Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 027 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Podróż o długości tysiąca mil rozpoczyna się od jednego kroku

Dziewczynka z książką

piątek, 05 lipca 2013 23:20

„Dziewczynka z książką” zawitała do mojego miasta. Szkoda, że tak mało osób zdecydowało się przyjść na prelekcję…wspaniale prowadzoną, w pięknym miejscu… a w dodatku okraszoną pysznym ciastem i soczystymi wiśniami. Szkoda, bo poruszana była naprawdę ciekawa tematyka… 

Od Malala

 

„Dziewczynka z książką” to jedyna w swoim rodzaju akcja charytatywna… nikt nie stoi z kapeluszem, nikt nie zbiera datków. Jednym małym gestem można za to wyrazić podziw dla odwagi Malali - pakistańskiej nastolatki otwarcie piszącej na blogu o problemach z dostępem do edukacji w jej kraju (i nie tylko o tym). Jak bardzo niebezpieczne to zajęcie, świat mógł się przekonać w październiku 2012 r.

 

Wracającą ze szkoły Malalę wyciągnęli z autobusu uzbrojeni Talibowie. Wywołali ją po nazwisku… zagrozili, że zabiją pozostałe dziewczynki, jeżeli się nie ujawni… otrzymała strzał w głowę. Przeżyła cudem. Dziś mieszka z rodziną w Wielkiej Brytanii. 
 

Od Malala

 

Chce, czy nie chce – stała się symbolem walki o prawa kobiet i dostęp do edukacji. Otrzymała już niejedno odznaczenie. Nominowano ją do wielu prestiżowych nagród, w tym – jako najmłodszą w historii – do tegorocznej Pokojowej Nagrody Nobla.

"Terroryści pokazali, czego boją się najbardziej: Dziewczynki z książką." – te słowa sekretarza generalnego ONZ  Ban Ki-moona stały się inspiracją do powstania międzynarodowego ruchu #GIRLWITHABOOK.

 

Jak się do niego przyłączyć? Bardzo prosto. Mamy własną, krajową edycję ruchu solidarności z Maalą i z tym co ona reprezentuje - http://dziewczynkazksiazka.wordpress.com/about/

 

Od Malala

 

… a w jaki sposób możemy wspomóc akcję – poczytajcie w poniższym cytacie:
 


Naszym celem, jak i celem międzynarodowego #GIRLWITHABOOK, jest podnoszenie tematów związanych z edukacją i dostępem do niej, równouprawnieniem oraz wydanie albumu ze zdjęciami kobiet z książkami, na których, poprzez przyklejoną do książki karteczkę z napisem “I stand with Malala”/”Jestem z Malala”, wyrażą swoje poparcie dla Pakistanki. Pieniądze ze sprzedaży albumu wesprą międzynarodową zbiórkę na rzecz szkół w Pakistanie.

 

Do dzieła moje Panie! Aparaty w dłoń!


Od Malala

 

Zdjęcie może wysłać każdy, adres e-mail: dziewczynkazksiazka@gmail.com

 

Pod wskazanym przez mnie linkiem znajdziecie zresztą sporo ciekawych informacji.

 

 

…i jeszcze jedno
Postanowiłam wyprowadzić się stąd na naszą rodową stronę. Brat przygotował mi ciepłe gniazdko i prawie już się tam na dobre zainstalowałam… jeszcze tylko muszę wyszperać, jak wstawić odnośniki do Waszych blogów… ale pierwsze wpisy już są.

Zapraszam :)

http://kielakowie.pl/wordpress/?p=39


Podziel się

komentarze (31) | dodaj komentarz

memu Miastu na urodziny

środa, 04 lipca 2012 17:21

Photobucket

 

… wszak 755 lat to okazja nie lada. Nawet Natura zdaje się to doceniać, bo zafundowała jubilatowi nocne fajerwerki na imponującą skalę. Niegasnąca srebrzysta jasność opanowała przestrzeń zaokienną i trwała, trwała, trwała…(zadziwienie budziły  jedynie poranne kałuże).

Zakończenia spektaklu nie pamiętam… zasnęłam, a nad metafizyczną przestrzenią w Krainie Zamkniętych Oczu zapanowała niepodzielnie Carmina Burana. Nie ma się co dziwić – spędziliśmy z nią sporą część urodzinowego wieczoru. 

 

 

Photobucket

 

Carmina Burana, czyli Pieśni z Beuern to średniowieczny manuskrypt zawierający 254 utwory moralizatorskie spisane grubo przed rokiem 1300. Odnaleziony w 1803 r. na terenie opactwa Benediktbeuern (Bawaria). Przetworzony w latach 30.XX w. przez Carla Oroffa, który dokonał wyboru tekstów, przetłumaczył je i skomponował muzykę. W efekcie powstała monumentalna, rozpisana na prawie 200 wykonawców kantata sceniczna.

 

 

 

Photobucket Photobucket Photobucket  Photobucket Photobucket  Photobucket

 

W urodzinowym spektaklu na deskach gorzowskiego amfiteatru brali udział soliści, chór, balet i orkiestra Opery Śląskiej z Bytomia, aktorzy wrocławskiego Teatru Pantomimy, uczniowie bytomskiej szkoły muzycznej, zespół break dance, alpiniści, judocy, nawet żywe gołębie i „półżywe” łabędzie. Chociaż te ostatnie poruszały się po scenie na kółkach, nie przeszkodziło to wcale, by jeden z nich został skonsumowany w średniowiecznej tawernie.

 

Przed ostatecznym dokonaniem żywota zdążył jeszcze odśpiewać fantastyczną arię:

 

(tenor solo)

Niegdyś po stawie pływałem,

wdzięk mój w wodzie oglądałem,

gdy postać łabędzia miałem.

 

  (chór męski)

Ach, los marny

mnie na czarny

kolor przemalował!


(tenor solo)

Na rożnie mnie obracają,

ogniem żywym przypiekają,

potem do stołu podają.

 

  (chór męski)

Ach, los marny

mnie na czarny

kolor przemalował!


(tenor solo)

Na półmisku leżę stęgły,

pływać w sosie nie ma kędy,

w koło wyszczerzone zęby.

 

  (chór męski)

Ach, los marny

mnie na czarny

kolor przemalował!

 

 

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket 

 

90 min zleciało jak z bicza strzelił… Niesamowita ekspresja tancerzy, bajkowe kostiumy, prosta, rytmiczna muzyka (choć nieprosto wykonana, bowiem orkiestra do Carminy Burana jest naprawdę solidnie rozbudowana), damsko-męski chór i anielsko śpiewające pulchniutkie  amorki – wszystko to dało w efekcie widowisko nie z tej ziemi. Jeżeli kiedykolwiek będziecie mieli okazję by je obejrzeć – nie wahajcie się.

 

 

Photobucket Photobucket Photobucket 

 

Pora przedstawić Jubilata.

 

Nazwisko:  Landisberch

Imię:   Nova

Data urodzenia:  2 lipca 1257

Miejsce urodzenia:  ujście Kłodawki do Warty

 

 

Photobucket

 

Gród jak na tamte czasy niebrzydki, otoczony systemem drewniano-ziemnych umocnień rozrastał się dosyć szybko. Już jako sześćdziesięciolatek ustroił się w ozdobioną 32 basztami kamienno-ceglaną wstęgę murów miejskich. Do czasów dzisiejszych dotrwał jedynie mikroskopijny ich fragment,

 

Photobucket Photobucket Photobucket

 

ale z dziecięctwa Landsberga pochodzi także piękna sylweta kościoła Mariackiego. Oddano go wtedy pod opiekę Najświętszej Panience i Jedenastu Tysiącom Dziewic – niestety :-D… zagubiły się gdzieś w mrokach dziejów, pozostawiając samotną Maryję. Katedra nosi współcześnie wezwanie Wniebowzięcia NMP. Warto zadumać się w chłodnej ciszy jej wnętrza, wdrapać na wieżę, obejrzeć mieszkanie dzwonnika.

 

 

Photobucket Photobucket Photobucket 

 

Choć Landsberg z urodzenia jest nowomarchijski , mnie na myśl przyszło sformułowanie rodem z rosyjskich bajek „… a ona tyła i piękniała…” Rozrastające  się miasto wpełzało na kolejne pagóry. Dziś mówi się, że – jak Rzym – na siedmiu wzgórzach leży. Urody dodawały mu parki, rzeki, stawy, mosty i mosteczki, secesyjne kamienice… Po wielu z nich (podobnie jak po zamku) zostało tylko wspomnienie.

Zawieruchy dziejowe zmieniły wiele, także nazwisko Jubilata. Dziś mówią o nim nie „Landisberch Nova” a „Gorzów Wielkopolski” (choć do tej krainy nigdy właściwie nie należał). Mimo swoich 755 lat nadal jest piękny...

 

 

 

Photobucket Photobucket Photobucket  Photobucket Photobucket  Titanic i Katedra 


Podziel się

komentarze (26) | dodaj komentarz

kiedyś był tu folwark Grudzia

niedziela, 07 sierpnia 2011 19:52

To było w XIX wieku.

Jeszcze wcześniej terenami tymi władali chwarszczańscy templariusze, potem joannici. W XIX w. wybudowano tu sporą owczarnię i folwark. Na początku wieku XX przekształcono miejsce w poligon dla garnizonu kostrzyńskiego. Wszystkie domy rozebrano. Pozostała tylko nazwa „Grudzia”. Mało kto jej używa.

Dziś setki tysięcy ludzi z kraju i z zagranicy rozbijają tu swoje namioty. Ciekawe, czy wiedzą, że na wzgórzach wznoszących się ponad woodstockową sceną odkryto niegdyś cmentarzysko kultury łużyckiej…

Może dlatego to miejsce ma w sobie jakąś magię…

 

 

Photobucket

 

Tydzień pełen wrażeń podkręcił mi śrubkę do tego stopnia, że czas na blogowanie jakby się skurczył. To był tydzień pod znakiem Przystanku Woodstock. Byliśmy tam niemal codziennie. Obserwowaliśmy, jak dobijały kolejne tysiące przystankowców i chociaż już w piątek wydawało się, że nawet szpilki się nie tam wciśnie – oni jechali i szli nieustannie.

 

We środę za parking zapłaciliśmy 8 zł, w piątek już 15 zł, a z powrotem do domu kłopot był, bo wjazd i wyjazd z jego terenu były kompletnie zastawione. W sobotę, 50 km dzielące nas od Kostrzyna pokonywaliśmy przez ponad 2 godziny i wreszcie utknęliśmy w korku jeszcze w Dąbroszynie (ok. 7 km przed celem). Kiedy przed 23.00 wracaliśmy – korek jeszcze się wydłużył, a amatorzy koncertu Prodigy wciąż nadjeżdżali z kierunku Gorzowa i pewnie tak samo ciągnęli od drugiej strony.

 

Photobucket Photobucket Photobucket

 

Atmosfery woodstockowej opowiedzieć się nie da. To jest coś, czego doświadczyć trzeba na własnej skórze i ręczę, że wciągnie każdego, bez względu na wiek, kolor skóry czy zapatrywania.

 

 

Photobucket Photobucket (na pierwszym zdjęciu, gdzieś w tłumie widać moją głowę (i nie tylko moją) ...:-D)

 

Ja także nie lubię tłumów. Między innymi dlatego nad morze jeżdżę od jesieni do wiosny, ale falujący i barwny tłum woodstockowy przyciąga jak magnes. Jeszcze dzisiaj uśmiecham się na samo wspomnienie.

 

Pewnie, że Przystanek nie jest lukrowanym tortem i – jak wszędzie w takim zbiorowisku – zobaczyć można śpiące postacie nie pierwszej trzeźwości. Ktoś był pijany, ktoś inny naćpany… konia z rzędem temu, kto pokaże mi takie miejsce na ziemi, gdzie nikogo, dosłownie nikogo nie skuszą używki, gdzie wszyscy są układni, promieniejący miłością, nieskazitelni… Zdecydowana większość woodstockowiczów to ludzie przyjaźni, uśmiechnięci, zakręceni. Zupełnie nie można się wśród nich nudzić. W ogóle na Woodstocku nudzić się nie da – impreza goni imprezę, odbywają się równolegle i choćby nie wiem co, nie da się być wszędzie. Warsztaty gitarowe, kuglarskie, kabaretowe; ekspozycja muzeum powstania warszawskiego, spotkania w Akademii Sztuk Przepięknych, wystawa zdjęć z australijskiej wyprawy, mecze piłkarskie, historia browaru Calsberg i mistrzostw Europy w piłce nożnej (można było zobaczyć oryginalny puchar UEFA), bicie rekordu Guinnessa w produkcji energii odnawialnej (można było pobawić się w chomika napędzającego karuzelę, albo ujeżdżać rower stacjonarny) i wiele jeszcze atrakcji…

 

Obejrzyjcie fotki w albumie Woodstock 2011

Napstrykaliśmy ich tyle, że nie wiadomo było co wybrać ;-). Najlepiej puścić podgląd slajdów


Podziel się

komentarze (18) | dodaj komentarz

staję się prawdziwą fanką jazzu

środa, 29 czerwca 2011 22:04

 

Województwo lubuskie powstało w 1998 r. Od roku następnego obchodzić zaczęło swoje święto. Zawsze był to dzień ciekawych koncertów i festynów w obu lubuskich stolicach. Ubiegłoroczne huczne obchody odbyły się w Zielonej Górze (transmitowane przez TVP2), w tym roku  - zgodnie z obietnicą marszałka województwa – miejscem centralnych uroczystości miał być Gorzów.

 

 

Marszałek się zmienił, więc i miejsce obchodów również. Gdzie dwie stolice, tam trudno dojść do porozumienia, a gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta…

 

No i skorzystał Łagów.

Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, bo w gruncie rzeczy piękna to miejscowość i znana, jednak…  większości imprez zwyczajnie nie uda się obejrzeć (mimo podstawiania darmowych autobusów). W końcu to prawie 60 km; nie urwę się z pracy, by wsiąść do autobusu gwarantowanego przez panią Marszałek (powrót o 23.30 + godzina dojazdu – kto za mnie pójdzie kolejnego do firmy?) Gdyby Bodzianek był na miejscu, to kto wie…

Może chociaż w niedzielę dotrzemy na imprezę pod nazwą „Fantastyczne Lubuskie” – czyli coś dla fanów Gwiezdnych wojen od 0 do 100 lat. Od niepamiętnych czasów zaliczamy się do nich i my.

 

 

 To były minusy.

Teraz czas na wielgachny plus.

 

 

Tegoroczne obchody trwają aż tydzień!

Jak na złość jest to tydzień nieobecności mojego małżonka, ale cóż… nie można mieć wszystkiego.

 

 

Jeden z koncertów odbył się wczoraj w gorzowskim teatrze. Przyznam bez bicia, że nazwa mającego tam grać zespołu – Full Drive – niewiele mi mówiła. Trochę więcej (jednak niekoniecznie dużo) mówiło nazwisko Miśkiewicz.

 

 

 Jako, że koncert świąteczny, rozdawano darmowe wejściówki. Cały cyrk z tym był. Najpierw nikt nie wiedział kiedy, ani gdzie będą rozdawać. Potem okazało się, że wejściówek jest aż… 25! Wyglądało to wręcz skandalicznie… szybko jednak okazało się, że upór potrafi cuda zdziałać. Mamy w swoim otoczeniu koleżankę, że tak powiem – mocno upierdliwą. Wydzwaniała do pani Rzecznik UW z pytaniami o wejściówki tak często i skuteczne, że w końcu sama Rzecznik oddzwoniła do niej – z informacją o kilkuset dodatkowych wejściówkach mozkliwych do odbioru w teatralnej portierni.

 

 

Poszłyśmy (co ja mówię – pognałyśmy galopem), a tam padło nieśmiertelne:

- Godność pań… – portier spoglądał na nas wyczekująco

- My bez godności – wypaliłam bezmyślnie.

- To znaczy godność swoją mamy – bystro poprawiła mnie G. – tylko chciałyśmy odebrać wejściówki na Miśkiewiczów. Zgodnie z sugestią pani Rzecznik zresztą…

No i odebrałyśmy…

 

 

Nadszedł długo wyczekiwany dzień. Trzy razy upewniałam się, o której koncert. Sprawdzałam rozkłady jazdy MZK, żeby jak najdogodniej dojechać do teatru. Zakodowałam sobie kurs o 18.30. Pasowało mi to, bo między 16.00 a 18.00 miał się pojawić fachowiec do odczytania stanu wodomierzy. Zdążę w sam raz…

 

 

Cóż, kiedy mnie w pewnym momencie odmóżdżyło (ma być od mózgu, więc chyba dobrze napisałam, chociaż poprawiacz błędów podkreśla to słowo uparcie). Odmóżdżyło mnie do tego stopnia, że w ostatniej chwili poleciałam na przystanek. Sprawdziłam od razu, czy przypadkiem nie dotarłam tam za późno. Dobra nasza. Najbliższy kurs 17.24. W porządku… (chociaż te 24 minuty po pełnej godzinie wydały mi się jakieś podejrzane; miało być równo wpół). Rozjaśniło mi się dopiero, kiedy już do autobusu miałam wsiadać.

Krótki telefon do bardziej rozgarniętej Koleżanki:

- A ten koncert to o 18.00 czy o 19.00?

- O 19.00!!!

- No to ja do domu wracam. Mam jeszcze godzinę.

 

No i wróciłam. Na drzwiach czekała na mnie karteczka „Proszę o pilny kontakt i telefoniczne podanie zużycia wody w ostatnim półroczu”. Nie było mnie raptem kwadrans…

 Kolejne wyjście na przystanek omalże przeoczyłam, do teatru dotarłam jednak na czas.

Full Drive Band Miskiewicz-0Kubiszyn Tercet Miśkiewiczowski Henryk Miskieiwcz Marek Napiórkowski Michał Miśkiewicz

 

Koncert był niesamowity! Full Drive Henryka Miśkiewicza zaprezentował różne formy jazzu – dla mnie wręcz wirtuozowskie. Była mieszanka swingu i soulu, funky i mojego ulubionego bluesa. Skład zespołu, to  Henryk Miśkiewicz (nawiasem mówiąc pochodzący z lubuskiego Kożuchowa) – saksofon, Marek Napiórkowski – gitary, Robert Kubiszyn – gitara basowa i tegoroczny Fryderyk za najlepszy jazzowy debiut oraz Michał Miśkiewicz – perkusja.

 

a to też moi jazzmeni :-D (pojęcia do tej pory nie miałam, że tak dobrze ich znam)

 

Towarzyszyła im przewspaniała wokalistka – Dorota Miśkiewicz. Wykonywała liryczne, nastrojowe utwory i pełne ekspresji jazzowe wokalizy. Wcześniej nie miałam pojęcia, że – jako jedyna oprócz Kayah  - została zaproszona do wspólnego śpiewania przez boską Cesarię Evora.

 

 

Echchchch… rozkołysali publiczność, rozklaskali… kiedy wyszli na bis, zaprosili nas do wspólnego śpiewania. „Yeyaliśmy” na całe gardło ile wlezie (ale oczywiście w odpowiednich, wskazanych przez Marka Napiórkowskiego momentach).

 

Wyrastam na fankę muzyki jazzowej. Późno, bo późno, ale człowiek przecież uczy się przez całe życie… to i ja mogę…   


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

Afreecanos Duo, czyli Omar Sosa i Mola Sylla w gorzowskiej filharmonii

czwartek, 23 czerwca 2011 0:34

 

Jest w moim mieście jazzowy klub. Nazywa się „Pod Filarami”. To dzięki niemu i jego charyzmatycznemu szefowi  goszczą w Gorzowie muzycy światowej sławy. Organizowany od 1975 r. Gorzów Jazz Celebrations jest już marką samą w sobie.

 

Tym razem "Filary" we współpracy z niedawno otwartą filharmonią, zaprosiły do nas Omara Sosę i Mole Syllę. Klub jest kameralny, dysponuje naprawdę niewielką powierzchnią, więc koncert zapalnowano w sześćsetmiejscowej sali koncertowej na ul.9 Muz. Widownia szczelnie wypełniona - kilka rzędów dostawek z przodu, z tyłu i na balkonach. Ani jedno miejsce nie pozostało puste.

 

Om,ar Sosa i Mola Sylla Omar Sosa Mola Sylla

 

Omar Sosa, z urodzenia Kubańczyk, aktualnie obywatel świata, rocznik 1965, absolwent konserwatorium w klasie instrumentów perkusyjnych (marimba) i fortepianu. Światowej sławy pianista jazzowy i kompozytor. Mówią o nim: genialny wykonawca afro–cuban jazzu, jazzowy szaman (to słowa Leszka Mozdżera).

I mają rację.

Słuchaliśmy go na żywo podczas niedzielnego koncertu.

Był niesamowity! Od stóp do głowy spowity białą szatą. Ekspresyjny, uśmiechnięty, wyglądający na doskonale rozluźnionego. Czego on nie wyprawiał z instrumentami!

 

 

Mola Sylla, Senegalczyk, rocznik 1956, wokalista jazzowy (i nie tylko) od 1987 r. mieszkający w Amsterdamie. Jego niezwykły głos i brzmienie przeróżnych, niekiedy trochę dziwacznych instrumentów afrykańskich słyszę do dziś.

 

 

Na scenie było tylko ich dwóch. Na ten jeden występ (jedyny w kraju) nazwali się Afreecanos Duo. Wysoki, odziany w nieskazitelną biel Sosa i sporo od niego niższy, roześmiany Sylla w kolorach brązowo-złotych.

 

Omar Sosa i Mola Sylla

 

Zaczarowali widownię. Bisowali i to nie raz, a potem, przebrawszy się - wyszli do nas i bez jakiegokolwiek krygowania podpisywali plakaty, rozdawali na prawo i lewo autografy.

 

Nie mieli nic przeciwko fotografowaniu koncertu. Byli niesamowici!


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

niedziela, 23 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  207 862  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

... i tak zaglądałam tu codziennie, przeniosłam się więc z innego miejsca... tu bardziej przyjaźnie...
Zakręcona. Programowa optymistka.Owsik (znaczy - trudno mi usiedzieć na miejscu). Urodzona włoczykijka. Domorosły genealog. Maniaczka- fotopstrykaczka (jak coś mi się jeszcze przypomni - dopiszę).
Jako, że pamięć moja zaczyna szwankować - zamierzam spisywać swoje eskapady. czasem trochę pofilozofuję, albo wygrzebię kartkę ze szkolnego pamiętnika :))

O moim bloogu

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszc...

więcej...

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszcze do Mistrza, co to po Niebiańskich Polanach oprowadza już wycieczki.

schowaj...

czas swój oddaję

wędrówki duńskie

wędrówki kresowe

wędrówki po Niemczech

wędrówki po Polsce

wędrówki skandynawskie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 207862
Wpisy
  • liczba: 412
  • komentarze: 5145
Bloog istnieje od: 2440 dni

Lubię to