Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 127 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Podróż o długości tysiąca mil rozpoczyna się od jednego kroku

Manneken Pis z Bogense

środa, 24 kwietnia 2013 8:44

 

Bogense – małe, niespełna czterotysięczne rybackie miasteczko na północy Fionii. W średniowieczu było ważnym punktem przeprawowym w drodze na Jutlandię. Od czasu wybudowania mostu nad Małym Bełtem pozostało już tylko jedną z większych przystani żeglarskich na wyspie. 

Od Bogense


Mimo sporej popularności turystycznej pozostaje urokliwym, idealnym na odreagowanie stresów miejscem. Mieszkają tu wyjątkowo przyjacielskie koty, a jeden z nich powinien nawet posiadać certyfikat przewodnika. Nie opuszczał nas ani na krok… wdzięczył się, łasił, pozował…

Od Bogense


Plątanina starych uliczek prowadzi na plac przed kościołem. Romańska świątynia (1407) stoi nad samym brzegiem Kattegatu. Od morza oddziela ją murek, wąski pasek promenady spacerowej i niezbyt szeroka plaża. Wieżę, której używano jako znaku nawigacyjnego dla statków pokryto dębowym gontem. Natychmiast zapałaliśmy do niej szczególną sympatią... pozostałe połacie dachowe oglądaliśmy już beznamiętnie :-D

Od Bogense

Kościół nosi wezwanie patrona żeglarzy, którym jest…. uwaga… uwaga… św. Mikołaj! Wiedzieliście o tym? … bo mnie ten sympatyczny święty kojarzył się do tej pory jednoznacznie i nieżeglarsko.

Od Bogense

Pobliski ryneczek (podobno jeden z piękniejszych w Danii) otaczają nieduże, kolorowe domki. Także w jego okolicach obfitość wielka szachulcowych domostw i dawnych dworków kupieckich. Są niemłode… wiele pochodzi jeszcze z XVII wieku a klamki do stareńkich drzwi wejściowych wyglądają niekiedy naprawdę zaskakująco.

Od Bogense

Mniej więcej na środku tego rynku, w otoczeniu starych lip stoi drewniana pompa. Chociaż wygląda wiekowo jest tylko rekonstrukcją urządzenia z 1800 r. wykonaną w 1988 r, specjalnie na 700 lecie miasteczka. Nawiasem mówiąc, podobno już w 1288 r Bogense posiadało prawa kupieckie.

Od Bogense

Na zapleczu rynku znajdziecie… Manneken Pisa. Siusiający chłopczyk, odrobinę różny od swego sobowtóra z Brukseli - jest ilustracją do miejscowej legendy. Historia sięga przełomu XIX i XX wieku, kiedy port był jeszcze znaczącym miejscem przeładunku fiońskich produktów rolnych. Na jednym z kupieckich statków odnaleziono dziwnego pasażera na gapę… małego chłopca. Kiedy mimo szeroko zakrojonych poszukiwań, nie udało się odnaleźć jego rodziców, malucha postanowił adoptować miejscowy rzeźnik Levinsohn...

Od Bogense

Chłopiec musiał być lubiany, bo kiedy - jako dorosły już człowiek - wyjechał za granicę, często wspominano go w miasteczku. Podobno zrobił karierę… nazywano go tu „konsulem Willumem Fønss”. Czy faktycznie był konsulem? Kto wie? W każdym razie jego córka – baronowa Rozenkrantz - postanowiła w 1934 r sprezentować miasteczku kopię brukselskiego siusiającego chłopczyka. Legenda Manneken Pisa wydaje się być przecież łudząco podobna do historii małego znajdy z Bogense.

Od Bogense


Miasteczko posiada okazały ratusz z początku XX w. Przy odrobinie szczęścia można usłyszeć wygrywany z jego wieży hejnał.

Od Bogense

....Najstarszym budynkiem w Bogense jest karczma z 1543 r (Erik Menveds Kro) nazwana imieniem króla Erika Mendveda , któremu miasto zawdzięcza wznowienie (albo nadanie) praw kupieckich (1288). Mało tego - wśród maleńkich budyneczków można ponoć znaleźć najmniejszy dom w Danii (tylko 23 m²). Ponieważ wszystkie prawie wydały się nam nie za duże, nie umiem powiedzieć, czy go widzieliśmy
 :-/
Może następnym razem...


Od Bogense

Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

post w kolorze białym :)

niedziela, 14 kwietnia 2013 20:48

W kraju, gdzie religia państwowa (luteranizm) zapisana jest w konstytucji a w rządzie zasiada minister ds. kościelnych, starsza z naszych Księżniczek dokładnie tydzień temu przystępowała do Pierwszej Komunii.

 

Wcześnie? Przyzwyczailiśmy się do majowych celebracji, a tu początek kwietnia… Może i tak, ale Królestwo Duńskie to przecież nie Polska. Prawnie zatwierdzono w nim istnienie ponad 100 przeróżnych Kościołów i wspólnot religijnych…i mimo to jest jednym z najbardziej laickich państw europejskich. 

 

Do spraw wiary podchodzi się tu… hmmm… bardzo luźno. Spotkałam się gdzieś z intrygującym określeniem „chrześcijanin na czterech kołach”.  Jak to mawiają? „Bez pół litra nie rozbieriosz”? Nawet z owym przysłowiowym „półlitrem” nie domyśliłabym się o co w tym wszystkim chodzi… ;-)

 

Po prostu „praktykuje” mniej więcej 1/3 Duńczyków; reszta pojawia się w kościele cztery razy w życiu: z okazji chrztu, bierzmowania, ślubu i pogrzebu. Moim zdaniem, naród to jednak bardziej „dwukołowy”, bo „koło” pierwsze i ostatnie to takie jakby mniej świadome… a poza tym tylu tu rowerzystów :-D

 

Katolicy stanowią mniej niż 1% populacji. Są (podobno) trzecią co do wielkości grupą wyznaniową po luteranach i islamistach. Poszperałam i ze zdziwieniem stwierdziłam, że rzymskokatolickich parafii jest tu bodajże 51 (dla mnie zaskoczenie!), a kościołów i kapliczek dla tego wyznania - aż 66. Czy to dużo jak na 43 tys.km ² powierzchni i 406 wysp (że o lądowej - stanowiącej 70 % powierzchni kraju - Jutlandii nie wspomnę)? Pewnie niezbyt… myślałam jednak, że jest ich sporo mniej.

 

 Są wśród nich świątynie, w których przynajmniej raz w miesiącu odprawia się msze po polsku: w Hvidovre (przedmieścia Kopenhagi), w samej Kopenhadze (kościół św. Anny, o którym kiedyś pisałam przy okazji wyprawy ze święconką) i w Næstved(wszystkie na stołecznej wyspie Zelandii), w Aalborgu, Arhus i Esbjergu (na płw.Jutlandzkim), w Sønderborgu  (na maleńkiej, znanej z zamorskiej wyprawy Czarnieckiego wysepce Als), w Odense na Fionii i Nykøbing na wyspie Falster.

 

Katolicka diecezja kopenhaska obejmuje swym zasięgiem całą Danię, Wyspy Owcze i Grenlandię. Jej siedzibą jest katedra św. Ansgara w Kopenhadze a biskupem ordynariuszem (od 1995 r.) urodzony w Danii lecz mający polskie pochodzenie Czesław Kozon. 

 




(Katedra św.Ansgara)


„Naszą” Komunię celebrował ksiądz duński. Nie powiem… każdy wchodzący na mszę otrzymywał kartkę z jej porządkiem i pieśniami. Cóż z tego, skoro nie potrafiłam na niej niczego zlokalizować. Melodia duńskiego języka powodowała, że zapisane wyrazy nijak się miały do słyszanych słów… o ile modlitwy doskonale dały się rozpoznać po intonacji, o tyle śpiew mógł równie dobrze pobrzmiewać w językach bantu lub po chińsku. Dopiero refren końcowej pieśni dziękczynnej pozwolił mi się odnaleźć. W ucho wpadała powtarzająca się fraza „Cak Gu” (po ichniemu pisane „Tak God”, tłumaczy się chyba na „Dziękuję Boże”).

 






Pięknie było. Uroczystość skromna, kameralna… brała w niej udział raptem jedenastka wielonarodowych „komunistów”. Stroje właściwie dowolne (niemniej eleganckie), dzieci wzruszone… my również… 0:-)

 

 

 


Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

moje boje z panem Andersenem

wtorek, 02 kwietnia 2013 19:41

Kiedyś tam - bazując na stereotypach - ułożyłam sobie w głowie obrazek nieszczęśliwego „brzydkiego kaczątka” z Odense, urodzonego w patologicznej, skrajnie biednej rodzinie. Kaczątko wyruszyło w nieznane tylko po to, by przeistoczyć się w pięknego, choć samotnego łabędzia.



Tymczasem…
Rodzice Hosiego byli bardzo ubodzy, mieszkali kątem u matki Hansa seniora – to fakt -ale czy rzeczywiście dzieciństwo bajkopisarza było nieszczęśliwe? 

 

Od Odense - miasto Andersena

 

Andersenowie byli dziwną parą: drobny blondyn z okrągłą twarzą i seksowna, dojrzała kobieta z wielkimi, brązowymi oczami. Co mogło połączyć ze sobą dwie tak odmienne emocjonalnie i duchowo osoby? Różniło ich właściwie wszystko – wiek (matka była starsza o 15 lat od ojca), wykształcenie, pojmowanie świata, fantazja. Tylko wyobraźnię posiadali jednakowo dobrze rozwiniętą. 

 

Od Odense - miasto Andersena

 (dom, w którym urodził się bajkopisarz)

Ojciec (szewc bez własnego warsztatu) czytywał lub opowiadał synkowi do poduszki historie wzorowane na „Baśniach z 1001 nocy”. Matka (zabobonna i przesądna), w równym stopniu wierząca w Boga, jak w Odyna i Thora oraz całą masę podziemnych istot, elfów, wróżek, nimf… wyrobiła w chłopaku przekonanie, że szacunek należy się nie tylko człowiekowi... także drzewom, rzekom, owadom, zwierzętom… 

 

Od Odense - miasto Andersena

Mimo, że bardzo ubodzy, bywali z synkiem w teatrze i naprawdę nie wiem, jak tego dokonali. Młody Hosi przesiąkł tamtą atmosferą i zamarzył, by zostać aktorem. Nawiasem mówiąc – przybytki Melpomeny były wówczas w całej Danii tylko dwa– jeden w Kopenhadze, drugi właśnie w Odense.

 

Od Odense - miasto Andersena

 

Jedenastoletniego Hansa osierocił ojciec. Matka zmuszona była wysłać chłopaka do pracy w fabryce. Wracał stamtąd bardzo nieszczęśliwy, zapłakany, chory… nie mogła na to patrzeć. Zgodnie z daną mężowi obietnicą (przenigdy nie zmuszać syna do zajęć, których nie lubi) pozwoliła mu „uprawiać zabawę” w teatr.

 

A wyglądało to co najmniej dziwnie - młody Andersen ( właściwie jeszcze dziecko) – wchodził do obcych domów i bez najmniejszego skrępowania odgrywał przed mieszkańcami różne scenki. Kiedy wyrzucano go jednymi drzwiami, wchodził drugimi . Rówieśnicy na jego widok pukali się w czoło... wcale się tym nie przejmował :-)

 

Od Odense - miasto Andersena

Jako 14 latek wyruszył do stolicy. Nie było to proste, ponieważ Kopenhaga leży na przeciwległym brzegu wyspy Zelandia, oddzielonej od Fionii Wielkim Bełtem (most zbudowano dopiero w XX w.) Jego marzeniem było dostać się do Królewskiego Teatru. Własnym uporem doprowadził do tego, że znaleźli się sponsorzy, którzy opłacili mu mieszkanie i szkołę.

 

 Najpierw wyrzuciła go z hukiem słynna primabalerina, której prezentował swoje talenta wokalne. Nie zrażony tym , wtargnął do sąsiedniego domu i zaśpiewał przed ówczesnym dyrektorem Królewskiej Chóralnej Szkoły oraz jego gośćmi. W efekcie goście zrobili zrzutkę, wynajęli mu pierwszy pokój, a dyrektor przyjął go na ucznia.

 

Od Odense - miasto Andersena

(Teatr Królewski w Kopenhadze)

Śpiewał, tańczył i statystował w królewskim teatrze, pisał sztuki (może początkowo nie najwyższych lotów, ale pisał). Efekt?  51 utworów dramatycznych (w tym 30 scenicznych i kilka librett do oper) napisanych lub opracowanych przez wielkiego baśniopisarza.

 

W ciągu całego swojego życia wydał jeszcze 6 powieści, 4 autobiografie, 5 wspomnień z podróży, ponad 1000 wierszy i 156 baśni i historii. Po jego śmierci znaleziono nieco tekstów, które zaliczono do tego ostatniego gatunku, co daje łącznie 212 baśni. A my znamy ile? Zaledwie 18-20.

 

Andersen nigdy nie miał własnego domu, a swoje pierwsze łóżko kupił dopiero 9 lat przed śmiercią. Nigdy go przedtem nie potrzebował. Po prostu zawsze wynajmował umeblowane pokoje (miał zresztą kilka ulubionych adresów). 

 

Od Odense - miasto Andersena

Obiegowa opinia mówi też, że był brzydki, pokraczny, z nieproporcjonalnie długimi nogami i wielkim nosem. Czyżby? Belmondo też podobno był brzydalem…
Sam sobie chyba się jednak podobał (bajkopisarz oczywiście), bo w ciągu 50 lat swojego życia (zmarł w wielu lat 70) był bodaj najczęściej fotografowaną postacią w Europie. Uwielbiał pozować do zdjęć.

 

A wiecie, że był też niesamowicie uzdolniony plastycznie? Z nożyczkami nie rozstawał się przez całe życie. Wykonywał także misterne rysunki ołówkiem i piórkiem. Opowiadając wymyślane na poczekaniu bajki, potrafił jednocześnie śmigać nożyczkami. Kiedy kończył opowieść – zawsze gotowa już była niesamowita wycinanka.

 

Od Odense - miasto Andersena
Od Odense - miasto Andersena

Mnóstwo ich znajduje się dziś w Odense, w muzeum Andersena, a całkiem niemało umieszczono jako ilustracje do najnowszego, trzytomowego wydania „Baśni i opowieści”(nie mogłam się powstrzymać przed zakupem). To całkowicie nowy przekład, bezpośrednio z duńskiego. Zawiera 156 utworów, w których roi się od specyficznego, andersenowskiego dowcipu.

 

 

Czy przyszłoby Wam do głowy np. nazwać fryzjera: „obcinaczem włosów”, albo jeszcze lepiej – „rozdzielaczem włosów na dwoje”? Niby to samo, ale jednak nie do końca, prawda?

 

Ech – można o Andersenie opowiadać godzinami. To jak niekończąca się historia. Wielki Bajarz ciągle mnie zaskakuje. Powtarzam raz jeszcze - im więcej staram się o nim dowiedzieć, tym szerzej otwierają mi się oczy. Ze zdziwienia i podziwu. A andersenowskie stare trolle pierwszej klasy z ogonami pewnie śmieją się ze mnie w kułak. I dobrze mi tak.


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

Zamek jak dziecięce marzenie

poniedziałek, 18 marca 2013 22:26

 

Ech… co tu dużo mówić… kiedy weszliśmy do środka, zapomniałam języka w gębie.

Przez cztery godziny plątaliśmy się po komnatach z niezbyt mądrze otwartymi buziami, w końcu zmęczone zmysły przestały reagować , aparaty nam się zagrzały i … uważam, że zaledwie liznęliśmy temat pod nazwą zamek Frederiksborg.

 

Od Frederiksborg

Wybudował go na miejscu wcześniejszej rezydencji magnackiej Fryderyk II (dodam, że było to ok. 1560 r. a rezydencja stała na wyspie).  Na wielkie renesansowe gmaszysko przerobiony został w wieku XVII przez Chrystiana IV, który -  na cześć swego ojca – nadał mu nazwę Frederiksborg. W latach 1602-20, na trzech wyspach jeziora Zamkowego (Slotssøen) wrósł zamek – jak mówią - francuski w planie i holenderski w wystroju zewnętrznym. „Ceglano-kamienna symfonia” z prawie setką komnat, pięciuset rozmieszczonymi w równych odstępach oknami, tarasowym skrzydłem, dwoma dziedzińcami i odlaną z brązu potężną Fontanną Neptuna na jednym z nich. 

 

Od Frederiksborg
Od Frederiksborg

 

Zamczysko miało być świadectwem potęgi królestwa (wówczas dziesięciokrotnie większego niż obecnie) i potwierdzeniem wyszukanego gustu samego Christiana IV. Monarcha zadbał, by każdy i po wsze czasy o tym pamiętał – od poddasza po piwnice, dosłownie wszędzie można się natknąć na stylizowaną literę „C” z wplecioną w nią czwórką. „C4” to przecież nic innego, jak królewski monogram.

 

Dziś trudno uwierzyć, że po pożarze w 1859 r. zostały tu praktycznie gołe mury. Nietknięta pozostała jedynie kaplica koronna – zatyka dech w piersiach, kiedy się pomaleńku przechodzi po balkonie i obserwuje wszystkie detale. Jej sufit zawieszono na wysokości 15 m. Dookoła marmury, kapiąca złotymi ornamentami sztukateria, w ołtarzu srebrne i pozłacane rzeźby … przepych, przepych, przepych… Do 1840 r. koronowali się tu wszyscy duńscy królowie. Obecnie odbywają się w niej śluby (także gejowskie). 

 

Od Frederiksborg

 

Duńczycy, zrozpaczeni i przerażeni skutkami pożaru sprężyli się jak chyba nigdy wcześniej. Na remont zamku rozpisano narodową pożyczkę, do której sporo dołożyła Fundacja Carlsberg (tak – ta od piwa). W ciągu kilkunastu lat odbudowano ze wszystkimi szczegółami każdą komnatę i już w 1878 r. utworzono tu Narodowe Muzeum Historyczne.

 

Od Frederiksborg
Od Frederiksborg
Od Frederiksborg

Wszystkie pomieszczenia (nawet korytarze) zdobią rzeźbione lub malowane sufity. Nie podejmuję się opisać żadnego – wystarczy, jeśli powiem, że ten nad Wielką Salą dłubany był cierpliwie przez 26 artystów-snycerzy a trwało to aż 7 lat!  Od zadzierania głowy do góry można dostać zawrotów, poza tym oczopląs murowany. W Sali Audiencyjnej była nawet… winda! Z 1693 roku! . Wprawdzie składała się z wciąganego liną na poszczególne kondygnacje krzesełka, ale można nią było zjechać niemal wprost do karety :-D

 

Od Frederiksborg

Frederiksborg Slot jest do tego wszystkiego otoczony bajkowymi, barokowymi ogrodami… co tu dużo mówić – nasza starsza wnuczka po kilkugodzinnym pobycie na pokojach stwierdziła, że oto spełniło się marzenie jej sześcioletniego wówczas życia… była w zamku prawdziwej księżniczki.

 

Od Frederiksborg

Jak w każdym chyba duńskim muzeum znajdziecie tu też pomieszczenie ze strojami „z epoki”. Można przymierzać do woli. 

 

 

Od Frederiksborg

Nikt też nie zabrania fotografowania wnętrz (i to bez kupowania dodatkowego biletu). Jedynie palacze muszą wstrzymać się z nałogiem. Papieros poczeka na nich cierpliwie w specjalnej rynience przed wejściem.

 

Tylko jako ciekawostkę dodam, że jeden z edyktów Christiana IV nakazywał codzienne mycie rąk, kilka razy w tygodniu – twarzy i od czasu do czasu głowy :-]

 


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

Duńskie epizody polskiej historii – część pierwsza

niedziela, 20 stycznia 2013 17:47

 

O polsko-duńskich związkach historycznych zazwyczaj niewiele wiemy. Wydawać by się mogło, że są one po prostu żadne, tymczasem rzeczywistość jest odrobinę inna. Ot… chociażby pochodzący z dynastii Gryfitów Eryk Pomorski - z Bożej łaski i na mocy Unii Kalmarskiej pierwszy władca trzech królestw - Danii, Szwecji i Norwegii urodził się (i jest także pochowany) w Darłowie.

 

Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze

 

 A Świętosława Mieszkówna – tajemnicza córka Mieszka I i Dobrawy (za moich czasów zwanej Dąbrówką)… 

 

Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze

 

Czy wiecie, że była najprawdziwszą Matką Królów? Wydana za mąż za szwedzkiego monarchę Eryka Zwycięskiego, powiła mu następcę tronu Olafa. Z kolejnego małżeństwa – z duńskim Swenem Widłobrodym urodzili się m.in. król Danii  Harald II oraz Kanut (Knud) I Wielki – król Danii, Norwegii i… Anglii. Niewypowiadalne po skandynawsku imię królowej zastąpiono swojsko brzmiącym Sygryda.

 

 A duńska wyprawa Stefana Czarnieckiego? … 

 

 

Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze

 

Czy śpiewając „jak Czarniecki do Poznania po szwedzkim zaborze/dla ojczyzny ratowania wrócim się przez morze” mamy świadomość, że w tych słowach naszego hymnu narodowego ukryta jest brawurowa, zimowa przeprawa czarniecczyków przez Alssund? Wszystko w ramach chlubnej kampanii, czyli zbrojnego wsparcia udzielanego okupowanej przez Szwedów Danii.

 

 

Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze

 

Wyspę Als (Alsen - to ta mała czerwona na mapie) oddziela od lądowej Jutlandii głęboka na 8-10 m i niespełna półkilometrowej szerokości cieśnina. Dziś wznoszą się nad nią dwa mosty, ale wtedy…

 

 

Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze

 

… była połowa grudnia 1658 r. Łodziami i wpław (!), za kołnierz zatchnąwszy pistolety, a ładownice uwiązawszy u szyje, korzystając z dobrodziejstwa szerokiej na półstajania (60m) mielizny pośrodku cieśniny ( gdzie koń zgruntował i mógł odpocząć) rzuciło się wojsko przez wodę. Przeprawa jako na Pragę z Warszawy trwała może kwadrans. Zmarznięte, pokryte cienką warstwą lodu wierzchowce  zmuszono do biegu wkoło roznieconych ognisk. Kiedy się rozgrzały, kawaleria ruszyła do szturmu na Sønderborg. Zaskoczeni Szwedzi nie bronili się długo.

 

Idąc niejako za ciosem, opuścili Polacy  dopiero co zdobyty zamek i… zatrzymali się aż w królewskim zamczysku w Koldyndze. Zdobyli je po krwawym szturmie, w samą Gwiazdkę 1658r.  Snopami zboża zarzucili fosę, wdarli się na dziedziniec… szwedzka załoga schroniła się w wieży… 

 

Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze

 

Jeden z dragonów, trzymając w dłoni pochodnię wszedł do piwnic z prochem. Gruchnęło… 

Efekt detonacji przedstawił obrazowo podążający z Czarnieckim Jan Chryzostom Pasek: „O Boże wszechmogący, kiedy to huknie impet, kiedy się mury poczną trzaskać, kiedy owe marmury, alabastry latać. A Szwedzi… tak to lecieli do góry, przewalając się między dymem, że ich okiem między obłokami nie mógł dojrzeć. Dopiero zaś impet straciwszy, nazad powracali i w morze jako żaby wpadali.

 

Noo… muszę przyznać, że moja wyobraźnia zaczęła pracować na wysokich obrotach.  Koldinghus - królewski zamek w Koldyndze – już odwiedziliśmy i pewnie jeszcze wrócimy. Als i Sønderborg pozostają jeszcze w sferze planów.

 

 

Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze
Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze

 

W Koldinghus znajduje się dziś muzeum. Dość oryginalne, bo zamczysko w 1808 r. doszczętnie spłonęło. Odbudowano je dopiero w czasach nam współczesnych a zrobiono to niezwykle pomysłowo. Szczególnie utkwiły mi w pamięci wiszące mostki

 

 

Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze
Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze
Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze

 

zamkowa kaplica ze zwierciadłem czasu, w którym  podglądaliśmy jej wnętrze z czasów świetności 

 

 

Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze
Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze
Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze

 

i … królewskie wucety, a ściślej to, co z nich zostało.

 

 

Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze

 

Nawiasem mówiąc - zastanawialiście się kiedyś, czego w odległych czasach używano zamiast papieru toaletowego? Duńczycy w każdym razie stosowali do „tych” celów suszonych kępek mchu… ;-(

 

Zamczysko jest rozległe. Spędziliśmy w nim kilka ładnych godzin i opuściliśmy nie zdając sobie sprawy, że jedno skrzydło twierdzy pozostało nadal nie obejrzane. Cóż… trzeba tam wrócić  ;-)

 

Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze
Od Koldinghus - zamek królewski w Koldyndze

 

Części następne oczywiście będą… za jakiś czas :-D a na razie zapraszam do obejrzenia albumu w Picassie (link pod zamieszczonymi wyżej miniaturami)

 


Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  207 982  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

... i tak zaglądałam tu codziennie, przeniosłam się więc z innego miejsca... tu bardziej przyjaźnie...
Zakręcona. Programowa optymistka.Owsik (znaczy - trudno mi usiedzieć na miejscu). Urodzona włoczykijka. Domorosły genealog. Maniaczka- fotopstrykaczka (jak coś mi się jeszcze przypomni - dopiszę).
Jako, że pamięć moja zaczyna szwankować - zamierzam spisywać swoje eskapady. czasem trochę pofilozofuję, albo wygrzebię kartkę ze szkolnego pamiętnika :))

O moim bloogu

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszc...

więcej...

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszcze do Mistrza, co to po Niebiańskich Polanach oprowadza już wycieczki.

schowaj...

czas swój oddaję

wędrówki duńskie

wędrówki kresowe

wędrówki po Niemczech

wędrówki po Polsce

wędrówki skandynawskie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 207982
Wpisy
  • liczba: 412
  • komentarze: 5145
Bloog istnieje od: 2441 dni

Lubię to