Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 127 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Podróż o długości tysiąca mil rozpoczyna się od jednego kroku

Szczęśliwej Trzynastki

poniedziałek, 31 grudnia 2012 9:54


Koniec świata po raz kolejny ominął nas szerokim łukiem.
Nadchodzi Wielka Trzynastka.

Skoro „trzynastego nawet w grudniu jest wiosna”,
więc niechaj  
szczęści się Wam przez rok cały…
i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej

 

 


Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

Kiedy gwiazda herrnhucka rozświetla mrok…

czwartek, 20 grudnia 2012 22:10

Kiedy? - oczywiście w Adwencie.

Skąd się wzięła jej idea? - z Ewangelii wg św. Mateusza, gdzie wyraźnie napisano:

„Widzieliśmy gwiazdę Jego na Wschodzie i przyszliśmy oddać Mu pokłon” (2b)

 

Jej religijna rola zakłada, że w całym okresie Bożego Narodzenia wskazywać ma prościuteńką drogę do Jezusa, ale – żeby nie było tak łatwo – przydzielono jej także rolę dekoracyjną. 

 

Photobucket

 

 

Gwiazda – jako ozdoba oczywiście - nie jest już najmłodsza. Liczy sobie z górą 180 lat. Narodziła się w 1830 r. w górnołużyckim (a jednocześnie wschodniosaksońskim) miasteczku Niesky.

A było z nią tak:

 

Hmmm… wypadałoby od króla Ćwieczka zacząć, czyli od Jednoty Braci Czeskich, zwanych także Braćmi Morawskimi. To od nich wywodzi się założona w pierwszej połowie XVIII w. Herrnhucka Jednota Braterska, która bardzo szybko i ze sporym rozmachem zaczęła prowadzić prace misyjne.

 

Kiedy herrnuccy rodzice nieśli Słowo Boże, ich pociechy spędzały czas w szkołach z internatem i… wcale się tam nie nudziły :) Nie posiadając telepatrzydeł, x-boxów ani komputerów radziły sobie w inny sposób. Jednym z nich była adwentowa „produkcja” ozdobnych gwiazdek. Najpierwszą wymyślił nauczyciel matematyki ze wspomnianego już miasteczka Niesky.

 

Skleił ją z tektury i papieru i powiesił w klasie. Była tak ładna, tak bardzo kojarząca się z gwiazdą betlejemską, że szybko stała się niezwykle popularną dekoracją adwentową i bożonarodzeniową. Jest nią do dziś - zwłaszcza w Niemczech i Ameryce.

 

Ciągle ulepszaną „konstrukcję” opatentowano w 1925 r. W Herrnhut (w Niemczech) powstała manufaktura produkująca gwiazdy w różnych kolorach i rozmiarach. Nadal powstaje ich tam rocznie ok. 250 tys. i to w 60 różnych wariantach. Można kupić pojedynczą, niedużą za kilka euro, ale też cały łańcuch–sznur za kilkaset. Dostępne są papierowe (ciągle produkowane ręcznie) i plastikowe, a nawet świecące :)

 

Tradycyjna (ta opatentowana) herrnucka gwiazda przypomina jeża – jest 25 ramienna i  można ją wykonać własnoręcznie. Potrzebny jest tylko szablon, a o taki w internecie nietrudno.

 

Opromienieni blaskiem gwiazdy betlejemsko-herrnhucko-morawskiej czekamy już na święta :)

 

Świeciła gwiazda na niebie

srebrna i staroświecka.

Świeciła wigilijnie,

każdy ją zna od dziecka.

Zwisały z niej z wysoka

długie, błyszczące promienie,

a każdy promień – to było

jedno świąteczne życzenie.

I przyszli – nie magowie

już trochę podstarzali –

lecz wiejscy kolędnicy,

zwyczajni chłopcy mali.

Chwycili w garść promienie,

trzymając z całej siły.

I teraz w tym rzecz cała,

by się życzenia spełniły.
(Leopold Staff – Gwiazda)

 

Wszystkiego Dobrego Świątecznego!

 

Photobucket


Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

prokrastynacja i... koty :))

niedziela, 04 marca 2012 11:29

W USA obchodzony jest dziś dzień o śmiesznej nazwie Zrób Coś. Bardziej naukowo nazwano go Dniem Walki z Prokrastynacją.

 

Mało kto potrafi nazwać po imieniu to obezwładniające uczucie, by wszystko to, co można zrobić teraz – zrobić jutro, pojutrze, popojutrze, albo najlepiej…wcale. Wikipedia nazywa prokastynację „patologiczną tendencją do nieustannego przekładania pewnych czynności na później, ujawniającą się w różnych dziedzinach życia”. Nic dodać, nic ująć – trzeba z tym uczuciem walczyć i to nie tylko dzisiaj.

 

Prokastynacja nie jest zwykłym lenistwem, a mało jeszcze znanym zaburzeniem psychologicznym i dotyka najczęściej tych najlepszych i najzdolniejszych. Jest jak objaw zmęczenia wszechobecnym wyścigiem szczurów. Oby nie stała się chorobą cywilizacji. Zróbmy więc Coś. 

0:-)

Na początek zapraszam na wycieczkę. Tym razem mało krajoznawczą… raczej dla oczu pocieszenia niż fizycznego zmęczenia. W niedzielne przedpołudnie jak znalazł 

 

Photobucket Photobucket 


Tydzień temu zawitała do mojego miasta wystawa kotów rasowych. Wdepnęliśmy tam właściwie przelocie, w drodze do szpitala, a że calutki tydzień obfitował w moc wydarzeń wszelakich, nie było nawet kiedy o tym wspomnieć.

 O kotach rozpisywać się nie będę. Podrzucam tylko trochę zdjęć do pooglądania.

 

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket 

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

 

Co do Mamy… no cóż… jeszcze leży w szpitalu i ma się chyba lepiej. Wbrew temu, co mówią lekarze - ciągle trzyma się życia. Temperatury już nie ma, więc pewnie po niedzieli uda się zabrać ją do domu. W świetle ostatniej diagnozy („chora przewlekle umiera i nie może umrzeć, a właściwie nie wiadomo, dlaczego tak jest i skąd w ogóle ma tyle sił”) najlepiej będzie jej u siebie. 

 


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

sympatyczne urodziny

piątek, 18 listopada 2011 14:58

My czekamy na Mikołajki, a w Rosji dzisiaj oficjalne – choć obchodzone dopiero od sześciu lat - Urodziny Dziadka Mroza.

Które z kolei? – nikt nie wie…

 

Wiadomo z całą pewnością tylko tyle, że sympatyczny Kuzyn (albo i Brat) Mikołajowy liczy sobie nie mniej niż 2000 wiosenek i zim. Datę urodzin ustaliły same dzieci. Główne uroczystości odbywają się w „dziadkowo-mrozowej” siedzibie na Dalekiej Północy – w miasteczku Wielikij Ustiug. Goszczą tu wówczas rozliczni krewni Dziadka Mroza: Gwiazdor i Święty Mikołaj, holenderski Sinterklaas i Santa Claus z Finlandii, z Jakucji- Czishan, z Karelii – Pakkajne, z Czech i Węgier– Mikuláš, szwajcarski Samichlaus, francuski Saint Nicolas, serbski Sveti Nikola, turecki Noel Baba, brazylijski Papai Noel, a nawet włoska Befana i Snieguroczka (Śnieżynka) z Kostromy.

Znamy ich wszyscy. Jeżeli ktoś nie przyznaje się do osobistego kontaktu chociaż raz w życiu, to przynajmniej znać ich powinien z baśni i filmów.

 

Wszyscy goście Dziadka Mroza mogą napisać życzenia i wrzucić je do specjalnej skrzynki pocztowej. Nie obowiązują w tym wypadku wyjątki wiekowe – może to uczynić każdy, bez względu na ilość lat. Z Vatem, czy bez – każdy ma szansę, by spełniło sie jego marzenie. Solenizant zaś, co roku otrzymuje w charakterze prezentu urodzinowego… nowy, świąteczny strój.

 

Najbardziej cieszy się z tego jego żona – Pani Zima, ponieważ po 365 dniach nieustannego prania jednego kompletu wyjściowych czerwoności, ma coraz większe problemy z zacerowaniem ubytków materiału. Jej małżonek wprawdzie zazwyczaj wdziewa na wierzch bogato haftowane (stylizowane na carskie) futro, ale jeśli przyszłoby mu zdjąć wierzchnie odzienie, to… szkoda gadać. Wszak jego praca nie zawsze jest łatwa. Sanie zaprzężone w trójkę rączych koni potrafią ponieść, a i kominy bywają ciasne i kręte. Niełatwo przecisnąć się przez nie bez zabrudzeń i drobnych uszkodzeń odzienia.

 

Państwo Mrozowie, (czyli dziadek i Zima) mają jeszcze zapasowe lokum w Archangielsku i czasami tam właśnie świętują listopadowe urodziny. W młodości Dziadka Mroza nazywano Zimnikiem.

 

Wszystkiego dobrego Dostojny Jubilacie!

 

Dziadek Mróz

(fotka z Wikipedii)


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

zróbmy sobie omletowe święto

poniedziałek, 07 listopada 2011 9:15

Dzień Gigantycznego Omleta (Giant Omelette Celebration) to zabawne święto obchodzone w USA, a konkretnie w Abbeville. Co roku w pierwszy weekend listopada przygotowywany jest tam Omlet Przyjaźni – z 5000 jaj, 25 litrów mleka, 6 litrów masła i 10 kg zieleniny. Najbardziej znanymi miłośnikami omletów byli Napoleon Bonaparte i Kaiser Franciszek Józef. Kiedy ten pierwszy uraczony został podczas kwaterowania w Bessières miejscową potrawą o dziwnej nazwie „podarunek kury”, tak się w niej rozsmakował, że nakazał migiem zebrać wszystkie jaja, jakie tylko można znaleźć w najbliższej okolicy i przygotować z nich potężny „kurzy dar” dla całej armii. Święto Omleta nawiązuje podobno do tej właśnie historii.;-)

 

Najbardziej znanym omletowym deserem jest austriacki  Kaiserschmarrn ( „cesarskie głupstwo” „bzdura” albo „śmieć”). Franciszek Józef zetknął się z „darem niebios” dopiero w wieku dojrzałym i to całkiem przypadkowo. Omlet był przecież posiłkiem biedoty… Legendarny austriacki omlet trochę różni się od tych, które zwykliśmy przyrządzać. Jest czymś w rodzaju „rozdartego” naleśnika, a miał powstać wtedy, gdy Kaiser zażyczył sobie, by podano mu jakiś najzwyklejszy „ludowy” posiłek i to w try miga.

 

Inna wersja legendy mówi oczywiście o… kobiecie i diecie. Omlet miał powstać na prośbę dbającej o linię cesarskiej współmałżonki, która kazała kucharzom wymyślać coraz to nowsze dietetyczności. Kolejna z potraw nie przypadała jej do gustu. Orzekła, że jest zbyt… tłusta. Znany z gwałtownego usposobienia Franz Josef nie zdzierżył i wrzasnął „Dawać mi to głupstwo (schmarrn), które przygotował kucharz”. Tak mu posmakowało, że skonsumował wszyściutko i od tej bardzo często życzył sobie takiego właśnie deseru.

:-)

Składniki Kaiserschmarrn  dla jednej osoby (jako posiłek podstawowy) lub dla dwóch (jako deser)

3 jaja
100 g mąki
1 łyżka cukru
wanilia
 łyżeczka soli
125 ml mleka
100 g masła
rodzynki


Pierwszy omlet – zupełnie jak pierwszy naleśnik – rzadko wychodzi tak, jakbyśmy chcieli. Nie należy się tym specjalnie przejmować. Moim zdaniem to jedno z niepisanych praw fizyki (podobnie jak to, że posmarowana kromka zawsze spada masłem na dół). Kaiserschmarrn  jest jednak podobno wyjątkowo odporny na uszkodzenia, pod warunkiem, że robimy wszystko zgodnie z austriackim drylem, czyli:

 

1. rozdzieliamy żółtka od białek.

2.  mieszamy żółtka z mlekiem, mąką, cukrem i wanilią -  tak by nie powstały grudki.

3.  białko ubijamy  na sztywno ze szczyptą soli (byle nie za długo, bo omletom to szkodzi – podobno piana podchodzi wodą) i dodajemy do masy żółtkowej.

4.  tak przygotowaną masę wylewamy na dużą patelnię na rozpuszczone masło.

5.  placek smażymy poruszając delikatnie patelnią - ruchem okrężnym podnosząc przy tym brzegi omletu szpatułką po to, by łatwiej się ścinał

6.  posypujemy rodzynkami

7.  rozdzieramy widelcem na 2-5 cm kawałki, dosmażamy na złocisto

8.  podajemy posypane cukrem pudrem, ewentualnie z migdałami, jakimś słodkim sosem lub konfiturami. Kaiser uwielbiał do tego powidła śliwkowe.

 

No to.... smacznego ;-)


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  207 940  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

... i tak zaglądałam tu codziennie, przeniosłam się więc z innego miejsca... tu bardziej przyjaźnie...
Zakręcona. Programowa optymistka.Owsik (znaczy - trudno mi usiedzieć na miejscu). Urodzona włoczykijka. Domorosły genealog. Maniaczka- fotopstrykaczka (jak coś mi się jeszcze przypomni - dopiszę).
Jako, że pamięć moja zaczyna szwankować - zamierzam spisywać swoje eskapady. czasem trochę pofilozofuję, albo wygrzebię kartkę ze szkolnego pamiętnika :))

O moim bloogu

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszc...

więcej...

... takie sobie owsikowe bajania na temat tego co dookoła nas ciekawego... Gwoli wyjaśnienia - "Owsikami" nazwał nas Rodzic... jako, że "z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór...", ale daleko nam jeszcze do Mistrza, co to po Niebiańskich Polanach oprowadza już wycieczki.

schowaj...

czas swój oddaję

wędrówki duńskie

wędrówki kresowe

wędrówki po Niemczech

wędrówki po Polsce

wędrówki skandynawskie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 207940
Wpisy
  • liczba: 412
  • komentarze: 5145
Bloog istnieje od: 2441 dni

Lubię to