czyż świat nie jest mały?

 

(zdjęcia archiwalne pochodzą ze strony http://www.arminius-schiffe.de, a miniaturki powiekszają się po kliknięciu)

 


Podziel się

komentarze (18) | dodaj komentarz

Świat w barwach zieleni

środa, 12 września 2012 18:26

 

Worek jakiś ostatnio się nam rozwiązał. Worek wypełniony osobliwymi klejnotami natury. Niby nic, a jednak… są takie miejsca niesamowite, gdzie myślenie po prostu się wyłącza. „Ludź” może jedynie stanąć, westchnąć i… chłonąć szeroko rozwartymi oczyma otaczający świat. Bo świat w kolorze green wydaje się nierzeczywisty i jedyne, co do oszołomionej głowy przychodzi, to strofy Wierzyńskiego:


Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną,

na klombach mych myśli sadzone za młodu,

pod słońcem, co dało mi duszę błękitną

i które mi świeci bez trosk i zachodu (…)

 

Photobucket

 

Łuk Mużakowski sam w sobie jest tworem genialnym. Pewnie za krótko żyję, bo piękniej ukształtowanej moreny czołowej jeszcze nie widziałam. Wielka, widziana nawet z kosmosu podkowa, a na jej obszarze cuda, cuda, cuda…

 

Photobucket Photobucket 

 

Zamarzyło mi się pobuszować nieco po tym świecie z pogranicza jawy i snu. Odezwały się niespełnione pasje geologiczne, zgodnie z którymi nic nie może być ciekawszego od kamolców i księżycowego krajobrazu. Kolana wprawdzie bunt w temacie nadmiernego łazikowania ogłaszały, ale od czego kijki trekkingowe?

 

(…) Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety

rozdaję wokoło i jestem radosną

wichurą zachwytu i szczęścia poety,

co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną

 

 

Nie mamy czasu na dłuższy pobyt. Decydujemy się obejrzeć choć jedno, jedyne jeziorko. Wybór padł szmaragdowy klejnot  w pobliżu Bronowic. To zaledwie jeden koralik spośród setki podobnych śliczności rozsianych w moim Geologicznym Raju. Najłatwiej dostępny ;-) 

 

Photobucket

 

Choć oczka wodne są zjawiskowe, cudem natury trudno je nazwać. W końcu to jak najbardziej człowiecze dzieło - pojezierze antropogeniczne i to największe w kraju. Pokopalniane zbiorniki  mogą mieć barwę … niebieską, jadowicie pomarańczową, brunatno-czerwoną, nawet czarną.

Nam trafił się szmaragdowy. Dlaczego? Bo położony najbliżej drogi i najłatwiej trafić tam bez przewodnika. Wystarczyło skręcić w lewo za ostatnią chałupą, stojącą przy bronowickiej ul. Powstańców.

 

Photobucket Photobucket Photobucket

 

Krótki spacer  skłonem gruntowej drogi... pomiędzy drzewami migotać zaczyna coś nierealnego. Po chwili zdumionym oczom objawia się krajobraz z pogranicza kiczu i sennych iluzji. W dole pobłyskuje tafla jeziora. Naprzeciwko piaszczysta, solidnie zerodowana skarpa moczy stopy w wodzie o niesamowitej barwie. Wolniutko przemieszczamy się w jej kierunku. Z naszej strony dojść można bez problemu. Akwen ma niesamowitą barwę, a ta w dodatku zmienia się w zależności od miejsca obserwacji i kąta padania światła.

 

 

Photobucket Photobucket Photobucket

 

Zawsze wydawało mi się, że zielony, to zielony. Skąd w jednym miejscu aż TYLE odcieni? Zdecydowanie dominuje tu barwa szmaragdowa.


Schodzimy niżej. Pojawiają się jaśniejsze plamy spłowiałego jadeitu, sąsiadujące z  ciemnobutelkowym mołdawitem. Kiedy słońce znika za chmurami –kolorystyka  delikatnie miętowieje. Przy brzegach wytrącają się malachitowe niebieskości. Błysk słońca wyciąga na moment wesolutki seledyn. Jeszcze chwila a pozieleniejemy i my :-D 

 

 

Photobucket Photobucket Photobucket

 

Fantasmagoria!

Chyba już wiem skąd w średniowieczu pojawił się pomysł, że za barwami, które nas otaczają diabeł się chowa – tylko patrzeć, jak spod nóg wyskoczy nam dziwaczny stworek. Pan Przewodnik z Łęknicy wspominał coś o zygzakowatej koleżance, wylegującej się nad brzegiem. Żmija… wąż… czyżby tak wyglądał nasz mitologiczny Raj?

 

Teraz to już wiem na pewno. My tu jeszcze wrócimy! Jeziorka w barwach tęczy czekają :-)

 

 

 

(Mapki Łuku Mużakowskiego to skany z ogólnodostępnych wydawnictw).

 


Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

Mariatkowania ciąg dalszy czyli o tym, jak pięknie w kraju, a zwłaszcza w Cedyńskich Karpatach

niedziela, 02 września 2012 11:29

 

Karpaty znają wszyscy, pewnie jednak nie każdy wie, że sięgają tak daleko. Ich najbardziej  na północny zachód wysunięty przyczółek nosi nazwę Karpat Cedyńskich. To nie żart. Wybierzcie się kiedyś do Cedyni, a przestaniecie dziwić się czemukolwiek.


Photobucket

 

Przygraniczne miasteczko rozłożyło się w wyjątkowo urokliwym miejscu. Dziś pozostawiamy je z boku i gnamy szybciutko na wrzosowiska. Fioletowią się przecudnie tuż za miejskimi rogatkami. Wprawdzie spacerować wśród nich nielzia , bo to teren rezerwatu, ale… ale napodziwiać się można do woli z przygotowanej przez Nadleśnictwo Mieszkowice  swego rodzaju „platformy widokowej”. 

 

Photobucket Photobucket Photobucket

 

My – jako szczęściarze wyjątkowi – mogliśmy (pod bacznym okiem pracowników Nadleśnictwa) zagłębić się nieco w przecudny ten teren. Warto było, oj warto...

 

Photobucket Photobucket Photobucket

 

Karpaty Cedyńskie widoki przepaściste aż po sam horyzont oferują. Zignorować tego po prostu nie można. Jeżeli wdrapiecie się na któryś z pagórów zrozumiecie, że nazwa pasuje do nich idealnie.   


Najwyższe wzniesienie w ramach rezerwatu osiąga 63 m n.p.m. U stóp dość regularnych kopułek rozciągają się Żuławy Cedyńskie (średnia wysokość ok. 2 m n.p.m.; miejsca najniższe – nawet 0,3 poniżej p.m.)


Różnica poziomów gwarantuje wyciśnięcie z każdej świadomej istoty nie tylko kropelki potu (zwłaszcza w słoneczny dzień), ale też serii nieskoordynowanych okrzyków, przez które całkiem niedawno Mariatką mnie nazwano.

 

Photobucket Photobucket Photobucket

 

Wzgórza szczerze porastają moje ukochane krzewinki, żal tylko, że pomału przekwitać zaczynają.

:-(

Wydawało się nam, że wrzesień jest najlepszą porą na ich podziwianie, tymczasem w Danii dopiero się rozwijały, a tu już do snu zimowego się szykują. 

 

Photobucket

 

Pod Cedynią do pełnego szczęścia zabrakło mi jedynie majaczących w oddali spienionych fal morskich. Niby wszystko to jak na Wichrowych Wzgórzach, ale… jakieś takie mało skoordynowane :-D

„Morza” nie brakuje wczesną wiosną, kiedy Odra rozlewa się szeroookooo, jednak szczyt kwitnienia wrzosów na całkiem już inną porę roku przypada. Jaki stąd wniosek?

 

Photobucket Photobucket Photobucket 

 

Karpaty Cedyńskie odwiedzać trzeba w cyklu zamkniętym i ponawiać odwiedziny, ponawiać, ponawiać ...:-)

 

Photobucket Photobucket

 

Ps. Zdjęcia powiększają się po kliknięciu (przynajmniej powinny)


Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  214 044  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O mnie

... i tak zaglądałam tu codziennie, przeniosłam się więc z innego miejsca... tu bardziej przyjaźnie...
Zakręcona. Programowa optymistka.Owsik (znaczy - trudno mi usiedzieć na miejscu). Urodzona włoczykijka. Domorosły genealog. Maniaczka- fotopstrykaczka (jak coś mi się jeszcze przypomni - dopiszę).
Jako, że pamięć moja zaczyna szwankować - zamierzam spisywać swoje eskapady. czasem trochę pofilozofuję, albo wygrzebię kartkę ze szkolnego pamiętnika :))

O moim bloogu

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszc...

więcej...

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszcze do Mistrza, co to po Niebiańskich Polanach oprowadza już wycieczki.

schowaj...

czas swój oddaję

wędrówki duńskie

wędrówki kresowe

wędrówki po Niemczech

wędrówki po Polsce

wędrówki skandynawskie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 214044
Wpisy
  • liczba: 412
  • komentarze: 5149
Bloog istnieje od: 2530 dni

Lubię to