Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 127 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Podróż o długości tysiąca mil rozpoczyna się od jednego kroku

Recepta

niedziela, 13 marca 2011 5:37

Mam koleżankę, początkującą – że się tak wyrażę – diabetyczkę. Zawsze była wrogiem słodkości wszelakich, ale ostatnio „wzięło ją” na marcepany i ciasta. Podczas kontrolnej wizyty w przychodni otrzymała od swojej rodzinnej lekarki dość oryginalną receptę, ponoć idealną na jej zachciankową przypadłość. Lekarstwo można by nazwać szarlotką diabetyka.

Czym prędzej receptę skopiowałam. Pysznie się zapowiada.

 

Jabłecznik pani doktor

 

 6 jabłek

płaska łyżeczka masła

2 łyżeczki cynamonu

 

- jabłka pokroić w dużą kostkę,

- podsmażyć na maśle do miękkości (ale żeby się nie rozpadały).

Ważne: jabłka mają być miękkie, ale nie rozgotowane. Dobre są Deliciusy.

- dodać cynamon

 

Kruszonka

1 szkl. otrębów pszennych

1 szkl. mielonych migdałów

50 g masła

2 płaskie łyżki miodu

 

- składniki kruszonki wymieszać, podzielić na 2 części

- na blachę wysypać jedną (większą) część kruszonki (silikonowa blacha najlepsza)

- lekko wyrównać ręką góry i doliny

- wyłożyć jabłka,

- na jabłka resztę kruszonki

- piec 25 min w temp.180°C

 

Tania to ta szarlotka nie jest, ale czego się nie robi dla zdrowia? Podobno doskonale radzi sobie z apetytem na słodkości.

 

Nie próbowałam jej jeszcze upiec, bo z okolicznych sklepów zniknęły mielone migdały. Są tylko w płatkach, a to nie to samo. Muszę się jednak przyłożyć do szukania, bo i u mnie pojawiło się jakieś przedwiosenne zapotrzebowanie na czekoladę i trufle. Małżonek ambitnie je podtrzymuje, kupując mi jakieś ptasie mleczka. Bronię się raczej słabo. Siedzenie i tak  mam już jak „stara murzynka” (nie obrażając bynajmniej Murzynek), w drzwiach jeszcze się mieszczę, a i do windy wchodzę przodem. Silnej woli mi brak. Przynajmniej w tym temacie.


Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

Przeminął karnawał, rozpoczęło się panowanie śledzia i żurku

środa, 09 marca 2011 21:13

Zaszaleliśmy w ten ostatni dzień karnawału. Kulinarnie.

Ulegliśmy intensywnym namowom naszej znajomej i późnym popołudniem wyruszyliśmy do pobliskich Lubniewic na dziesiątego już „Lubniewickiego Śledzika”.

 

Impreza tak przypadła nam do gustu, że w przyszłym roku też się pewnie w ostatkowy wieczór tam wybierzemy. Zasady uczestnictwa są proste – Towarzystwo Przyjaciół Lubniewic zakupuje śledzie i ofiarowuje je bezpłatnie osobom chcącym wziąć udział w konkursie na śledziowe potrawy. Dodatki do ryb i pomysł na ich połączenie powinny być jak najbardziej własne. Później z półmiskiem lub salaterką pełną autorskiej potrawy należy stawić się do konkursu.

 

Dwa lata temu „Śledzika” połączono z „Przeglądem Piwnicznym”, czyli konkursową degustacją tego, co kryją nasze piwnice – słoików z owocowo-warzywnymi  przetworami, win i nalewek wszelakich. Osobną kategorię stanowią potrawy i przetwory z grzybów. Półmisek ogromny z kurkami w śmietanie robił prawdziwą furorę.

 

Śledzie podano w „dziestu” wersjach. Dokładnie nie wiem w ilu, bo nie dałam rady wszystkich spróbować. Wszystkie cudnie udekorowane, wszystkie zapewne pyszne. A jak pachniały!

Butelek i karafek z mnogością procentowych napojów również blisko 40 (jeżeli nie więcej) było. Ktoś odważny, w butelce z napisem „Malina” wstawił trunek KPN-em ongiś zwany (KPN-Koniak Pędzony Nocą).:-]

Jeśli dodać do tego grzybki, sałatki warzywne, dżemy, konfitury, marynaty… ani chybi można pęc.

Co tam będę się rozpisywać – popatrzcie sobie i… łykajcie ślinkę :-D

 

lubniewicki śledzik lubniewicki śledzik lubniewicki śledzik lubniewicki śledzik lubniewicki śledzik lubniewicki śledzik lubniewicki śledzik lubniewicki śledzik lubniewicki śledzik

 

Mój żołądek jakoś to szaleństwo przeżył.

Dla pobudzenia wyobraźni cytuję jeden ze smakowitych przepisów:

 

GRZANKI ŚLEDZIOWE

3 śledzie

4 jaja

2 łyżeczki oliwy

łyżka sproszkowanej gorczycy

łyżka posiekanych marynowanych grzybków (lub kaparów)

pół pęczka szczypiorku

bułka barowa na grzanki

 

- śledzie wymoczyć; dwa z nich drobno posiekać, trzeciego – pokroić skośnie w nieduże kawałki

- jaja ugotować; żółtka przetrzeć przez sito i utrzeć z posiekanymi filetami, oliwą, gorczycą

- dodać posiekane grzybki lub kapary; wymieszać

- gotową masą smarować przygotowane wcześniej grzanki

- na masę położyć śledziowe kawałki

- posypać siekanym szczypiorkiem

 

 

Aha – uczestnictwo w Śledziku jest całkowicie bezpłatne. Przynoszenie potraw nie jest wcale konieczne, choć mile widziane. Oceniają je wszyscy obecni podczas gremialnej degustacji (plastikowe talerzyki, kieliszeczki i sztućce zagwarantowane są dla wszystkich). Czas umila muzyka – najpierw w wykonaniu gminnych zespołów pieśni i tańca, które mają ochotę zaprezentować swoje dokonania, później – proponowana przez didżeja (a propos – dzisiaj Dzień Didżeja obchodzimy. Międzynarodowy w dodatku. Podczas World DJ Day organizowane są przede wszystkim akcje charytatywne.)

 

Śledzikowo-piwniczna impreza znana jest w promieniu co najmniej 50 km. Pełne smakowitości półmiski (wygodnie i bezpiecznie ułożone w bagażnikach aut) przyjeżdżają nawet z okolicznych gmin.

 

Żeby Was zbytnio nie rozpraszać, o samych Lubniewicach napiszę jutro.


Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

taki drobiazg

piątek, 21 stycznia 2011 5:52

Świętującym dzisiaj babciom chciałam zaproponować prosty pomysł ugoszczenia wnuków. Rodzice nie powinni się burzyć (bo to nie słodycze przecież), a może i dzieciaki się rozsmakują.

Przepis na szybką sałatkę ryżowo-owocową:

- 1 torebka ugotowanego ryżu

- 2 banany

- 3 średnie pomarańcze

- mały kubeczek naturalnego jogurtu

Banany i cząstki pomarańczy kroimy w nieduże kawałki. Banany skrapiamy cytryną, żeby nie ciemniały. Łączymy z ryżem, dodajemy jogurtu tyle, ile mamy ochotę (byle zlepił składniki) i gotowe. Ja nie słodzę (dojrzały banan jest wystarczająco słodki), ale – w zależności od słodkości owoców (lub jej braku) – można dodać cukru. Jak kto lubi. Można też dodać cynamonu lub wanilii. Można zwiększyć ilość owoców. Można zastąpić pomarańcze mandarynkami, lub dać jedne i drugie. Można wreszcie zastąpić jogurt słodkim mleczkiem lub śmietanką. Do wyboru, do koloru, do smaku…

Szybkie i smaczne.

Możecie mi wierzyć.



Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

Czekoladki z płatków owsianych

poniedziałek, 13 grudnia 2010 21:14

To te z eksperymentów kulinarnych.

Specjalnie dla Magdy Leny (ale może jeszcze ktoś skorzysta) :-D

 

Cytuję dokładny przepis. Przy okazji ataku krzątawicy odnalazł się w pożółkłym zeszycie.

Mam więc oprócz „zapisków młodej licealistki” także „zapiski domorosłej kucharki” (albo „adeptki kucharzenia”) hehe

 

Bierzemy:

2        szkl. cukru

½      kostki margaryny

8        łyżek stołowych chłodnego mleka

4        kopiaste łyżki kakao

3        szkl. płatków owsianych (kiedyś nie było chyba błyskawicznych, w każdym razie nie przypominam sobie)

 

 

- wszystko oprócz płatków owsianych wrzucamy razem do rondelka

- roztapiamy do czasu, aż pojawią się pęcherzyki

- dosypujemy płatki owsiane (3 szklanki) i dodajemy parę kropel olejku arakowego lub migdałowego

- dobrze i szybko mieszamy drewnianą łychą

- na przygotowany w międzyczasie (świetne słowo) pergamin wykładamy łyżeczką małe porcyjki

- zostawiamy do całkowitego wystygnięcia i skrzepnięcia (broń Boże nie pieczemy!)

- ciasteczek otrzymujemy około 80 szt.

 

et voilà  

Photobucket


Podziel się

komentarze (2) | dodaj komentarz

o złośliwości przedmiotów martwych :))

wtorek, 23 listopada 2010 16:22

Niniejszym oświadczam, że gdy na drabinę wlazłam

szukaną książkę wnet znalazłam.

Na starym swoim miejscu stała

jeno za grzbiety innych się schowała.

Takoż i mogę teraz w cztery oczy

przepis staropolski wam przytoczyć

sklerozę własną na uwadze mając

by przepis znów nie uciekł niby zając.

Z premedytacją to czynię

jak przystało na (chyba niezłą) gospodynię.

Z czystej radości rym we mnie zagościł.

Że częstochowski – trudna sprawa.

ale to w końcu tylko zabawa…

 

Staropolski piernik świąteczny (odzyskany przepis)

 

1.      0,5 kg prawdziwego miodu, 2 szkl. cukru, 25 dkg smalcu (lub masła) – podgrzewamy stopniowo, niemal do zawrzenia.

2.      Do letniej masy dodajemy stopniowo (wyrabiając ręką) – 1 kg mąki pszennej (albo pół na pół z żytnią- dodatek tej drugiej przedłuża ponoć świeżość i dodaje wilgotności) , 3 całe jajka, 3 ścięte łyżeczki sody oczyszczonej (rozpuszczonej w 0,5 szkl. zimnego mleka), 0,5 łyżeczki soli i 2-3 torebki ulubionej przyprawy do piernika (lub własną mieszankę cynamonu, goździków, imbiru, kardamonu, anyżu, pieprzu, gałki muszkat. itp.)

3.      Można dodać bakalie – garść pokruszonych orzechów, 3 łyżki kandyzowanej i drobno posiekanej skórki pomarańczowej.

4.     Dodanie kapki alkoholu (spirytus, rum, arak, w ostateczności – wódka) zwiększa aromat piernika.

5.      Bardzo starannie wyrobione ciasto w oryginalnym przepisie należało uklepać w kształt kuli (czyli ukulać), włożyć do kamionkowego lub emaliowanego (bez odprysków) garnka, przykryć lnianą ściereczka i umieścić w chłodnej piwniczce by powoli dojrzało.  Ja owijam folią spożywcza i układam w lodówce, w pojemniku na warzywa.

6.      Dojrzałe ciasto (przynajmniej 4 tygodnie leżakowania) dzielimy na 2-3 części i po rozwałkowaniu pieczemy na blasze (ja wyklejam podłużną foremkę babkową). Pieczemy w temp. 180 stopni, 3-4 dni przed spożyciem.

7.      Ochłodzone placki przekładamy lekko rozgrzanym, dobrze wysmażonym powidłem śliwkowym. Można przełożyć masą kajmakową, orzechową, marcepanową, albo różne przełożenia – co kto lubi.

8.      Bezpośrednio po przełożeniu piernik nakrywamy arkuszem czystego papieru i równomiernie obciążamy.

9.      Początkowo placki są twarde, lecz po 2-3 dniach skruszeją i rozpłyną się w ustach.

10.  Piernik staropolski długo zachowuje świeżość, zwłaszcza przechowywany w chłodnym miejscu

11.   Można go lukrować, czekoladować, ozdabiać, ale i bez upiększania jest pyszny.

 

Tani to on nie jest (ten piernik), ale – jako żywo - wart zachodu.

Od dnia wczorajszego wzbogaciłam się wprawdzie w nowe przepisy (za które serdecznie dziękuję) … przyzwyczajenie jest jednak drugą naturą. Zaczyniać będę swój sprawdzony.

 

Skoro czas świąteczny, korzennie i choinkowo pachnący nadchodzi wielkimi krokami, to może warto i historię starosłowiańskich miodowników przypomnieć?

Tradycja miodownikowa u starożytnych już słowiańskich pogan znaną była.

Grubo zmiażdżoną pszenicę mieszano z miodem prawdziwym i wypiekano miodowe podpłomyki albo kołacze. Podobno w XIV w. zaczęto do masy dodawać pierne – dość pieprzną mieszaninę korzeni wszelakich. Od tegoż piernego miodownik nazwę współczesną przyjął.

Wiele przepisów (zwłaszcza tych dworskich) owianych było tajemnicą, chociaż z grubsza zasada była taka sama – miód, przyprawy, mąka, tłuszcz jakowyś (chociaż niekoniecznie), jajka, spirytus, potaż. Każdy dodawał korzeni według własnego pomysłu, proporcje miodu i mąk wszelakich dowolnie zmieniał. I tak robimy do dziś. Jedynie spulchniający potaż (węglan potasu) zastępujemy sodą oczyszczoną (wodorowęglanem amonu), ale z braku laku może przecież być nawet proszek do pieczenia.

Zważywszy na gęstość (a co za tym idzie i twardość) wyrabianego ciasta, nie była to czynność lekka. Kobitki silne musiały być. A może parobków do tego zatrudniano?

W bogatych domach  zarabiano pierniki w ilościach hurtowych. Raz, a dobrze. Ciasto dojrzewało potem latami. Im dłużej, tym lepiej. Zaczyniano np. z chwilą narodzin córki, aby było z czego upiec piernik na wesele (o dołączeniu zaczynu do posagu nie zapominając). Każdy parokilogramowy kawał ciasta obtaczany był w mące (żeby do sąsiada się nie przylepił podczas fermentacji i pęcznienia). Składowano je w beczkach lub dzieżach w ciemnej, chłodnej piwnicy. Do doraźnego pieczenia odkrawano mniejsze kawałki, wkładano do pieca na krótką chwilę i dopiero, kiedy zmiękło nieco, formowano z niego pierniczki lub wciskano do ozdobnych foremek.

 

W dotychczasowej naszej rodzinnej historii bywały i takie lata, że leń powszechny chował się w kącie. Piekłam wówczas dodatkowo takie  płaskie maleństwa o najróżniejszych kształtach, pakowałam w mniejsze pudełka i wręczałam przyjaciołom jako prezenty pod choinkę. Korzystałam z przepisu na pierniczątka, który z grubsza wyglądał tak:

 

1kg mąki

12 łyżek cukru

0,5 kg miodu ( w wersji oszczędnej 0,4 kg miodu sztucznego + 2 łyżki miodu prawdziwego)

kostka margaryny

1 jajo + 3 żółtka

4 łyżeczki przyprawy do pierników

4 łyżki kakao

2 łyżeczki sody lub proszku do pieczenia

 

Miód, cukier, roztapiałam na wolnym ogniu (broń Boże nie gotując), wsypywałam przyprawę (ponoć, kiedy na ciepły miód się ją sypie, bardziej aromatyczna jest). Po ostygnięciu dodawałam  jajka, rozpuszczony tłuszcz, sodę, kakao. Stopniowo dosypując mąkę (lub odwrotnie – wlewając zaczyn do mąki na stolnicy) wyrabiałam ciasto. Nie cierpię gniecenia czegokolwiek na stolnicy, więc najczęściej babrałam się w garnku. Teraz sobie myślę, że Mężusia zaprząc by do tego można.

Z gotowym ciastem można potem zrobić do wyboru – albo włożyć do lodówki na czas nieokreślony, albo upiec od razu ( 8-9 minut w temp ok 200-220 stopni C).

Polukrować i ozdobić kolorowymi posypkami lub zostawić takie surowopiękne, po czym… najlepiej zamknąć w metalowej puszce. Dobrze dołożyć do puszki kawałek jabłka lub skórkę obraną z pomarańczy. Miód ma własności higroskopijne. Pierniczki, łamiące początkowo nawet najtwardsze żeby, w miarę upływu czasu w zamknięciu staną się delikatniejsze nabierając owocowej wilgoci. No i ten dodatkowy aromat...

Nie zawsze czas spędzony w pudle jest czasem straconym.

 

Szczególnie pamiętam pierniczki  sprzed dwóch bodajże lat, upieczone przez Pierworodną wraz z Najstarszym Wnukiem. Szczerze dodany imbir powodował, że były wyjątkowo… pieprzne i wyjadaliśmy je z puszki jeszcze przed Wielkanocą. Naprawdę rozpływały się wtedy w ustach.

 

Smacznego wszystkim :-D:-D:-D


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  207 981  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

... i tak zaglądałam tu codziennie, przeniosłam się więc z innego miejsca... tu bardziej przyjaźnie...
Zakręcona. Programowa optymistka.Owsik (znaczy - trudno mi usiedzieć na miejscu). Urodzona włoczykijka. Domorosły genealog. Maniaczka- fotopstrykaczka (jak coś mi się jeszcze przypomni - dopiszę).
Jako, że pamięć moja zaczyna szwankować - zamierzam spisywać swoje eskapady. czasem trochę pofilozofuję, albo wygrzebię kartkę ze szkolnego pamiętnika :))

O moim bloogu

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszc...

więcej...

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszcze do Mistrza, co to po Niebiańskich Polanach oprowadza już wycieczki.

schowaj...

czas swój oddaję

wędrówki duńskie

wędrówki kresowe

wędrówki po Niemczech

wędrówki po Polsce

wędrówki skandynawskie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 207981
Wpisy
  • liczba: 412
  • komentarze: 5145
Bloog istnieje od: 2441 dni

Lubię to